Nie tylko w przyrodzie widać spadek temperatury, ale także w polityce. Weźmy chociażby stosunki polsko-francuskie, które osiągnęły stan oziębienia w związku z wycofaniem się Polski z zakupu francuskich śmigłowców. Z tego powodu Pałac Elizejski oznajmił, że prezydent Francji Francois Hollande odłożył planowaną wizytę w Polsce. Wizytę odwołał także minister obrony Francji. Nie podano natomiast, do kiedy owe wizyty przełożono.
 Co prawda Francuzi mają prawo być niezadowoleni, bo sprzed nosa ich zbrojeniówce uciekły miliardy euro. Ale sami są temu winni, ponieważ częścią umowy na zakup śmigłowców był tak zwany offset, czyli zainwestowanie w Polsce pewnej kwoty. A tego Francuzi, jak przekonuje rząd, nie mieli zamiaru robić. Inaczej mówiąc, walili głupa – twierdząc, że o żadnym offsecie nikt ich nie uprzedzał. A tym samym nic takiego nie mogli przedstawić. Jednak patrząc z drugiej strony, to poprzedni rząd ogłaszając przetarg, także dokładnie nie wiedział, w jakie śmigłowce powinna w pierwszej kolejności być uzbrojona polska armia. I dla świętego spokoju wybrano śmigłowce wielozadaniowe. Tymczasem stare ludowe przysłowie mówi, że „Gdy coś jest do wszystkiego, to zazwyczaj jest do niczego”.
W przeciwieństwie do poprzedniego rządu, który nie za bardzo wiedział, czego potrzeba nie tylko polskiej armii, ale i Polakom, takiego zmartwienia nie ma część artystów, którzy spotkali się na Kongresie Kultury. Mało tam było jednak kondycji kultury, ponieważ gro czasu „twórcy” poświęcili  polityce. Mówili głównie o tym, jaki to obecny rząd jest zły i jak to gnębi biednych artystów. Dlatego, ich zdaniem: „Ludzi kultury i polityków zawsze powinna oddzielać podwójna ciągła linia. Każda ingerencja polityków w kulturę jest zła i szkodliwa”.
Zabrzmiało to dziwacznie, gdyż ci sami „ludzie kultury” –  przy okazji Kongresu – zorganizowali protest przeciwko odwołaniu ze stanowiska dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu. Stracił on stołek, ponieważ nie wygrał konkursu. Jednocześnie były dyrektor jest posłem Nowoczesnej pl. Jednym słowem mamy tutaj do czynienia z totalną paranoją. Z jednej strony ci sami artyści mówią o podwójnej linii, ale tylko wtedy, gdy ktoś ma inne poglądy niż oni, a już nie daj Boże, gdy próbuje oderwać ich od koryta, do którego dorwali się dzięki partyjnym koneksjom. A teraz, gdy im się to korytko zabiera, podnoszą lament.
Lament podniosło również szefostwo Teatru Polskiego im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy. A to za sprawą krytyki, jaka posypała się na nią za spektakl „Nasza przemoc i Wasza przemoc” chorwackiego reżysera Olivera Frljića. Tej krytyce trudno się dziwić, gdy widzi się na scenie nagą kobietę w muzułmańskim hidżabie na głowie, która wyciąga ze swojego krocza polską flagę oraz aktora grającego Chrystusa, gwałcącego na scenie muzułmankę. Dyrekcja teatru na krytykę zareagowała bardzo stanowczo, i oznajmiła, że wobec osób nieprzychylnych spektaklowi podejmie wszelkie kroki prawne. Jednym słowem wróciliśmy do czasów barbarzyństwa. Zatracając granice smaku oraz tego, co dobre i co złe. A pajace i klauni urośli do rangi wyroczni.
Jerzy Szostak

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ