Spóźniony płacz

0
52

Powiem szczerze – w ubiegłym tygodniu odczułem satysfakcję z publikacji przez „Wiadomości” TVP instrukcji szefostwa koncernu medialnego Ringier Axel Springer do pracowników w Polsce. Jest to sytuacja skandaliczna, bowiem świadcząca o tym, że niemieckie koncerny ingerują w wewnętrzne sprawy Polski.

Jednak nie rozumiem obecnego zamieszania i krzyku. Gdyż o tym, że tak jest, wszyscy wiedzieli od dawna, ale nikt nie mówił. Milczano ze strachu, by nie stracić dobrze płatnych posad. Wiedzieli o tym także politycy, zarówno ci z lewej, jak i prawej strony. Mało tego – każda z tych stron dawała przyzwolenie na to, aby Polska stała się kolonią medialną Niemiec. W końcu doprowadziło do sytuacji, jaką mamy obecnie. Czyli przejęcie w stu procentach przez kapitał zza Odry segmentu prasy poradnikowej dla kobiet, prasy motoryzacyjnej, komputerowej, ogrodniczej, mieszkaniowej, itd. Dla uzmysłowienia o co chodzi, powiem, że 75 procent prasy w Polsce jest w rękach niemieckich.

Weźmy chociażby niemiecki koncern Verlagsgruppe Passau, który działa w Polsce jako Polska Press. W posiadaniu tej spółki jest 20 najważniejszych tygodników regionalnych, 150 tygodników lokalnych. Do tego dochodzą cztery kanały telewizyjne, kilkanaście portali internetowych itd. Co oznacza, że koncern – bo takie jest zadanie mediów – kształtuje opinie i poglądy swoich czytelników. Ponieważ kapitał ma narodowość, to tzw. linia wydawnictwa odpowiada polityce kraju, skąd pochodzą pieniądze.

Tymczasem w innych krajach wprowadzono przepisy uniemożliwiające podobne praktyki. W Niemczech obcy kapitał nie ma żadnych szans nie tylko na zmonopolizowanie rynku medialnego, bo nawet przejęcie bankrutującej spółki medialnej wywołuje narodową histerię. Dobitnym tego przykładem były próby zakupu bankrutującej grupy medialnej KirchMedia przez należący do Silvia Berlusconiego koncern MediaSet. Przeciwko sprzedaży protestowali wszyscy – dziennikarze, politycy, elity intelektualne, ludzie kultury i sztuki. A ówczesny kanclerz Gerhard Schröder stwierdził wprost, że Berlusconi wejdzie na rynek niemiecki „po jego trupie”, gdyż niedopuszczalne jest, aby ktoś spoza Niemiec wpływał na poglądy niemieckiej opinii publicznej.

Podobne zabezpieczenia mają m.in. Francuzi czy Włosi. Dominacja niemieckich koncernów skończyła się także w Rosji. Dodajmy, że rosyjskie ograniczenie spotkało się z ostrą reakcją niemieckich polityków i dziennikarzy, którzy krzyczeli o podważaniu fundamentów demokracji i ograniczaniu swobody wypowiedzi.

I taki wrzask zaczyna się podnosić także w Polsce po zapowiedziach rządu o wprowadzenie podobnych regulacji. Chociażby przez dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, którzy ubolewają nad tym, że rząd zapowiada zmianę prawa, która miałaby ograniczyć stan posiadania niemieckich wydawców na polskim rynku: „Zapewniamy, że są one tak samo bolesne dla nas, obrońców polskiego państwa prawa i polskiej demokracji.” To oświadczenie „polskich patriotów” pozostawiam bez komentarza.

Jerzy Szostak

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ