Zanim zmarła katowali ją trzy godziny. Podczas wyroku śmiali się

0
3834
fot. Policja

Nie mieli litości dla Tatiany, ale sąd okazał się dla nich łaskawy i uznał, że nie działali ze szczególnym okrucieństwem. Zamiast na dożywocie skazał morderców na 25 lat więzienia. Po 20 latach będą mogli ubiegać się o wcześniejsze zwolnienie.

Tatiana umierała trzy godziny, dźgana nożem i okładana kijem bejsbolowym. Tę kaźń zafundowali jej dwaj zwyrodnialcy z Torunia. A kiedy kobieta skonała, obcięli toporkiem jej palce, żeby ściągnąć z nich złote pierścionki.

Do tego przerażającego mordu doszło w grudniu 2017 r. Od tego czasu Dawid P. (32 l.) i Arkadiusz K. (32 l.) przebywali w areszcie śledczym, a w miniony poniedziałek stanęli przed Sadem Okręgowym w Toruniu. Ławę oskarżonych uzupełniła Magdalena K., która pomagała zabójcom zatrzeć ślady zbrodni. Ale zanim rozpoczął się proces, przed salą rozpraw doszło do próby linczu. To bliscy ofiary usiłowali wymierzyć zwyrodnialcom sprawiedliwość. Ocaliła ich interwencja eskorty.

Dawid P. i Arkadiusz K. są oskarżeni o morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Pierwszy nie przyznał się do winy, ale drugi niczego przed sądem nie ukrywał. Opowiedział ze szczegółami, jak wraz z narzeczoną wynajmował pokój u Tatiany W. (+39 l.). A ponieważ miał w zwyczaju regularnie rugać i bijać kobietę, po kolejnej awanturze właścicielka mieszkania nasłała na niego policję. I to był zaczyn zbrodni. Arkadiusz wziął sobie do pomocy Dawida i zaczęli „przesłuchiwać” Tatianę. Przez trzy godziny kobieta była bita pałką i dźgana nożem w brzuch i piersi. Zmarła w męczarniach.

– Potem obciąłem jej palce i zabrałem złoto. Głowy nie dałem rady obciąć, bo toporek był za mały – zeznał Arkadiusz K. Jemu i Dawidowi P. grozi dożywocie.

Kilkanaście ran zadanych ostrym narzędziem naliczył biegły przeprowadzający sekcję zwłok 39-letniej Tatiany W. z Torunia. Przed śmiercią w połowie grudnia ubiegłego roku była torturowana. Mimo że ulica Czarlińskiego, na której mieszkała Tatiana W., znajduje się blisko centrum Torunia i niedaleko Szosy Chełmińskiej, mającej już niedługo otrzymać nowoczesny wygląd, to nadal miejsce to ma wiele wspólnego z przedwojennym przedmieściem, gdzie raczej nie mieszkali bogaci torunianie. A i teraz przed domkami pamiętającymi wojenną zawieruchę o porządek również nie wszyscy dbają jak trzeba.

Przed drzwiami do domu Tatiany również zauważyć można było w połowie grudnia 2017  roku jakieś stare meble i sprzęty zostawione w nieładzie chyba ładnych kilka tygodni wcześniej.

Tatiana W. mieszkała w domku przy Czarlińskiego od niedawna, dlatego sąsiedzi nie mogą o niej wiele powiedzieć. Pojawiają się jednak negatywne opinie. Choćby o tym, że z hukiem wyrzucono ją z pracy. Z takimi ocenami kobiety nie może pogodzić się jej rodzina.
To chęć pomocy innym tym razem zakończyła się dla Tatiany tragicznie – mówi jej siostra.

Chodzi jej między innymi o to, że najpierw przygarnęła pod swój dach niepełnosprawnego kuzyna Daniela, a potem poznała Magdalenę K. Kiedy ta zaczęła mieć kłopoty, zaoferowała jej, że również ona i jej znajomy, 31-letni Arkadiusz K. mogą zamieszkać na Czarlińskiego. W nocy z 9 na 10 grudnia ubiegłego roku policyjne patrole zaglądały na Czarlińskiego dwa razy. Powodem były awantury pomiędzy Arkadiuszem K. i jego konkubiną. Po pewnym czasie dołączył do nich też 30-letni Dawid P., znajomy Arkadiusza. Kłócono się ponoć o dwa kilogramy narkotyków, które miał ukryć na Czarlińskiego Arkadiusz K., ale one zniknęły w niejasnych okolicznościach.

Policyjne wizyty spowodowały, że Arkadiusz K. jego konkubina i znajomy wyszli z domu Tatiany W. Z ustaleń śledczych wynika, że wrócili nad ranem, kiedy Tatiana W. i jej niepełnosprawny kuzyn spali. Mieli nóż, linki i siekierę. Daniela obezwładnili, a Tatianę obudzili i zaczęli torturować.

Daniel słyszał, jak katują Tatianę. Nie mógł nawet krzyczeć, bo w ustach miał skarpetę. W pewnym momencie ktoś złapał go za nogi i zaczął ciągnąć. Więzy się poluzowały i wtedy udało mu się wyrwać i wyskoczyć przez okno. Daniel pobiegł na stację benzynową. Stamtąd wezwano policję.

Kiedy pierwszy patrol dotarł na Czarlińskiego, znalazł na strychu zwłoki Tatiany W. zawinięte w dywan. Po kolejnych czterech godzinach policja zatrzymała 31-letniego Arkadiusza K., jego znajomego i 41-letnią Magdalenę K. Jeden z mężczyzn był już karany za włamanie, kradzież, podrobienie dokumentów oraz wyłudzenie. Drugi także odpowiadał wcześniej za kradzież, wyłudzenie, pobicie oraz groźby karalne.

Sąd skazał również byłą partnerkę Arkadiusza K. – Magdalenę K. która miała pomagać zabójcom zacierać ślady. Za kratami spędzi 14 lat. Sąd orzekł, że oskarżeni mają zapłacić rodzinie zamordowanej zadośćuczynienie w wysokości 330 tys. zł.

Bandyci przez cały proces śmiali się rodzinie Tatiany prosto w twarz.

źródło: se.pl/fakt24

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ