Lekarz potrzebny od zaraz

0
393

Są takie momenty, kiedy człowiek zastanawia się, czy niektórzy dziennikarze powinni parać się profesją, którą wybrali. Tym bardziej, że to co przekazują swoim czytelnikom rodzi pytanie, czy mamy do czynienia z głupotą, czy też jest to już objaw choroby, który kwalifikuje do pobytu w oddziale zamkniętym.

Te ostatnie syndromy można zaobserwować u niektórych dziennikarzy Gazety Wyborczej. Weźmy chociażby Wojciecha Maziarskiego, którego ostatnich tekstów, według mnie, nie można zaliczyć ani do głupich czy bardzo głupich. Byłby to wobec nich komplement. Są to po prostu teksty frustrata, który przekroczył nimi granice przyzwoitości. Bowiem jak nazwać komentarz, jaki ukazał się w Gazecie Wyborczej po Marszu Niepodległości: „Tłumy nacjonalistycznej dziczy, które wyległy na ulice 11 listopada, pokazują, że polska demokracja jest zagrożona. (…) Pogonimy wszechpolaków, PiS-owców i całą tę prawicową hołotę, która zagraża naszej kulturze. (…) Znajdzie się kij na Kaczyńskiego ryj. Znajdzie się komora dla Ojca Dyrektora. Wal krzyżem, kropidłem katolstwo przebrzydłe(…)”.

Co prawda Maziarski uspokaja na koniec tekstu, że nie zwariował tylko się zradykalizował, ale oddziały zamknięte pełne są osób, które twierdzą, że są normalne. Natomiast według nich psychole, to ci w białych fartuchach. I można by Maziarskiemu uwierzyć, że nie zwariował, gdyby nie jego wcześniejsze teksty. W jednym z nich zaatakował dziennikarza TVP. Radząc mu, aby siedział cicho i nie opisywał kulisów finansowania przez prezydent Warszawy fundacji związanych z Jerzym Stępniem, byłym prezesem Trybunału Konstytucyjnego. Maziarski w swoim tekście grozi wprost, aby dziennikarz przestał się tym interesować, ponieważ: „PiS nie będzie rządzić wiecznie”. Inaczej mówiąc, oznajmił, że gdy nasi powrócą do władzy, to wylecisz z pracy. Tym tekstem powinno zająć się nie tylko Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich czy zespół lekarzy psychiatrów, ale przede wszystkim prokuratura, gdyż mamy tutaj do czynienia z groźbami karalnymi.

Ale nie tylko Maziarskiemu odbiła palma. Otóż jego kolega redakcyjny Michał Wilgocki z okazji intronizowania Chrystusa wypalił: „Żyd królem Polski”. Dodając przy tym, że: „Na polskim tronie zasiadali już obcokrajowcy, ale Jezus wywodzi się w prostej linii z rodu króla Dawida, a – jak mawiał pewien do niedawna jeszcze ksiądz – żydowski imperializm, to największe zagrożenie dla katolicyzmu”. Według Wilgockiego miało być śmiesznie, ale wyszło żałośnie. Okazało się, że GW, która podobno walczy z mową nienawiści, sama ową nienawiścią pała do innych. Do tego stopnia, że jej redakcja stała się zbiorowiskiem dziczy, ksenofobów, antysemitów i rasistów.

Tak na marginesie przypomnę Wilgockiemu i jego kolegom, że królową Polski też jest Żydówka. I nikomu to nie przeszkadza. No może z wyjątkiem dziennikarzy GW, którzy na jej miejscu widzieliby swojego naczelnego.

Jerzy Szostak

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ