Został kac gigant

0
32
No i pozamiatane. Tak w każdym razie można nazwać wyniki wyborów prezydenckich we Francji, w których zwyciężył Emmanuel Macron, pokonując w drugiej turze Marine Le Pen.
Jednak patrząc na to z drugiej strony, to zarówno Macron, jak i jego socjalistyczni koledzy z Brukseli nie mają jeszcze powodów do radości. Otóż wkrótce nad Sekwaną odbędą się wybory parlamentarne. I to one tak naprawdę przesądzą o tym, jak będzie wyglądała francuska polityka w ciągu najbliższych lat. A wszystko wskazuje na to, że te wybory może wygrać konkurentka obecnego prezydenta Francji. I to właśnie Le Pen może być przyszłym premierem Francji, a jej ugrupowanie największą siłą w francuskim parlamencie, z którą Macron będzie musiał współpracować.
Pozostaje jeszcze pytanie, co to oznacza dla Polski. Według mnie nic. Bo sami musimy o swoje, i swoją pozycję walczyć. Dotyczy to zarówno obecnego rządu, jak i opozycji. Warto w końcu zrozumieć, że w Unii Europejskiej, podobnie jak w polityce nie ma sentymentów. I im szybciej jej liderzy to zrozumieją, tym będzie lepiej dla nich samych.
Ale z tym póki co nie jest najlepiej. Obecny stan opozycji można porównać z uczuciem o poranku po imieninach u szwagra. Gdy, w kilka sekund po wynurzeniu się z otchłani snu, organizm wykonuje błyskawiczny remanent. Ręce – 2, nogi – 2, lęk egzystencjalny – 58 procent, przypadkowe poczucie winy – 94 procent, program na nadchodzący dzień – 0 procent.
Szczególnie ten ostatni wynik daje o sobie znać w poczynaniach polityków PO oraz PSL, którzy po przegranych wyborach przez półtora roku nie mogą dojść do siebie. Co tylko świadczy o olbrzymim kacu, jaki ich trawi.
Przykładem może być tak zwany „marsz wolności”. Już sama nazwa jest kuriozalna. A to dlatego, że gdyby w Polsce nie było wolności, to takich marszów nie wolno byłoby organizować, a jego uczestnicy byliby od razu zagazowani, spałowani i skopani.
Tym samym ów marsz był wyrazem ogłupienia, w które wpadła tak zwana totalna opozycja. Bo jak inaczej nazwać nawoływanie do odbudowy utraconego zaufania społecznego, skoro samemu się do owej utraty doprowadziło. Jednym słowem opozycji już na tyle pomieszało się w głowach, że oprócz frazesów nie ma niczego konkretnego do zaoferowania. No może z jednym wyjątkiem, a tym jest nieodparta chęć powrotu do władzy. Ten pęd do koryta tak zawładnął politykami opozycji, że dla realizacji tego celu są w stanie sięgnąć po wszelkie możliwe środki. W tym, a może przede wszystkim – chcą ograniczyć demokrację. Czego wyraz dała Joanna Mucha z PO. Ta podczas marszu wypaliła, że „Przegłosowywanie większościowe to jest bolszewizm, a nie demokracja”. Z kolei jej partyjny kolega Paweł Bartoszewski, doradca burmistrza Goleniowa, wypalił: „No pisiory! Jedziemy po was! Cała zasrana stołeczna policja wam nie pomoże”.  Jednym słowem dla polityków opozycji demokracja jest tylko wtedy, gdy to oni rządzą. Natomiast, gdy rządzą inni, to mamy do czynienia z dyktaturą.
Jerzy Szostak

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ