Wstrząsające szczegóły śmierci Dawidka Żukowskiego

0
3047
Pięcioletni Dawid Żukowski zginął od serii ran kłutych, zadanych prawdopodobnie nożem – tak wynika z przeprowadzonej wczoraj  sekcji zwłok chłopca. Ojciec miał zabić chłopca w samochodzie, a potem ukryć jego ciało w zaroślach. Dawid został zabity między godz. 18 a 19 w środę 10 lipca. Sekcja zwłok dziecka trwała pięć godzin.

– Miejsce znalezienia zwłok nie było miejscem zabójstwa. Dziecko zostało zamordowane najprawdopodobniej w samochodzie – mówi Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – W oparciu o wstępne sprawozdania z badań DNA możemy powiedzieć, że w aucie ujawniono ślady krwi, między innymi na foteliku dziecięcym, osłonie przeciwsłonecznej oraz innych elementach tapicerki auta – dodaje.

– Jeśli chodzi o motyw działania Pawła Ż. – będzie przedmiotem ustaleń w toku dalszych czynności procesowych. W tym zakresie analizujemy zeznania świadków i czekamy na wyniki zleconych ekspertyz, m.in. informatycznych. Weryfikujemy również dokładnie sytuację życiową ojca, w tym informacje o jego problemach, relacje rodzinne, wszelkie tego typu okoliczności czy sytuacje, które mogą być pomocne przy ustalaniu motywu. W tym zakresie z pewnością istotne będą opinie specjalistów, w tym psychologów, uzyskane w oparciu o cały zgromadzony w toku tego postępowania materiał dowodowy – powiedział. Jak dodał, „wstępnie można powiedzieć, że był to motyw osobisty, rodzinny, natomiast ta informacja wymaga dalszej weryfikacji”.

Według prokuratury zabójcą był ojciec chłopca. W morderstwie nie brały udziału inne osoby. Niedługo później zabójca dziecka popełnił samobójstwo, rzucając się pod pociąg.

Do tragedii doszło 10 lipca, kiedy ojciec Dawida – Paweł Ż. – zabrał chłopca z domu, w którym ten mieszkał z matką, żoną Pawła Ż. Małżonkowie nie mieszkali ze sobą od krótkiego czasu, ponieważ – zdaniem matki Dawida – ojciec stosował wobec niej przemoc psychiczną. Złożyła ona nawet zawiadomienie na policję w tej sprawie. Jak zeznawała już po zaginięciu Dawida, zdarzało się, że mąż przyjeżdżał i zabierał chłopca ze sobą, ale później zawsze odwoził go do domu. Z tego względu kobieta nie zgłosiła zaginięcia od razu, ponieważ czekała na powrót syna.

Kiedy jednak okazało się, że dziecko przez dłuższy czas nie wraca do domu, a matka nie może skontaktować się z mężem, postanowiła obdzwonić członków rodziny. Matka Dawida pojechała także do męża. Gdy stwierdziła, że nie ma nikogo na miejscu, zadzwoniła na policję, a potem, o godz. 23.20 przyjechała na komendę w Grodzisku Mazowieckim, gdzie zgłosiła zaginięcie dziecka.

Okazało się, że kilka godzin wcześniej jej mąż został potrącony przez pociąg, a policja podała, że było to najprawdopodobniej samobójstwo. W aucie Pawła Ż., które stało nieopodal, nie było jednak Dawida. Rozpoczęły się poszukiwania zakrojone na niespotykaną dotąd w Polsce skalę – uczestniczyli w nich policjanci, strażacy i żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej. W końcu, w sobotę 10 lipca, czyli po dziesięciu dniach od zaginięcia chłopca, znaleziono jego ciało. Było ono przykryte trawą, a policjant natknął się na nie, ponieważ zobaczył wystające spod trawy buty.

Z ustaleń śledczych wynika, że miejsce znalezienia zwłok nie było miejscem zabójstwa, a dziecko mogło zostać zamordowane najprawdopodobniej w samochodzie marki skoda. Tam na foteliku dziecięcym, na elementach tapicerki i na podłodze znajdowały się ślady krwi.

Śledczy cały czas szukają narzędzia zbrodni. Zakładają, że narzędziem, którym Paweł Ż. mógł zabić Dawidka był nóż. Policjanci ponownie przeszukają m.in. okolice węzła Konotopa, miejsce znalezienia zwłok dziecka, a także okolice torów, gdzie ojciec Dawida Żukowskiego popełnił samobójstwo. Być może tam zostało porzucone narzędzie zbrodni.

Po zgromadzeniu i przeanalizowaniu materiału dowodowego prokurator zdecyduje o powołaniu biegłego, który stworzy portret psychologiczny ojca Dawida Żukowskiego. Wśród zabezpieczonego materiału dowodowego jest sprzęt elektroniczny należący do Pawła Ż. Śledczy sprawdzają, czy przed śmiercią dziecka poszukiwał w sieci informacji, które wskazywałyby na to, że planował popełnienie zbrodni.

– W tym zakresie analizujemy zeznania świadków oraz czekamy na wyniki zleconych ekspertyz, m.in. informatycznych. Weryfikujemy również dokładnie sytuację życiową ojca, w tym informacje o jego problemach, relacje rodzinne, wszelkie tego typu okoliczności czy sytuacje, które mogą być pomocne przy ustalaniu motywu – podkreślił prokurator Łukasz Łapczyński. Postępowanie jest prowadzone w kierunku zabójstwa.

Policjanci podejrzewają, że Dawid Żukowski mógł zginąć krótko po godz. 18.30-40. Chwilę wcześniej nastąpiła wymiana sms-ów pomiędzy Pawłem Ż. i jego żoną. Wtedy mężczyzna miał poinformować małżonkę, że nie zobaczy już syna.

Przypomnijmy, że 5-letni Dawid Żukowski zaginął w środę 10 lipca. Tego dnia około godz. 17.00 ojciec Paweł Ż. odebrał go od dziadków w Grodzisku Mazowieckim i miał zawieźć do mamy do Warszawy. Cztery godziny później 32-latek popełnił samobójstwo, rzucając się pod pociąg na dworcu w Grodzisku Mazowieckim. Kilka kilometrów od tego miejsca znaleziono porzucony samochód mężczyzny, jednak chłopca w nim nie było. Mama Dawida zgłosiła zaginięcie syna około północy. Sprawę od razu traktowano poważnie, bo Paweł Ż. wysłał wcześniej do byłej partnerki SMS o treści: „nigdy już nie zobaczysz syna”.

Od 11 lipca poszukiwania Dawida Żukowskiego ruszyły pełną parą. Jak mówił rzecznik stołecznej policji Sylwester Marczak, są największe w historii polskiej policji. Przez pierwsze doby chłopca poszukiwały setki policjantów, strażaków i żołnierzy. Łącznie przeczesano ponad 4,5 tys. hektarów terenu.

W czwartek 18 lipca Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała, że kilka dni przed targnięciem się na swoje życie Paweł Ż. przestał pojawiać się w pracy. Zdaniem śledczych może to świadczyć o tym, że 32-latek wszystko zaplanował.

 TVP Info poinformował, że dotarł do zeznań matki Dawida Żukowskiego. Z ustaleń portalu wynika, że kobieta po otrzymaniu dramatycznej wiadomości od Pawła Ż. była przekonana, że może to być złośliwe działanie jej męża, a nie realne zagrożenie dla dziecka.

– Z jej relacji wynika, że ojciec Dawida kilkakrotnie miał nie odwieźć chłopca do niej na czas. I nie reagował na jej ponaglenia. Kobieta musiała wtedy jechać po dziecko do Grodziska. Mąż miał tłumaczyć później swoje zachowanie, że np. Dawid zasnął i nie chciał go budzić – cytuje jednego ze śledczych TVP Info.

Z treści zeznań, do których mieli dotrzeć dziennikarze TVP Info, wynika, że feralnego dnia matka Dawida odczekała jakiś czas i pojechała do Grodziska Mazowieckiego. Na miejscu okazało się, że mieszkanie jej męża jest zamknięte, a jego telefon nie odpowiada. Po godzinie 22 kobieta zadzwoniła na numer alarmowy 112, żeby zgłosić zaginięcie Dawida. Od operatora usłyszała jednak, że musi to zrobić osobiście w jednostce policji. Na komendzie w Grodzisku Mazowieckim pojawiła się około godziny 23:20. Niedługo potem ruszyły poszukiwania chłopca.

W wielu miejscach w Polsce w najbliższych dniach chętni wypuszczą do nieba kolorowe baloniki na znak pamięci o 5-latku. Tak będzie m.in. w sobotę o godzinie 16 w Parku Skarbków w Grodzisku Mazowieckim.

„Puśćmy baloniki dla Dawidka. Złączmy się wszyscy i pokażmy, że jesteśmy z nim nawet teraz, kiedy już go nie ma. Niech patrzy na nas aniołek z góry, a do niego poleci jego ulubiony Zygzak McQueen od nas, z naszych szczerych serduszek” –  napisała w apelu na Facebooku pani Sylwia.

Zgromadzeni wypuszczą symbolicznie do nieba czerwone i niebieskie baloniki, albo te z Zygzakiem McQueenem – czerwoną wyścigówką z ulubionej bajki Dawida „Auta”.

Podobne inicjatywy pojawiają się w kolejnych miejscowościach, m.in. w Kozienicach (taras widokowy nad Jeziorem w Kozienicach, sobota, godz. 16).

źródło: PAP/DZ

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ