Typowa sprawa rodzinna

0
211

Najnowocześniejsze telefony już dawno przestały służyć do rozmów. To właściwie komputery. Ściągniesz film, wrzucisz fotkę na “fejsa“, podpowie ci, na jaki gwiazdozbiór patrzysz, znajdzie drogę i najbliższy bankomat. To drogie zabawki. On miał właśnie taki. Ale tak naprawdę nie był mu już do niczego potrzebny. Martwym przedmioty są zbędne.

Leżał na kamienistej ziemi, twarzą w dół w krwawej kałuży ściskając w ręku iphona. Dlaczego bandyci nie połakomili się na taki sprzęt? Ten telefon posłużył sprawcom, jako rekwizyt. Coś, co miało upozorować miejsce zbrodni. Zmylić trop. Właściwie nie wiadomo, po co, bo w kraju zniszczonym wojną nikt nie liczy zabitych. Ani nie ściga zabójców. Oficjalne śledztwo ogranicza się do zarejestrowania zgonu. Nikt nie zabezpiecza śladów, może tylko od niechcenia kogoś się przesłucha. Są takie kraje. I to tam zaczyna się ta opowieść. W kraju tym nie ma władzy takiej, jaką znamy, nie ma instytucji takich, jakie znamy ani prawa takiego, jakie znamy. Rządzi ten, co ma broń. To dalekie tło tej opowieści. Tak jak wezwania muezzinów na modły, strzeliste wierze meczetów i skalisty krajobraz kraju, w którym wszystko się zaczęło. Czy można prowadzić śledztwo będąc kilka tysięcy kilometrów od miejsca zbrodni? Dobre pytanie. Kilku prywatnych detektywów musiało sobie odpowiedzieć na tak postawiony problem.

– Wyjechać tam, to fajna przygoda, tak sobie pomyślałem – Opowiada jeden z nich. Zadanie było stosunkowo proste. Pojechać na miejsce, obejrzeć miejsce wydarzenia, zrobić dokumentację fotograficzną, na ile się da zabezpieczyć ślady.

– Chodziło o rutynowe czynności, jakie powinna policja wykonać na miejscu zbrodni. Ale tam nikt nie bawi się w takie rzeczy. Tamtejsi policjanci nie mają nawet na wyposażeniu pędzelków ani proszku służącego do ujawniania linii papilarnych – Opowiada detektyw – Problemy logistyczne łatwo można pokonać. Ale nikt nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa działających na miejscu ludzi. Każdy Europejczyk jest narażony na niebezpieczeństwo uprowadzenia. Kilka osób przymierzało się do podróży, ale w ambasadzie szybko wybijano im ten pomysł. Do sprawy trzeba było podejść inaczej.

– Informacje, jakie posiadaliśmy na temat zbrodni były bardzo skąpe. Jedyny pewnik to ten, że dwudziestokilkuletni  mężczyzna zginął w wyniku postrzelenia. Najprawdopodobniej dokonali tego czynu niezidentyfikowani, uzbrojeni ludzie, przed domem, w którym mieszkała ofiara. Inni domownicy nie ucierpieli w wyniku bandyckiego ataku. Charakterystyczne było to, że ofiara ściskała w ręku drogi aparat telefoniczny. Nawet tego sprawcy nie zabrali. Dlaczego więc młody człowiek zginął? Odpowiedzi trzeba było szukać w skąpych materiałach. Najważniejsze z nich to fotografie z oględzin ciała.

– Nawet one były niekompletne. Normalnie tego typu czynność wykonuje się na miejscu zdarzenia. A te były wykonane w jakimś miejscowym szpitalu, na normalnym łóżku – Opowiada detektyw. Pomijając kwestie higieniczne, które w ogóle są nie do pomyślenia według zachodnich standardów, wykonanie czynności oględzin w zupełnie innym miejscu niż miejsce znalezienia zwłok jest niedopuszczalne.

– Wyobraźmy sobie myśliwego, który ma wytropić zwierzynę. Jedzie więc do doświadczonego kolegi i pokazuje mu, że tam na miejscu źdźbło trawy było ułamane w ten sposób, a odcisk kopyta wyglądał tak i tak własnoręcznie łamiąc trawę i rysując na piasku odcisk tropu. Czy doświadczony myśliwy może coś z tego wydedukować? – Pyta retorycznie detektyw. Jednak coś się mimo wszystko udało ustalić.

– Początkowo dostałem do analizy zdjęcia, które dosłownie oddawały wnętrze uwiecznionego na nich człowieka. Z klisz rentgenowskich miałem wydedukować, co się stało z uwidocznioną na nich osobą. Pewien problem polega na tym, że na rentgenowskich zdjęciach niewprawne oko widzi tylko kilka plamek. Potrzebowałem pomocy – Detektyw poprosił zwrócił się o pomoc do osób, które z racji wykształcenia i wykonywanego zawodu potrafią z zestawu nieregularnych plam odczytać cokolwiek.

– Popytałem po znajomych i trafiłem do młodych lekarzy, którzy podeszli do sprawy z prawdziwym entuzjazmem – Wspomina. Medycy dopatrzyli się uszkodzeń 6 żebra, na wysokości, gdzie usytuowana była jedna z ran wlotowych i miedzy 9 a 10, tam, gdzie usytuowana była kolejna rana. Zidentyfikowali też miejsca, gdzie utkwiły pociski o odpryśnięte od nich kawałki metalu.

– Podczas swojej konsultacji nie mieli do wglądu innych materiałów, tylko rentgen – Opowiada detektyw. Dodaje, że w mniej więcej w tym samym czasie otrzymali więcej materiałów, niż wspomniana klisza rentgenowska. Dotarł dokument z autopsji młodego człowieka i fotografie z oględzin ciała.

– Protokół to tylko dwie strony. Normalnie, protokół oględzin i sekcji zwłok to solidna i gruba lektura. A tu taki świstek. Pobieżnie obejrzano ciało ofiary, zamiast sekcji wykonano rentgen. To właśnie kopie tych zdjęć trafiły do mnie. Podczas tej autopsji, o ile tę czynność można tak nazwać, biegli opisali pobieżnie ciało, usytuowanie ran, odnieśli się do opisu obrazu rentgenowskiego. Napisali, że widać na nich trzy pociski. Tylko tyle – Mój rozmówca wzrusza ramionami w geście niedowierzania. Natomiast tutaj, w Polsce, na podstawie tych samych zdjęć rentgenowskich polscy lekarze podczas zwykłej konsultacji doszli do o wiele bogatszych wniosków.

– Ja wiem, że to, co powiem, zabrzmi brutalnie, ale zagraniczni biegli dysponowali materiałem źródłowym, jeśli tak można powiedzieć o zwłokach młodego człowieka. W swojej opinii doszli do wniosków, że śmierć młodego mężczyzny powstała na skutek krwotoku powstałego przez uszkodzenia powstałe po pociskach, wystrzelonych z przyłożenia z bliskiej odległości. Kule weszły w plecy chłopaka, opisano dosyć szczegółowo rany. Zwrócili uwagę na charakterystyczną dużą ranę na dłoni zabitego powstałą na skutek dźgnięcia nożem. I to właściwie wszystko. Polscy lekarze mając przed oczami tylko niewyraźną kliszę rentgena powiedzieli więcej o obrażeniach wewnętrznych zabitego – Detektyw nie kryje podziwu dla polskich lekarzy. Ciekawostką jest to, że z rentgenowskiego (na zdjęciu) obrazu wywnioskowali prawidłowo ułożenie ciała zabitego. Najważniejsze dla sprawy były jednak fotografie z oględzin ciała zabitego a przede wszystkim jego twarzy ze strużkami zakrzepłej krwi.

– Już na pierwszy rzut oka było widać, że ciało było po śmierci przemieszczane. Gdyby ofiara upadła tam, gdzie dopadły ją kule zabójców, krew ściekałaby po jednym policzku. Natomiast na zdjęciach widać, że zakrzepłe strużki zakrzepły zarówno z prawej, jak i z lewej strony twarzy, część wiodła ku dołowi twarzy a część ku górze. Żadna ciecz nie płynie sama z siebie ku górze. Zawsze leci zgodnie z siłą ciążenia. Wniosek nasuwa się sam – Detektyw wskazuje na fotografie ubrania zabitego. Na spodniach i koszuli widać zabrudzenia, błoto układające się w smugi wskazujące kierunek przeciągania ciała. Tu nie ma żadnej wątpliwości.

– Ciało na pewno było przemieszczone po śmierci. Jeśli ten fakt zestawimy z tym, że ofiara była w ostrym konflikcie z mężczyzną i jego rodziną, z którymi mieszkał pod wspólnym dachem i jeśli te dwa fakty zestawimy z mętnymi tłumaczeniami podejrzanego, to mamy jasny obraz sytuacji – Tłumaczy detektyw.

– Mamy motyw i podejrzanego. Mamy dowody na przemieszczanie ciała po śmierci, przy czym tylko jedna osoba miała możliwość zrobienia tego przed przybyciem na miejsce policji. Nie mamy wątpliwości, kto jest sprawcą. Nie mamy również w chwili obecnej żadnej możliwości zebrania bezpośrednich dowodów jego winy, tak, aby postawić sprawcę przed sądem. Ale nic więcej nie jesteśmy w stanie zrobić – Mój rozmówca rozkłada ręce w geście bezradności.

– Wychodzi na to, że to typowa sprawa rodzinna – Dodaje na zakończenie.

Marek Pochuro Matysiak

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ