UPROWADZONA I GWAŁCONA

0
629

 Uważali się za wielkich gangsterów, królów życia. Wyszli na chamskich, wiejskich podrywaczy. Za porwanie siedemnastoletniej dziewczyny, na której używali sobie przed  dwa dni w Trękusku pod Olsztynem, dostali  po 12 lat więzienia.

 Krzysztof P. (lat 50) i Mirosław C. (lat 40) trzy lata temu, 11 lipca 2016 roku poderwali nastolatkę na ulicy. Znali ją, mieli jej numer telefonu. Ona też ich znała. Trudno było nie zauważyć gości rozbijających się w dobrych samochodach po okolicy. Ręka na kierownicy, łokieć na spuszczonej bocznej szybie i bum-bum z radia. Do tego wyhodowana na siłowni klata i zapach silny dezodorantu.

Wszystko na pokaz, Krzysztof P. i Mirosław C. tak naprawdę byli tylko złodziejami, ze świata spróbowali najwyżej robót w Reichu. O wiele lepiej poznali smak więziennego chleba, obydwaj mają po kilkanaście wyroków na koncie. Może dlatego, gdy wyrwali się na wolność (Mirosław C. był akurat na warunkowym zwolnieniu) nie mieli żadnych hamulców.

W jaskini rozpusty

Do porwania doszło w najprostszy sposób. Jeden z mężczyzn, zatrzymując auto, zagadał do nastolatki, że ładnie wygląda. Dziewczyna akurat miała jakieś problemy, jak to często bywa w tym wieku. Pochlebiło jej, że ktoś zwraca na nią uwagę. Sądziła może, że jak da się zaprosić do dobrego auta, to rzeczywiście zostanie odwieziona do domu, a najwyżej się przejedzie.

Jednak stare byki myślały zupełnie o czymś innym. Fotografię madejowego łoża, na którym przez niemal dwa dni bili i gwałcili biedaczkę prokuratura opublikowała potem przypuszczając, że tak przygotowany „dom uciech” mógł być wykorzystywany częściej. Na apel, żeby i inne ofiary zboczeńców się zgłosiły, nikt wszakże nie odpowiedział. Ta jedna, też może by nie pisnęła słowa. Sprawcy poili ją alkoholem, prawdopodobnie faszerowali narkotykami, gwałcili wielokrotnie, bijąc jeśli coś szło nie tak, jak żądali. Straszyli przy tym biedną, że stanie się coś jej oraz rodzinie, jeśli będzie gadać. W pokoju seks-tortur były ponoć głośniki, z których wydobywał się głos, mający wpływać na podświadomość ofiary, przypominało to jakieś pranie mózgu.

Kto wie, czym zakończyłoby się uprowadzenie nastolatki, gdyby rodzice nie zaczęli jej szukać. Gdy nie wróciła na noc, zaniepokojona do granic wytrzymałości matka wydzwaniała pod wszystkie możliwe adresy. Szczęśliwie wzięła na koniec do ręki zostawiony przez córkę telefon komórkowy i po prostu zadzwoniła na ostatni wyświetlający się numer.

– Spokojnie, nic jej nie jest, świetnie się bawi – usłyszała w słuchawce głos mężczyzny, ale to jeszcze bardziej przeraziło kobietę. Zagroziła policją, jeśli córka natychmiast nie wróci do domu. I rzeczywiście dziewczyna wkrótce potem (to był już drugi dzień od porwania) pojawiła się w progu.

Policja też została powiadomiona. I dobrze, bo choć nieszczęsna początkowo nic nie chciała mówić, widać było, że nie jest z nią dobrze. Zabrano ją do Sądu Okręgowego w Olsztynie.  Gdzie złożyła zeznania  w niebieskim pokoju do przesłuchań dla nieletnich. W obecności psychologa została przesłuchana przez sędziego opowiadając o wszystkim, co się działo od momentu, gdy wsiadła do auta. To jedno przesłuchanie – innych nie było – pozwoliło na zdekonspirowanie jaskini rozpusty w Trękusku. Dziewczyna i tak zresztą musiała jeszcze przeżyć potem falę hejtu, niewybrednych komentarzy w Internecie, jej pełnomocnik apelował w mediach o zachowanie umiaru. Matka zgwałconej nastolatki, też nie miała potem lekko. Mówiła: – Codziennie rano, kiedy się budzę, w mojej głowie przeplatają się ze sobą same niespójne uczucia. Z jednej strony jest to nienawiść i chęć zemsty. Z drugiej chęć zapomnienia i pragnienia życia, takiego jakie było dawniej. Bez nocnych koszmarów, bezsenności, bez nagminnego wyglądania przez okno z obawą na widok każdego przejeżdżającego samochodu.

 Z bandyckim dorobkiem

 Sprawcy od razu trafili za kratki, podczas rewizji i zatrzymania przy Mirosławie C. i Krzysztofie P. znaleziono dodatkowo po więcej niż 20 gramów amfetaminy i  marihuany, ten drugi miał też w domu broń. Na dobitkę młodszy z nich, Mirosław C. był zamieszany w maju 2015 roku w próbę rozbicia dwóch bankomatów w Olsztynie.

Sposób działania wiele mówi o jego przestępczej technice: po prostu podjechali nocą pod bankomat mocnym jeepem, zaczepili  stalową linkę i… hajda! Hałas był taki, że ludzie w bloku przy sklepie na ulicy Barcza, gdzie ulokowany był sejf (110 tysięcy w środku), poderwali się do okien. Bankomat nie dał się wyrwać z korzeniami, a ktoś powiadomił policję. Pościg przypominał amerykański film. Uciekinierzy nie reagowali na syreny i koguty, a któryś z nich w pewnym momencie sypnął na drogę garść ostrych metalowych krzyżaków, które miały unieruchomić radiowozy. Wyścigi zakończyły się już za miastem, w okolicach miejscowości Szczęsne. Bandyci zostawili jeepa i dali w długą. Policjanci dogonili i złapali wówczas Mirosława C. oraz niejakiego Andrzeja S., trzeciemu podejrzanemu udało się czmychnąć. Za ten numer (wyrokiem ze stycznia 2018) Mirosław C. został przez Sąd Rejonowy w Olsztynie skazany na 3 lata i 2 miesiące pozbawienia wolności. Wcześniej zebrał kilkanaście wyroków: za kradzieże, pobicia, ale także niepowroty z przepustek więziennych itp.

Starszy od niego o dziesięć lat Krzysztof P. kryminalną karierę rozpoczął jeszcze za komuny. Na przełomie wieków, kiedy w Olsztynie dwa konkurencyjne gangi powystrzelały się ostatecznie we wzajemnej wojnie, Krzysztof P. był bliski grupie braci „Orzełków”, odgrywał w niej jednak drugorzędną rolę. Ale mniemanie o sobie zawsze miał wyższe od własnej głowy.

Proces obydwu mężczyzn oskarżonych  o uprowadzenie i wielokrotne, brutalne zgwałcenie nastolatki rozpoczął się przed Sądem Okręgowym w Olsztynie w październiku 2017 roku. Rozprawa była niejawna, jednak tego co docierało na sądowy korytarz widać było, że oskarżeni robili wszystko, żeby podważyć wiarygodność swojej ofiary, przekonać, że na wszystko się zgadzała. Był nawet kuriozalny wniosek do biegłych seksuologów, który mniej więcej sprowadzał się do pytania: czy sprawcy w ogóle byli by zdolni do seksualnej przemocy wobec nastolatki? Mogła być przecież córką i jednego, i drugiego. Wniosków przedłużających proces było zresztą więcej, np. o wykluczenie prowadzącej sprawę sędzi. W końcu jednak, na 26 terminie –  po prawie dwóch latach – zapadł wyrok.

Robi wrażenie. 14 czerwca 2019 roku Sąd Okręgowy w Olsztynie skazał Krzysztofa P. i Mirosława C. na kary łączne po 12 lat pozbawienia wolności, tyle można dostać za zabójstwo. Każdy z nich musi także zapłacić ofierze gwałtów po 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Ponadto sąd orzekł wobec oskarżonych zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż sto metrów i kontaktowania się z nią, co będzie kontrolowane w systemie dozoru elektronicznego przez 15 lat. Oznacza to, że po wyjściu na wolność obydwaj zaopatrzeni zostaną w obroże na kostkę i podłączeni do sieci. Jeszcze bardziej upokarzająca dla gwałcicieli jest decyzja sądu, żeby karę pozbawienia wolności odbywali w zakładach karnych, w których stosuje się szczególne środki lecznicze lub rehabilitacyjne dla osób z zaburzeniami osobowości i przyjmujących substancje zaburzające funkcje psychiczne.

W momencie ogłoszenia wyroku (jego uzasadnienie było z wiadomych powodów niejawne) Krzysztof P. i Mirosław C. –  obydwaj czarnych koszulkach – nadal wyglądali na zdrowych, silnych mężczyzn w kwiecie wieku. Cały czas musieli mieć kajdanki na rękach, a policyjny konwój był podwójnie wzmocniony.

Ale za 12 lat – w internetowych komentarzach wszyscy życzą im odsiadki od deski do deski – jeden będzie miał lat 62, a drugi 52. Muskuły na pewno im zwiędną.

Stanisław Brzozowski

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ