– Dziecko było żywe i zdolne do samodzielnego życia. Oddychało po urodzeniu – powiedziała biegła, zeznająca podczas wtorkowej rozprawy ws. spalenia noworodka w piecu. Oskarżona w tej sprawie 22-letnia matka tłumaczyła wcześniej, że bała się, że dziecko pokrzyżuje jej plany na przyszłość. – Chodziło o dokończenie studiów i znalezienie pracy – dodała.

Sąd powoła kolejnych biegłych w procesie 22-letniej Agaty F., która oskarżona jest o zabójstwo swojego dziecka. Z dotychczasowych ustaleń ekspertów wynika, że kobieta urodziła w 7 lub 8 miesiącu ciąży.

– Dziecko było żywe i zdolne do samodzielnego życia. Oddychało po urodzeniu – powiedziała we wtorek biegła w Sądzie Okręgowym w Lublinie.

Jak informuje „Dziennik Wschodni”, eksperci nie ustalili jednak dokładnej przyczyny zgonu dziewczynki. Nie pozwala na to stan zwłok – odkryto je parę dni po porodzie, a ciało noworodka było w dużej mierze zwęglone.

Biegli nie znaleźli również dowodów potwierdzających, że dziecko było chore lub utonęło podczas porodu, który odbył się w wannie. Tego próbuje bowiem dowieść obrona. Sama Agata F. przekonywała w swoich wyjaśnieniach, że jej córka urodziła się martwa – relacjonuje „Dziennik Wschodni”.

Kobiecie grozi dożywocie. Sprawa na wokandę wróci w lipcu.

 Proces dotyczy wydarzeń, do których miało dojść w czerwcu ub.r. w Majdanie Kozłowieckim (Lubelskie). Agata F. mieszkała tam z rodziną. Studiowała na jednej z lubelskich uczelni. Od listopada spotykała się z mieszkającym niedaleko chłopakiem.

Kobieta miała urodzić w nocy ze środy na czwartek. Według relacji gazety, F. poszła do łazienki i nalała wody do wanny. – Wszystko trwało maksymalnie pół godziny. Nie bolało, nie krzyczałam – mówiła śledczym 22-latka.

Jak dodała, noworodek wpadł do wody. Dziecko miało być sine i nie oddychać. – Trzymałam je na rękach jakieś 15 minut. Potem zawinęłam w ręcznik i włożyłam do kuchenki – zeznała F.

Kolejny dzień kobieta miała spędzić ze swoim chłopakiem. Kiedy następnego dnia rano wyszedł, 22-latka spaliła ciało dziecka – twierdzą śledczy.

Później Agata F. i jej chłopak pojechali na wesele do znajomych.

– Myślałem, że to kobieta mojego życia. Chciałem się z nią ożenić – zeznawał później w sądzie cytowany przez gazetę Rafał M.

Mężczyzna zapewniał, że nie miał pojęcia o ciąży partnerki. – Widziałem, że ma malutki brzuszek. Myślałem, że się jej przytyło – mówił.

Gdy para była na weselu, rodzice dziewczyny przeszukali jej pokój. Podejrzewali, że córka ukrywa ciążę. W piecyku znaleźli ciało dziecka, po czym wezwali policję.

– W popiele zauważyłem kawałek ręki i nogi. Później okazało się, że to noworodek w worku. Była tam również puszka po piwie. W pokoju czuć było odór spalonego ciała – zeznał w sądzie jeden z funkcjonariuszy.

Jak informuje „Dziennik Wschodni”, policjanci zatrzymali dziewczynę i jej chłopaka na zabawie weselnej.

– Bałam się, że dziecko pokrzyżuje mi plany na przyszłość. Chodziło o dokończenie studiów i znalezienie pracy – wyjaśniała 22-latka podczas przesłuchania.

źródło: polsatnews/Dziennik Wschodni