Zabił matkę nożem kuchennym. Ojca nie zdążył

0
122

 

 Daniel S., 24-latek z Biłgoraja na Lubelszczyźnie na prośbę rodzicielki wyszedł na przepustkę ze szpitala psychiatrycznego. Mieli razem świętować Dzień Matki. Nazajutrz, 27 maja zasztyletował ją nożem kuchennym. Ojca nie udało mu się zabić. Uratowali go sąsiedzi. Mówią, że Daniel miał obłęd w oczach.

Było około godziny 18. gdy sąsiedzi usłyszeli przeraźliwy krzyk kobiety. Wybiegli na ulicę. Ich oczom ukazał się widok jak z horroru. Broczący krwią Jerzy S. słaniał się na nogach, trzymając sztachetę w ręku, próbował jeszcze się bronić. Obok na trawniku leżała jego małżonka. Daniel stał nad nią z nożem.

Jakby był w amoku

 – Synu, co ty robisz? – zdążyła jeszcze zapytać. Ale to były jej ostatnie słowa. Zaraz potem poczuła silny ból w klatce piersiowej. Zimne ostrze przeszyło serce. Zginęła z rąk własnego syna, którego kochała nad życie. Jerzy przeżył tylko dzięki interwencji sąsiadów.

 – On zachowywał się jak by był w jakimś amoku. Biegał po podwórku z nożem i wykrzykiwał jakieś bzdury. Nie było z nim kontaktu, jakby był w jakimś innym wymiarze – mówią.

Gdy próbowali go uspokajać, ten również ich zaatakował. Musieli się bronić, chwycili za sztachety i łopatę. Okładali po całym ciele. Ale mężczyzna nie zareagował na ciosy. Nawet nie drgnął. Wstąpiła w niego jakaś nadludzka siła. Z nożem w ręku wybiegł na ulicę. Tam zobaczyli go przypadkowi przechodnie i powiadomili policję. Na osiedlu zaroiło się od radiowozów. Funkcjonariusze szybko obezwładnili i zatrzymali chłopaka. Śledczy pracowali na miejscu do późnych godzin nocnych. Ulice na jakiś czas zamknięto.

Jerzy S. z ciężkimi obrażeniami, ranami kłutymi i ciętymi w okolicach klatki piersiowej oraz ramion i przedramion został przetransportowany helikopterem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do specjalistycznego szpitala w Lublinie.

Groził ojcu śmiercią

 Jagiełły to ulic na osiedlu Batorego w Biłgoraju. Spokojna okolica same domki jednorodzinne. To właśnie tam mieszkała Anna S. (58 l.), z mężem Jerzym (56 l.) i dziećmi (synem i córką). Była pielęgniarką w szpitalu w Biłgoraju, ale dojeżdżała również do podlubelskich Abramowic do szpitala psychiatrycznego, gdzie pracowała na pół etatu.

 – Zawsze miła, uśmiechnięta, po prostu dobra kobieta – mówią mieszkańcy Biłgoraja. – Kto by przypuszczał, że miała takie problemy z synem. Nikomu się nie żaliła. Od wielu lat dusiła to w sobie. Była wspaniałą i opiekuńczą matką. Starała się przez całe życie żeby wyrósł z niego dobry człowiek.

Daniel już jako mały chłopak, w podstawówce, pierwszy raz spróbował dopalaczy. Dopóki mieszkał z rodzicami, wszystko było w porządku. Skończył z dobrym wynikiem szkołę średnią, miał wielu kolegów, był lubiany. Problemy zaczęły się gdy wyjechał z Biłgoraja. Wtedy zaczął się zmieniać. Cztery lata temu wyjechał za granicę. Miał  tam być całe wakacje, ale niepodziewanie wrócił po dwóch może trzech tygodniach. Zaczęły się dziać z nim dziwne rzeczy. Widział rzeczy, których nie ma. Wyjechał na studia do Warszawy, a później do Rzeszowa. Ale długo tam nie wytrzymał. Przerwał naukę po kilku semestrach.

Znajomi Daniela są przekonani, że nadużywał alkoholu i narkotyków. Matka zaczęła szukać dla niego pomocy. Doszło do tego, że chłopak był agresywny dla swoich bliskich, groził ojcu śmiercią. Anna S., jako pielęgniarka w psychiatryku naoglądała się rożnych przypadków, pacjentów z psychozami, schizofrenią, urojeniami. Umieściła go w szpitalu. W ciągu ostatnich trzech lat, trochę mieszkał w domu, trochę w psychiatrykach. Na początku bieżącego roku uciekł ze szpitala. Był poszukiwany w całym kraju. Znaleziono go i znowu trafił na oddział zamknięty, w którym pielęgniarką była jego matka.

Czy był poczytalny?

 Śledztwo przeciwko Danielowi S. prowadzi Prokuratura Okręgowa w Zamościu. Jest on podejrzany o zabójstwo Anny S. i usiłowanie pozbawienia życia Jerzego S.

 – 29 maja, po wykonaniu szeregu czynności procesowych, wydano wobec Daniela S. postanowienie o przedstawieniu zarzutów i przesłuchano go w charakterze podejrzanego. Skierowano do Sądu Rejonowego w Zamościu wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania. Sąd przychylił się do złożonego wniosku i zastosował wobec podejrzanego tymczasowe aresztowanie na okres 3 miesięcy – informuje Artur Szykuła, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu. – Podejrzany w trakcie przesłuchania nie ustosunkował się do zarzucanych mu czynów.  Zostanie poddany badaniom psychiatrycznym w celu ustalenia, czy w chwili zdarzenia był poczytalny. Od tego zależy, czy będzie odpowiadał karnie, czy też trafi na detencję do szpitala psychiatrycznego.

Jak wynika ze wstępnych wyników sekcji zwłok, przeprowadzonej następnego dnia po zbrodni, Anna S. dostała 6 ciosów nożem. Bezpośrednią przyczyną zgonu był krwotok wewnętrzny.

Zarzucane podejrzanemu zbrodnie są zagrożone karą dożywotniego pozbawienia wolności.

Aneta Urbanowicz

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ