TRAGEDIA NIE CAŁKIEM ROMANTYCZNA

0
1479

Makabryczne morderstwo 25-letniego Radka w Poznaniu to znak czasów, w których żyjemy. Po pierwsze charakteryzuje je wyjątkowa brutalność sprawcy. Na ciele ofiary znaleziono 50 ran kłutych od ostrego narzędzia, prawdopodobnie noża, dodatkowo Radek miał podcięte żyły w nadgarstkach, a morderca odkręcił gaz, chcąc definitywnie pozbawić ofiarę szans na przeżycie. Lecz zbrodnia ta wyróżnia się jeszcze pod innym względem.

Przez wieki przyzwyczailiśmy się, że to mąż zabija żonę, mężczyzna kochankę lub na odwrót. W tym przypadku do tragedii doprowadziła nieszczęśliwa miłość między dwoma mężczyznami. To porzucony kochanek zabił byłego partnera.

Kacper Ch. nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Ojciec potrafił tylko płodzić kolejne dzieci. Miał ich łącznie jedenaścioro, ale nie kochał ich, nie przytulał, nie całował. Za to uwielbiał się nad nimi znęcać. Bił, dusił, stosował wymyślne tortury. Dzieci, aby jakoś przetrwać ten koszmar, nauczyły się chować przedmioty, których sadystyczny ojciec używał do bicia. W pierwszej kolejności znikały kable, kije oraz paski.

Ojciec, mający ograniczone prawa rodzicielskie i znęcający się nad swoimi dziećmi, to na pewno nie był dobry wzór do naśladowania, i na pewno miał negatywne oddziaływanie na psychikę dzieci.

Kacper był świadomy, że w domu rodzinnym nic dobrego go nie spotka. Gdy tylko skończył 18 lat, to natychmiast wyrwał się z tego koszmaru. Przyjechał do Poznania w poszukiwaniu pracy. Zatrudnił się w dużej firmie międzynarodowej. To właśnie tam poznał swojego kochanka, a zarazem przyszłą ofiarę.

Burzliwy romans

Świadkowie opisujący ten związek nie ukrywali, że nie był on zgodny. Ciągle dochodziło do kłótni, kochankowie zrywali ze sobą, by po kilku dniach się pogodzić i znowu tworzyć parę. Wzajemnie oskarżali się o zdrady, ten związek w zasadzie bardziej napędzała zazdrość i wzajemna nieufność niż miłość czy przyjaźń, a wszystko rozgrywało się na oczach znajomych i pracowników firmy, w której razem pracowali.

Pod koniec wakacji 2015 roku Radek K. oznajmił definitywny koniec ich związku. Początkowo Kacper specjalnie się tym nie przejął. Przyzwyczaił się do ciągłych rozstań i powrotów, ale z każdym dniem, kiedy widywał byłego chłopaka tylko w pracy, a ten nie zamierzał spotykać się z nim po południu czy w weekendy, coraz gorzej znosił to rozstanie. Dodatkowo wyśledził, że Radek założył profil na internetowej stronie dla randkowiczów. Podejrzewał też, że przyczyną zerwania jest inny mężczyzna, dlatego zaczął obserwować z ukrycia poczynania byłego kochanka. Śledził go, wystawał w bramie naprzeciwko jego mieszkania, podkradał się nawet pod drzwi mieszkania i podsłuchiwał, co dzieje się w środku.

15 września 2015 roku był szczególnie trudny dla Kacpra. Miał wolne, co oznaczało, że nie zobaczy w pracy swojej miłości. Samotność zabijał w domu, popijając piwo. Z nudy zaczął oglądać film „Titanic”. Romantyczne sceny źle go nastroiły, powróciły demony z przeszłości. Nie pomogło piwo, nastroju nie potrafiły poprawić również zażyte dopalacze. Jego myśli ciągle krążyły wokół zawiedzionej miłości. Na jego samopoczucie bardzo źle wpłynęła wiadomość od jednego z kolegów, że jego były partner oddaje się obcym mężczyznom za pieniądze.

Kogoś, kto kiedyś należał tylko do niego, mógł teraz dostać każdy przypadkowy mężczyzna.

dsc_1761

Miłość albo śmierć

Kacper w przeszłości miał ataki agresji, tym razem złość szukała ujścia w samodestrukcji. Zaczął rozmyślać o samobójstwie. Wysłał nawet do byłego chłopaka sms z wiadomością, że się zabije.

Odpowiedź nie nadchodziła. Cisza jest najgorsza. Poczuł się zlekceważony i osamotniony. Postanowił pokazać, że to nie są tylko groźby. Wziął z kuchni nóż i zadecydował pojechać do Radka, zabić się na jego oczach. Alkohol i narkotyki podpowiadały, że to będzie świetne zakończenie, doskonały dowód, jak bardzo kocha byłego partnera i nie potrafi bez niego żyć.

Były kochanek wpuścił Kacpra do mieszkania. Kolejny raz tłumaczył, że ich związek jest definitywnie zakończony.

– Zabiję się – krzyknął, przykładając nóż do swojego nadgarstka.

– Świat na tym nic nie straci – chłodno zauważył Radek i jednocześnie chwycił za rękę, by go rozbroić. To był impuls do ataku. W jednej chwili myśli o samobójstwie uciekły.

– To nie ja zasługuję na śmierć. Jeśli ja nie mogę ciebie mieć, to nie będzie ciebie miał nikt – wyrzucił z siebie, atakując byłego partnera.

Zadał mu 50 ciosów nożem. Aż 27 trafiło w okolice szyi, i jak stwierdził lekarz patolog, każdy z nich był śmiertelny. Kiedy ciało bezwładnie osunęło się na podłogę, uderzał dalej na ślepo w klatkę piersiową.

Następnie podciął ofierze żyły w nadgarstkach na obu rękach. Poszedł do kuchni i odkręcił gaz. Chciał mieć pewność, że ofiara nie przeżyje. Wychodząc z mieszkania, zostawił włączone światło. Liczył, że doprowadzi to do wybuchu i ułatwi zatarcie śladów.

Jak podkreślił prokurator, od samego momentu po zabójstwie myślał już tylko, jak uniknąć odpowiedzialności. Ratunku szukał u swojej siostry Aleksandry. Spotkał się z nią nad Wartą i opowiedział, co się stało. Przy niej też wyrzucił do wody zakrwawione trampki oraz narzędzie zbrodni. Poprosił ją również, aby w przyszłości, kiedy policja będzie o to pytać potwierdziła, że w tym dniu była z nim.

Uspokojony poszedł do domu. Następnego dnia pojawił się w pracy. Nieobecność Radka zaniepokoiła pracowników i szefa firmy. Uchodził on za solidnego pracownika, który każdą nieobecność wcześniej usprawiedliwiał.

Kacper grał również zaniepokojonego o swojego byłego chłopaka. Ponieważ ich romans, jak i rozstanie nie było żadną tajemnicą, to szefowa wysłała go z inną pracownicą do domu Radka, by sprawdzili, czy wszystko jest w porządku.

Morderca nie przestraszył się takiego obrotu sprawy. Wydawało mu się, że to świetne alibi. Kto będzie podejrzewał o zbrodnię osobę ujawniającą zwłoki.

Drzwi mieszkania zastali niezamknięte na klucz. Kacper do środka wszedł sam, a za moment wybiegł krzycząc i doskonale odgrywając rolę przestraszonego i zszokowanego tym, co zobaczył.

Zresztą miejsce zbrodni wstrząsnęło również doświadczonymi policjantami. Zmasakrowane zwłoki mężczyzny leżały w korytarzu, w kałuży krwi. Ściany wokół zachlapane były na czerwono.

Nie uronił nawet łzy

Na pierwszym etapie śledztwa, choć były kochanek został wytypowany jako główny podejrzany, to alibi – które dostał od siostry – i zachowanie przy ujawnieniu zwłok, na krótko odsunęły od niego podejrzenia. Jednak wysłany sms i telefon wykonany do ofiary w dniu zabójstwa utwierdziły policję, że Kacpra trzeba dokładnie sprawdzić.

Z każdym kolejnym krokiem policja była coraz pewniejsza, że ma do czynienia ze zbrodnią dokonaną z pobudek osobistych. Rozstanie i zazdrość, to na ogół wystarczający powód morderstwa.

Kacper trafił do aresztu, a policja jeszcze raz przesłuchała jego siostrę. Szybko zmiękła i zmieniła zeznania, opowiadając całą prawdę. Prokurator postawił jej zarzut składania fałszywych zeznań. W procesie usiadła obok brata na ławie oskarżonych. Odpowiadała jednak z wolnej stopy.

Prokurator dostał od sądu pozwolenie na podsłuch w celi aresztu, gdzie osadzono zatrzymanego. Kacper był wyjątkowo gadatliwym aresztantem. Kompanowi z celi ze szczegółami opowiedział o swoim romansie i karze, jaką wymierzył byłemu kochankowi. Przy tak mocnych dowodach oskarżony nie miał innego wyjścia, niż przyznanie się do winy.

dsc_1766
W procesie siostra usiadła obok brata na ławie oskarżonych. Odpowiadała jednak z wolnej stopy.

Odbyły się tylko dwie rozprawy. Sprawa prowadzona była bardzo sprawnie i wyrok zapadł bardzo szybko. Zaledwie po roku od morderstwa sprawca usłyszał wyrok skazujący. W Polsce takie procedury to ciągle rzadkość.

Prokurator wnosił o karę 25 lat pozbawienia wolności, podkreślając, że ta zbrodnia została doskonale przygotowana, morderca poszedł do ofiary z nożem, wcześniej groził jej telefonicznie, a po zabójstwie próbował zacierać ślady, by uniknąć kary.

– W czasie procesu nie uronił ani jednej łzy – z wyrzutem powiedział prokurator, spoglądając na oskarżonego.

Obrona natomiast podkreślała, że to zbrodnia w afekcie. Mordercę i ofiarę łączyły silne uczucia. Winna była zazdrość.

– Oczywiście okoliczności zbrodni i wina mojego klienta nie budzą wątpliwości, ale proszę nie patrzeć na niego, jak na potwora, bestię pozbawioną uczuć – tłumaczyła adwokat, wskazując, że mimo wychowania w patologicznej rodzinie potrafił on sobie w życiu poradzić. Wyprowadził się z domu, wynajął mieszkanie, znalazł pracę, a jednocześnie utrzymywał kontakt z młodszymi siostrami, które cały czas były dręczone przez ojca. Próbował im pomóc. Wskazał również, że nie zabójstwo było głównym celem wizyty Kacpra u byłego kochanka. On chciał popełnić samobójstwo, a nie zabić byłego partnera.

– Chciałem przeprosić rodziców Radka za to, co zrobiłem. Chcę wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Przyznałem się do zbrodni, nie uniknę kary, ale proszę mnie nie skreślać. Moja resocjalizacja jest możliwa, dlatego proszę o niski wymiar kary – łamiącym się głosem wyznał oskarżony.

Po mowach końcowych sędzia zarządził krótką przerwę, potem ogłosił wyrok – 15 lat pozbawienia wolności i pozbawienie praw publicznych na 4 lata. Biorąc pod uwagę, jak brutalne to było morderstwo, można uznać, że kara jest niska, ale sędzia w uzasadnieniu wytłumaczył, że sąd uznał, iż oskarżony nie zaplanował zbrodni. On chciał popełnić samobójstwo, a do zbrodni doprowadził splot przypadkowych zdarzeń. Zacieranie śladów też nie było z góry przygotowane.

– Oskarżony posiada inteligencję umożliwiającą dokładniejsze przygotowanie zbrodni, dlatego sąd przyjął, że nóż nie został zabrany w celu zabicia byłego partnera – powiedziała w uzasadnieniu sędzia Katarzyna Obst.

Aleksandra Ch. za składanie fałszywych zeznań w celu ochrony brata, usłyszała wyrok 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata. Z powodu młodego wieku dostała także nadzór kuratora. Sąd wydał łagodny wyrok, uwzględniając fakt, że oskarżona chciała ratować ukochanego brata, a jednoczenie przestraszyła się, że on może ją również skrzywdzić.

Przemysław Graf

fot. Przemysław Graf

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ