Mistyczny trójpak

0
202
Przyznam, że ten człowiek coraz bardziej mnie fascynuje. Jest to fascynacja – daruj, Panie, niegodnym Twych łask – podszyta zawiścią.
Przecież to musi być naprawdę niesamowite. Mam na myśli życie w takim permanentnym, niczym niezmąconym, epifanicznym zachwycie nad samym sobą. Takie brodzenie w oparach mitów na własny temat: prorok, wybraniec Niebios, geniusz, bohater, który sam jeden tymi ręcami obalił komunę. A, nie, przepraszam, przesadziłem – jeszcze papież Polak trochę mu w tym obalaniu pomógł. Poza tym już nikt. Największy, najwybitniejszy, najmądrzejszy, naj… Mistyczny trójpak: Bóg, prorok swej boskości i arcykapłan własnego kultu w jednym.
Wszystko to w kompletnym wyabstrahowaniu od realności własnej, marnej, przaśnej, pszenno-buraczanej istoty, od własnych ubytków osobowości, umysłowych defektów i innych słabości… Zdolność do autorefleksji na poziomie snopowiązałki.
W tej bufonadzie jest wręcz coś epickiego. Pełny odjazd, haj i spid. Zwykli śmiertelnicy muszą płacić ciężki grosz za halucynogen, żeby choć na chwilę wejść na taką fazę, a on ma to na co dzień. Gratis!
Inni, którzy też mają to „coś”, również „dotknięci przez Boga” prorocy i mesjasze, przebywają zwykle w izolowanych, ponurych ośrodkach, zmuszeni zażywać jakieś paskudne pigułki pod czujnym okiem krzepkich sanitariuszy.
A Lech? Proszę bardzo: poprezydentował trochę, jeździ sobie po świecie, nadal są tacy, którzy skłonni są płacić mu spore pieniądze za wygłaszanie starych skeczów na temat własnej wielkości, dostał Nobla, tytuł Man Of The Year tygodnika „Time”, tysiąc pińcet dwa dziewińcet doktoratów honoris causa, ma focie z najważniejszymi ludźmi swoich czasów, sadzał dupę obok koronowanych głów, żadnej książki w życiu nie przeczytał, za to aż trzy napisał, mieszka sobie luksusowo na dużym metrażu, zagrał go sam polski Harvey Keitel Więckiewicz… Żyć nie umierać. Ilu jeszcze absolwentów zasadniczej szkoły zawodowej z IQ wałka do ciasta tak sobie w życiu wymościło?
Zaiste, opatrzność musiała nad nim czuwać i prostować jego ścieżki, bo inaczej trudno to sobie wytłumaczyć. Chciaż nieboszczyk Kiszczak pewnie by się uśmiał, że brudne, mroczne, zupełnie przyziemne mechanizmy tego świata próbuję objaśniać na gruncie z pogranicza teologii.
Rafał Galicki
PS. Powyższy tekst jest krytyką prasową w rozumieniu Prawa Prasowego i subiektywną oceną wydarzeń przez autora.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ