Ofiara twierdzi, że oskarzeni go uratowali a nie porwali

0
78

 Porywacze wepchnęli go do auta w lesie pod Elblągiem (woj. warmińsko–mazurskie) i w trakcie długiej podróży do odległych o 400 kilometrów Pabianic koło Łodzi, wielokrotnie się nad nim znęcali, usiłując wymusić na jego rodzinie zapłatę okupu za uwolnienie.

Po kilkunastu miesiącach od tych wydarzeń przed Sądem Okręgowym w Łodzi stanęli oskarżeni o uprowadzenie Artur P. (25 l.) oraz Paweł B. (35 l.). Tymczasem ich ofiara, Tomasz S. (22 l.), utrzymuje, że obaj mężczyźni… jedynie uwolnili go z rąk prawdziwych kidnaperów.

Mężczyzna został uprowadzony w marcu ubiegłego roku. To wówczas, jak zeznał, został napadnięty przez nieznanych sprawców. Według śledczych porywacze zażądali od jego rodziny 60 tysięcy złotych okupu. W międzyczasie przewieźli swą ofiarę do Pabianic, po drodze potwornie ją bijąc. Po kilkunastu godzinach bezowocnych prób wymuszenia pieniędzy 22-latek został uwolniony, zaś policjanci zatrzymali obecnych przy nim Artura P. i Pawła B., których oskarżono o porwanie.

Funkcjonariuszom wydawało się, że sprawa jest oczywista, ale byli w dużym błędzie. Ku ich zaskoczeniu uprowadzony zeznał bowiem, że ujęci mężczyźni… zupełnie przypadkowo pomogli mu jedynie zerwać więzy z rąk i zaproponowali pomoc, natomiast za samym zdarzeniem stoi ktoś zupełnie inny.

Prokurator nie wierzy w tę wersję porwanego i sugeruje, że Tomasz S. może tak zeznawać, ponieważ obawia się zemsty porywaczy. Co więcej, utrzymuje on, że posiada bardzo mocne dowody przeciwko oskarżonym. Tymczasem oskarżeni nie przyznają się do winy, odmawiają składania zeznań, a w ich obronie stoi Tomasz S.

Jaka jest więc prawda? To będzie musiał w skomplikowanym postępowaniu rozstrzygnąć sąd.
Za pozbawienie wolności połączone ze szczególnym udręczeniem grożą co najmniej 3 lata więzienia.

 źródło: se.pl

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ