Spojrzeć w twarz mordercy

0
3546
Pod wiaduktem przy ulicy Niepodległości w Częstochowie zasztyletowano  22-letnią Kamilę Wdowińską. Bandyta nie miał litości. Zabijając kobietę pozbawił  też życia jej nienarodzone dziecko.  Zabrał torebkę i …dziesięć złotych. Policja była pewna, że ma w rękach właściwego człowieka, ale śledczym nie udało się postawić zarzutów. Zabrakło dowodów.
Ładna, radosna, zawsze tryskająca energią blondynka dziś uśmiecha się już tylko z fotografii. 22-letnia Kamila nie oczekiwała od życia zbyt wiele. Skończyła szkołę i szybko  znalazła pracę  w jednym z salonów fryzjerskich.  Tego dnia jak zawsze wracała do domu tą samą drogą. Na skróty. Choć matka wiele razy prosiła, by omijała kolejowy wiadukt.

fit 2

W feralny piątek Kamila miała w planach imprezę  więc zapowiadała, że po pracy nie wróci do domu. To uśpiło czujność matki. Następnego dnia, gdy dziewczyna nie pojawiła się w domu, bliscy uznali, że musiała zostać u koleżanki. Nie dzwonili, nie szukali. Pierwszy strach pojawił się dopiero rano, gdy zadzwoniła znajoma, u której rzekomo Kamila miała nocować. Powiedziała, że od piątku nie ma z nią kontaktu. Chwilę potem matka była już na policji. Tam usłyszała to, czego najbardziej się obawiała.
– Na  komendzie  zobaczyłam zdjęcia, na których była Kamilka,  ale nie mogłam w to uwierzyć, że ona nie żyje – mówi pani Krystyna.
Gdyby nie torebka
Ciało Kamili znalazł w rzece spacerujący w okolicach wiaduktu mężczyzna. Dziewczyna dostała kilka ciosów nożem. W kark i okolice brzucha. Gdy morderca wrzucał jej ciało do rzeki, jeszcze żyła. Sekcja zwłok wykazała, że była w szóstym miesiącu ciąży, choć rodzina o tym nic nie wiedziała.

360_0292_01.MP4.Still001.tga.Still005

– Domyślałam się, że Kamila coś ukrywa. Zapytałam ją, ale ona zaprzeczyła. Pomyślałam, że i tak za jakiś czas sprawa wyjdzie sama i dowiem się, i dowiedziałam się, ale nie w taki sposób, w jaki chciałam – wspomina Jagoda, siostra ofiary.
Szybko pojawiły się pierwsze tropy i pierwsze podejrzenia. Policjanci przyjęli, że za zabójstwem dziewczyny może stać ojciec niechcianego dziecka. Udało się dotrzeć do mężczyzny. Okazało się, że był w związku z inną kobietą, planował ślub  i chciał, by Kamila usunęła ciążę.  Ale wątku ojca dziecka w żaden sposób nie dało się powiązać ze sprawą zabójstwa. Miał mocne alibi.
Niemal przez rok policjanci przesłuchiwali świadków, obalając kolejne wersje śledztwa. Aż w końcu pojawiła się nadzieja. W ręce policji wpadł 23-letni mieszkaniec Częstochowy. Z bogatą przeszłością kryminalną. Napady, rozboje, wymuszenia i kradzieże. Lista jego przestępczej działalności mogła szokować, jak na tak młody wiek sprawcy. Sam wyznał policjantom, że na swoim koncie  ma jeszcze jedną zbrodnię.

360_0292_01.MP4.Still001.tga.Still001 - Kopia

– Dziewczyna zginęła, bo nie chciała mi oddać swojej torebki – bez  zażenowania opowiadał policjantom. Trzymała ją kurczowo nawet wtedy, gdy wyjął nóż. W dodatku go rozpoznała. Zadał jej kilka ciosów, potem zabrał pieniądze i poszedł na piwo.
– Mężczyzna opowiadał o takich szczegółach, o których mógł wiedzieć tylko sprawca i policjanci badający sprawę – podkreśla Joanna Lazar, rzeczniczka częstochowskiej policji.
Sukcesu  nie było
 Ogłoszony z wielkim hukiem sukces policji okazał się jednak przedwczesny.  Po nocy spędzonej w areszcie, mężczyzna zmienił zdanie i zeznania odwołał. Zaprzeczył nawet, że znał Kamilę. A policjantom powiedział to, co chcieli usłyszeć. Bo był zmęczony.
– Mężczyzna tłumaczył, że chciał jak najszybciej zakończyć przesłuchanie. Sugerował, że policjanci zastraszali go i wymusili takie zeznania – relacjonuje Tomasz Ozimek z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.
Słowo przeciwko słowu. Bo oprócz tej poszlaki, policja nie miała żadnych dowodów. Na  miejscu zdarzenia nie znaleziono śladów DNA. Plany śledczych pokrzyżowała pogoda. W dzień, kiedy zabezpieczano miejsce zdarzenia, spadł śnieg.  Nie udało się znaleźć ani jednego odcisku palca ani narzędzia zbrodni. Nóż, którym  sprawca zadał śmiertelne ciosy swojej ofierze, wrzucił prawdopodobnie do wody. Nurkowie przeszukali dno rzeki, ale bez efektu.
 Nawet przyznanie się do winy Norberta B. stało się już tylko bezwartościowym wyznaniem. Bo policjanci przesłuchali go w charakterze świadka a nie podejrzanego. W dodatku przy zeznaniach zabrakło prokuratora. O zatrzymaniu sprawcy dowiedział się dopiero następnego dnia.
– Nie wezwali prokuratora, pytam dlaczego? Bo nie chcieli go budzić w nocy? Zamknęli sprawcę w areszcie z innym bandytą, dając mu okazję na konsultacje, bo jak inaczej można to traktować – wylicza potknięcia funkcjonariuszy Marek Mamoń, dziennikarz, który zajmował się sprawą.
Ale lista policyjnych absurdów jest zdecydowanie dłuższa. Wynurzeń potencjalnego sprawcy nikt nie nagrał, bo nie było sprzętu. Prokuratura nie chce komentować działań policji, choć przyznaje, że w tak poważnych przypadkach to standard. Kilka miesięcy później sprawę zabójstwa Kamili  ostatecznie umorzono.
– Wykorzystaliśmy wszystkie dostępne środki, łącznie z wariografem, i nie było wystarczających podstaw do sformułowania oskarżenia o zabójstwo – tłumaczy prokurator Tomasz Ozimek.
Wizje jasnowidza
 Sprawę z Częstochowy doskonale pamięta  jasnowidz Krzysztof Jackowski. To on podpowiedział policji, gdzie ma szukać zabójcy. Zdradził nawet jego imię – Norbert.
– Ja mówiłem policjantom, którzy tu przyjechali, że sprawca to młody człowiek z kręgu znajomych tej dziewczyny a dokładnie  konkubent jej koleżanki  – tłumaczy Jackowski.
Wytypowanie sprawcy do dziś uważa za swój sukces. Był pewny, że siedzi za kratkami. Jest zaskoczony, kiedy usłyszał, że sprawa wciąż nie znalazła sądowego finału.
– Ja wierzę, że tu pomyłki nie ma, a że policja działa, jak działa, to nic na to nie poradzę – dodaje.

fot 2

 – Te jego słowa cały czas krążą mi po głowie – mówi matka Kamili, gorączkowo szukając kartki, na której zapisała wszystkie szczegóły wizji jasnowidza. Po chwili ze sterty dokumentów wyjmuje pognieciony kawałek papieru i pokazuje zapisane na nim imię.
Jagoda Wdowińska, siostra ofiary nie chce nikogo bezpodstawnie oskarżać. Znała Norberta. Był chłopakiem Ani – koleżanki Kamili. Pamięta, że gdy byli jeszcze dziećmi, przychodził nawet do ich domu. Potem kontakty się rozluźniły. Nie zdziwiła się, gdy usłyszała, że to właśnie on podejrzewany jest o zabójstwo. Dziś z trudem wymawia jego imię.
 Skazany za rozboje
Ostatecznie do sądu trafił jedynie akt oskarżenia za rozboje, do których przyznał się Norbert B. W ekspresowym tempie skazano go na cztery lata pozbawienia wolności. Mężczyzna właśnie kończy odbywanie kary. Za miesiąc opuści więzienne mury.
Matka Kamili chce wierzyć, że zanim odejdzie, spojrzy mordercy prosto w oczy. Na razie napisała do niego list  i wykrzyczała swój ból, bo wraz ze śmiercią córki, straciła też cząstkę siebie.
 – Mam nadzieję, że ten człowiek zapłaci za to, co zrobił Kamilce, choć nie zabrał mi najważniejszego – wspomnień, które trzymają mnie przy życiu – mówi łamiącym się głosem.
Czy śledczy stracili jedyną szansę na rozwiązanie zagadki zabójstwa 22-letniej Kamili?
Policjanci z Archiwum X, którzy przejęli sprawę, wierzą, że pojawi się  nowy trop, który pozwoli wskazać sprawcę tej brutalnej zbrodni.
Beata Oleś

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ