Funkcjonariusze Straży Granicznej i ABW, 27 czerwca 2012 roku zatrzymali 20-letniego obywatela Afganistanu Saddama D. Dwa dni wcześniej pogranicznicy z Nadbużańskiego Oddziału SG odkryli na Bugu tratwę z kontrabandą i trotylem. Ze znalezionego tam telefonu łączono się – jak ustalono – z numerami powiązanymi ze środowiskami ekstremistów islamskich. W tej sieci połączeń znalazła się też komórka aresztowanego Afgańczyka.

Ta historia zaczyna się w nocy z 17 na 18 maja 2012 roku w Dubiczach Cerkiewnych (powiat hajnowski, woj. podlaskie). Straż Graniczna zatrzymuje trzech obywateli Afganistanu, którzy – od strony Białorusi – nielegalnie przekroczyli naszą granicę. W telefonach zatrzymanych jest numer Saddama D., który pilotował z Warszawy cały przerzut. W związku z tym wydział operacyjno-śledczy S.G. założył mu podsłuch, gdyż istniało duże prawdopodobieństwo, iż to nie pierwsza taka akcja i że mogą być kolejne.

Na razie obeszło się bez aresztowania, gdyż dwudziestolatek wydaje się ważnym co prawda, ale tylko ogniwem w całym łańcuchu przestępczej działalności związanej z nielegalną emigracją ze Wschodu. We wszystkich tego typu sytuacjach chodzi o dotarcie do mocodawców, grubych ryb.

 Zamach na EURO?

Wydarzenia gwałtownie nabierają tempa, kiedy to 25 czerwca patrol Straży Granicznej – podczas kontroli granicy z Białorusią – zauważył tratwę zbudowaną z plastikowych butelek. Na tratwie było 4620 paczek papierosów marki „Fest” oraz jeden karton „Marlboro”. Był też telefon komórkowy marki „Samsung”, ukraińska karta SIM oraz dwie kostki trotylu o wadze 200 gramów każda i zegarek elektroniczny z dodatkowo wyprowadzonymi przewodami z włącznikami i baterią, co – przy umiejętnym połączeniu, jak stwierdzili biegli – tworzyło samodziałowe urządzenie do inicjowania wybuchów.

Co ciekawe, na tratwie znaleziono mapę Warszawy zakupioną na Ukrainie, z zaznaczonymi – obok różnych budynków – ulicami: Poniatowskiego i datą 28 czerwca oraz Marszałkowską z datą 1 lipca. Przy Poniatowskiego znajduje się Stadion Narodowy i w tym czasie odbywał się mecz półfinałowy EURO 2012 Niemcy – Włochy. U zbiegu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej w Warszawie znajdowała się natomiast strefa kibica, a 1 lipca 2012 transmitowano finał mistrzostw z Ukrainy.

Przypadek? Czy istniało niebezpieczeństwo zamachu podczas turnieju?

ABW odmawiała na ten temat komentarza.

Reakcja rządu

– W związku z ujawnieniem przez Straż Graniczną pakunku zawierającego niewielką ilość materiałów wybuchowych i analizą przeprowadzoną przez ABW, 27 czerwca 2012 roku odbyło się posiedzenie Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego. – informowała Małgorzata Woźniak, rzecznik prasowy MSW – W posiedzeniu wzięli udział premier, ministrowie oraz komendanci służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Biorąc pod uwagę fakt, że był to pierwszy tego typu istotny sygnał podczas EURO 2012 o możliwości wystąpienia zdarzenia o charakterze terrorystycznym, po posiedzeniu RZZK zdecydowano o wprowadzeniu pierwszego stopnia alarmowego w czterostopniowej skali od pierwszego do czwartego. Pierwszy stopień alarmowy wprowadzony został po to, by wszystkie szczeble administracji państwowej i służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo były w najwyższej gotowości. Decyzja ta miała zatem charakter prewencyjny.

2 lipca 2012 r. o godzinie 14.00 premier Donald Tusk odwołał wprowadzony na terenie całego kraju pierwszy stopień alarmowy. Wcześniej Jacek Cichocki, ówczesny minister spraw wewnętrznych, otrzymał analizę sporządzoną przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Na jej podstawie minister rekomendował obniżenie tego poziomu.

Zanim zebrał się Rządowy Zespół Zarządzania Kryzysowego, tego samego dnia nastąpiły aresztowania i przeszukania. Zatrzymano trzech Afgańczyków, w tym Saddama D. Dwudziestolatek został zatrzymany w restauracji mieszczącej się w charakterystycznej wieżyczce Mostu Poniatowskiego, gdzie ostatnio pracował. Ujęło go kilku funkcjonariuszy Straży Granicznej i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

ABW już wtedy miało wiedzę, że jego telefon pojawiał się w billingach warszawskiego telefonu związanego z esktremizmem islamskim. Ten zaś łączył się z telefonem z Rosji, który z kolei „kontaktował się” z komórką z „trotylowej” tratwy, jak i też bezpośrednio z komórką Saddama D.

Trotyl w piecyku

„Emir Kebab” to popularna w Warszawie restauracja serwująca dania kuchni arabskiej. Dzień po zatrzymaniu Saddama D. urządzenia do poszukiwania materiałów wybuchowych sygnalizują w lokalu obecność trotylu. Śladowe ilości TNT znajdują się w piecyku gazowym służącym do podgrzewania wody, w reklamówce z zakrętkami do butelek i w pudełku z butami. Przy butach sygnał stężenia cząsteczek TNT jest największy.

Andrzej Jeżyński, naczelnik wydziału do spraw przestępczości zorganizowanej i korupcji w Prokuraturze Apelacyjnej w Lublinie – w której toczyło się postępowanie dotyczące tratwy – mówi mi, że badania laboratoryjne nie potwierdziły istnienia w restauracji materiałów wybuchowych.

– To dlaczego ten specjalistyczny sprzęt to wykazał? – pytam.

– Po doświadczeniu ze słynnym trotylem na Tupolewie trzeba bardzo uważać formułując jednoznaczne wnioski. Proszę pamiętać, że te śladowe ilości, to może być efekt ostatniej wojny. Most Poniatowskiego wówczas zbombardowano. Poza tym jedno z dwóch użytych tam urządzeń nie miało aktualnej legalizacji. Według mojej opinii, sprawa „trotylowej” tratwy mogła mieć na celu koncentrację uwagi wszystkich możliwych służb, aby w tym właśnie czasie dokonać o wiele poważniejszego przestępstwa. Są już pewne przesłanki, żeby tak twierdzić, ale o szczegółach oczywiście nie mogę mówić – mówi prokurator Andrzej Jeżyński.

Z akt sprawy – dotyczącej złamania artykułu 264 kodeksu karnego, czyli przestępstwa o organizację nielegalnego przekroczenia granicy – wynika, że młody Afgańczyk przebywał w Polsce przynajmniej od dwóch lat. Wcześniej pracował w kebabie na Dworcu Centralnym, dopiero później zatrudnił się w restauracji na skrzyżowaniu ul. Solec i 3 Maja.

Na pytanie śledczych, dlaczego pojawił się w Polsce, nie potrafił sensownie odpowiedzieć. Na pewno nie przyjechał do nas za chlebem. – Mój ojciec ma w Afganistanie dwa sklepy, mamy dom w Kabulu, ziemię w Bagram, samochód, nie mamy problemów finansowych – zapewniał.

Jak twierdził, wplątał się przypadkowo w związek z córką komendanta policji i dlatego musiał z ojczyzny uciekać: – Dotknąłem jej ręki i musiałbym się z nią ożenić.

Zanim jednak trafił do Polski, miał dostać od ojca 10 000 dolarów na wyjazd do Pakistanu.

– Polska nie była moim celem, nie miałem konkretnego celu, do którego miałem dotrzeć. Pamiętam, że leciałem samolotem i jechałem – opowiadał coraz bardziej zdziwionym śledczym.

Nie pamiętał też, co robił w Pakistanie i jakie jeszcze kraje odwiedził. Zaraz po jego tymczasowym aresztowaniu i osadzeniu w areszcie śledczym w Białymstoku, rozpoczyna się pełna kurtuazji korespondencja ambasady Afganistanu z polskim sądem. Wynika z niej, że rodzice Saddama D. wcale nie akceptowali jego wyjazdu do Pakistanu a potem do Polski. Prosili też sąd o łagodny wyrok i umożliwienie powrotu ich syna do ojczyzny.

On zaś twierdził, że wracać do Afganistanu nie chce, bo „go tam zabiją”.

Lubi fotografować

Saddam D. razem ze swoją – poznaną w Polsce – żoną Sylwią R. pasjami się fotografują. Teraz są po ślubie, mają dziecko i  z Lublina, z którego pochodzi Sylwia, przenieśli się do Warszawy Bardzo często fotografują się na tle ważnych instytucji publicznych czy galerii handlowych. Część tych zdjęć wrzucają na Facebooka. Z akt sprawy wynika, że na zdjęciach są m.in. Pałac Prezydencki i Stadion Narodowy w Warszawie. – Mam takich pamiątkowych zdjęć bardzo dużo – chwali się śledczym.

Saddam D. ze swoją żoną Sylwią R

Wydział karny zamiejscowy Sądu Rejonowego w Bielsku Podlaskim, z siedzibą w Hajnówce, 19 marca 2013 roku skazał Saddama D. (z artykułu 264 kk pkt. 3) na rok więzienia. W poczet zasądzonej kary, wliczył mu pół roku aresztu tymczasowego.

Po wyjściu z aresztu błyskawicznie zaręczył się z Sylwią R. Wkrótce prawdopodobnie będą małżeństwem. W jego sprawie, w Urzędzie Do Spraw Cudzoziemców, toczy się postępowanie o nadanie mu statusu uchodźcy. Pod uwagę będzie brana opinia ABW. Jaka będzie? ABW odmówiło mi odpowiedzi także na to pytanie.

Saddam D. , Syliwa R.

Saddama D. aresztowano na pół roku. Sąd skazał go w międzyczasie na rok więzienia za organizowanie nielegalnych przekroczeń granicy. Przez cały czas śledczy próbowali dowiedzieć się czegoś konkretnego o młodym Afgańczyku. Wiadomo, że w Polsce przebywał od 2010  roku., jednak nie potrafił wyjaśnić, dlaczego pojawił się w naszym kraju.

Dlaczego nie wydalono go z Polski? Jak mówią specjaliści, takie osoby lepiej mieć na oku.

Arkadiusz Panasiuk

Fot. Facebook

Reportaż z 2013 roku

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ