Spotkanie z wampirem

0
1003
fot. ze zbiorów autorki

Leszek Pękalski, nazywany „Wampirem z Bytowa”, „Hurtownikiem zbrodni”, stanowi do dziś zagadkę polskiej kryminalistyki. Podczas śledztwa przyznał się do popełnienia 67 makabrycznych morderstw, co czyniłoby go jednym z największych, seryjnych morderców w historii. W akcie oskarżenia znalazło się „zaledwie” siedemnaście zabójstw, w tym dziecka, jeden gwałt, jeden rozbój i jedno uprowadzenie.

Finalnie został skazany za jedno zabójstwo na 25 lat pozbawienia wolności. Odwieszono mu także wyrok za wcześniej popełniony gwałt.

 Ze sprawą Pękalskiego zetknęłam się po raz pierwszy 23 lata temu. Policja zatrzymała go po morderstwie młodej kobiety, ekspedientki z wiejskiego sklepu. Sprawdzano okolicznych dewiantów, sprawdzono i jego, bo miał już na swoim koncie wyrok w zawieszeniu za gwałt.

 Podczas przesłuchania Pękalski przyznał się do zabójstwa i zbeszczeszczenia zwłok Sylwii R. A potem zaczął opowiadać o kolejnych morderstwach, których miał dokonywać na terenie całej Polski.

 Mimo nałożonego w śledztwie embarga na informacje dla mediów, udało mi się wówczas porozmawiać z policjantami pracującymi nad tą sprawą, z prokuratorem, rodziną Pękalskiego, nauczycielkami, rodzinami ofiar, starszą panią, u której wynajmował pokój, i jedyną kobietą, która przeżyła jego atak.

Spotkanie z wampirem

 Przed ogłoszeniem wyroku, kiedy Pękalski przebywał w areszcie jako pierwsza dziennikarka dostałam zgodę na spotkanie i przeprowadzenie z nim wywiadu.

 Spotkania i rozmowy za więziennymi kratami są zawsze trudne. Ta była wyjątkowo niełatwa, bo miałam spojrzeć w wyjątkowy mrok.

 Po przejściu wszystkich więziennych procedur, wychowawca poinformował mnie, że podczas rozmowy będzie towarzyszył nam strażnik, bo Pękalski może być nieprzewidywalny,  i wręczył mi listę jego życzeń. Za rozmowę Pękalski zażyczył sobie zakupów: kilkanaście par skarpet, bieliznę, papierosy, słodycze, cukier, konserwy. Rzeczy dostępne w więziennym sklepiku.

 Spotkanie odbyło się w niewielkim, pomalowanym olejną farbą pomieszczeniu. Stolik, dwa krzesła. W rogu strażnik, który asystował nam podczas rozmowy. Wychowawca przyniósł mi kawę, a po chwili wprowadzili Pękalskiego. Przygarbiony, skulony, nie patrzył mi w oczy. Wzrok miał wbity w podłogę. Pierwsze co zrobił, to prawie zanurkował w reklamówce, sprawdzając, czy dostał to, czego chciał.

 Patrząc na niego nie mogłam uwierzyć, że ten niepozorny, lekko upośledzony mężczyzna mógł wyrządzić tyle złego. Mógł zamordować tyle osób.

 Podczas rozmowy wielokrotnie wracał temat kary śmierci. Pękalski kilka razy pytał, upewniał się, że kara śmierci nie jest już wykonywana, bo bardzo bał się o siebie. Bał się też rodzin ofiar, bo ktoś powiedział mu, że będą na niego czekać, że go dopadną. Wielokrotnie powtarzał, że jest chory, że nie wolno go krzywdzić, że miał bardzo trudne dzieciństwo. Nie było w nim cienia skruchy, ani żalu za to, co zrobił. Odwoływał swoje wcześniejsze zeznania, przyznając się jedynie do zamordowania Sylwii.

 Wielokrotnie byłam pytana, jak go odebrałam. Leszek Pękalski przez całe życie domagał się od otoczenia współczucia, choć sam nie odczuwał litości. Jego potrzeby ograniczały się do tych podstawowych, najprostszych, zwierzęcych. Zdobyć pożywienie, znaleźć legowisko i zaspokoić popęd seksualny. A czyny, do których się przyznał, były mu zupełnie obojętne. Najważniejsze było zawsze jego dobro.

Litość była jego atutem

  Po mojej wizycie w areszcie odwiedziło go jeszcze kilku dziennikarzy. Każdemu z nich Pękalski opowiadał inną wersję wydarzeń, jakby bawił się swoją sytuacją i wiedzą na temat zamordowanych. Podobnie było podczas śledztwa, kiedy przyznawał się do winy, a potem odwoływał wszystko.

 23 lata po wywiadzie, kiedy wróciłam do tematu Pękalskiego, miałam możliwość przestudiowania 72 tomów akt sprawy. Czytałam jego zeznania, zeznania świadków, zapoznałam się z materiałami z dochodzenia. To była bardzo trudna lektura, do tego widok zdjęć ofiar, nad którymi odprawiał sadystyczne, nekrofilskie rytuały, ale chyba dopiero wtedy zrozumiałam mechanizm jego działania. On zawsze wzbudzał litość, współczucie bądź odrazę. Nikt, kto się z nim zetknął, żadna z jego ofiar nie czuła strachu, nie liczyła się z atakiem. I na tym Pękalski bazował. Litość była zawsze jego największym atutem.

 W 2019 roku Pękalski zakończy odbywanie kary na oddziale terapeutycznym w areszcie, w Starogardzie Gdańskim. I co dalej? Psychiatrzy, seksuolodzy, terapeuci, policjanci, prokurator, wszyscy którzy zajmowali się jego sprawą, twierdzą, że po wyjściu na wolność nadal będzie stanowił zagrożenie. Będzie pięćdziesięcioparoletnim mężczyzną w pełni sił, z monstrualnym popędem, którego w więzieniu nie udało się wytłumić.

 Sprawa „Wampira z Bytowa” stanowi nie tylko zagadkę, ile ofiar Pękalski rzeczywiście ma na swoim koncie. To także znak zapytania o to, co robić z takimi osobnikami, jak on, którzy na wolności będą stanowili zagrożenie. Przywrócenie kary śmierci? Dożywotnia izolacja w więzieniu na koszt społeczeństwa? Internowanie do końca życia w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym? Żaden z moich rozmówców, żaden ze specjalistów nie znalazł odpowiedzi na to pytanie.

 Istnieje nadzieja, że Pękalski po odbyciu kary trafi do Regionalnego Ośrodka Psychiatrii Sądowej w Gostyninie, gdzie przebywa między innymi pedofil i morderca Mariusz Trynkiewicz. Czy tak się stanie? Nie wiadomo. Ośrodek jest niewielki, a do tej pory złożonych zostało ponad sześćdziesiąt wniosków z zakładów karnych o umieszczenie tam  osób uznanych za niebezpieczne.

 Niedawno pojawiła się kolejna nadzieja. Policyjne Archiwum X, zajmujące się niewyjaśnionymi zbrodniami sprzed lat, zajmie się ponownie morderstwami, do których przyznał się Pękalski, ale które nie znalazły się w akcie oskarżenia. O zbrodnie, z których został uniewinniony, nie można go ponownie oskarżyć. Być może dzięki najnowszym metodom badań, powtórnej analizie akt i materiału dowodowego uda się ustalić, czy sprawcą tych morderstw był Leszek Pękalski, ponieważ do dzisiaj nie odnaleziono sprawców zbrodni, do których się przyznał w trakcie śledztwa.

Magda Omilianowicz

autorka

Magda Omilianowicz jest autorką  książki „Bestia. Studium zła”, to fabularyzowany reportaż poświęcony Leszkowi Pękalskiemu, nazywanemu „Wampirem z Bytowa”. To próba odpowiedzi na pytanie, jak w człowieku rodzi się zło. Skąd się bierze i czy można mu zapobiec.  To próba wejścia w psychikę seryjnego mordercy, dewianta, a także pytanie o to, co należy robić z takimi ludźmi, jak Pękalski, i jak społeczeństwo może się przed nimi obronić.

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ