A to ci niespodzianka

0
445
Jak powszechnie wiadomo, świat zbudowano jest z czterech podstawowych elementów: ziemi, powietrza, wody i ognia. To fakt znany nawet członkom Platformy Obywatelskiej. Ale jest on – jak się okazuje – po części błędnym poglądem. Istnieje również piąty element, w moim przekonaniu determinujący życie na naszej planecie. A jest nim – niespodzianka. A ta, jak mówi definicja, to coś, co zaskakuje i czego ktoś się nie spodziewa. Dodajmy, że tym czymś może być praktycznie wszystko, ponieważ ogólnie obowiązująca definicja „cosiowatości” stwierdza, że jest ona – przeciwieństwem niczego.
Aby zrozumieć mechanizm działania „coś”, musimy cofnąć się 8 lat wstecz, a dokładnie do 2007 roku. Wtedy to, w wyniku przedterminowych wyborów parlamentarnych władzę straciło Prawo i Sprawiedliwość, a rządy przejęła Platforma Obywatelska, która stworzyła koalicję z PSL. A ponieważ PO za rządów PiS próbowała wmówić Polakom, że jest to okres machlojek i nadużyć, musiała to jakoś udowodnić. Do szukania haków wysłano Julię Piterę. Ta – wraz z przydzielonymi jej pomocnikami – przez kilka miesięcy wertowała dokumenty we wszystkich ministerstwach i agendach rządowych, szukając legendarnych przekrętów, o których mówili politycy PO.
I tu spotkała ją niespodzianka – ponieważ nic kompromitującego nie znaleziono. Ale rozkaz, jaki otrzymała od Donalda Tuska brzmiał wyraźnie – trzeba „coś” znaleźć. I znaleziono. Tym „czymś” okazał się rachunek w wysokości 8,16 złotych odnaleziony w jednym z ministerstw. Ta oszałamiająca kwota, która po jej ujawnieniu wstrząsnęła polską sceną polityczną, była wydana na zakup porcji dorsza. Popierające rząd Platformy media rozpętały z tego powodu burzę. I po kilku dniach z dorszowego dzwonka zrobiła się ławica.
Stanowisko w tej sprawie zajęła także Unia Europejska. Ta pod wpływem doniesień o olbrzymiej i niekontrolowanej konsumpcji dorszy przez polityków PiS, podjęła natychmiastowe działania. Ograniczając Polsce limity połowów. Motywowało to obawą o przetrzebienie tej ryby w Bałtyku w wyniku intensywnych połowów dokonywanych na zlecenie PiS przez rybaków z Władysławowa czy Ustki. Na marginesie należy dodać, że odebrane polskim rybakom limity otrzymali Duńczycy.
Ale niespodzianka ma to do siebie, że jest nieprzewidzialnym zjawiskiem. O jej kapryśnym usposobieniu Platforma przekonała się w ubiegłym roku. Najpierw zetknęła się z nią podczas wyborów prezydenckich a następnie parlamentarnych. A ponieważ życie nie lubi próżni, to PiS po przejęciu władzy postanowił przyjrzeć się, jak to Platforma gospodarowała pieniędzmi podatników.
I tu rządzących spotkała niespodzianka, jakiej nie oczekiwali, co zresztą wynika z samej jej definicji. Okazało się, że za rządów PO i PSL roztrwoniony na bezsensowne inwestycje i zachcianki, jak na przykład na fotel do masażu dla ministra Sikorskiego, prawie 400 miliardów złotych. Co w porównaniu z kwotą 8,16 zł za dorsza musi porażać. Ale nie polityków PO. Oni twierdzą, że audyt ma na celu jedynie odwrócenie uwagi od dyskusji na temat liczby uczestników ostatniego marszu KOD. A Ewa Kopacz dodaje, że na kłamstwa zawarte audycie Platforma odpowie prawdą. Miejmy nadzieję, że była premier nie wyciągnie dorsza, ponieważ ten już dawno zaczął śmierdzieć.
Jerzy Szostak

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ