Jakoś nie słychać głosów krytyki ze strony PO i PSL, że wicepremier Morawiecki ma jechać na szczyt G 20. Nie ma zarzutów, że Polska jest krajem marginalizowanym, zepchniętym na boczny tor. Jest pierwszy przypadek w historii naszego kraju, abyśmy mieli uczestniczyć w tym ważnym wydarzeniu.

Polityka poprzedniej ekipy sprowadzająca się do nadstawiania pleców do poklepywania i wykonywania wszelkich poleceń silniejszych krajów nie przyniosła takiego sukcesu. To co PO i PSL próbowali zarzucać obecnemu rządowi, a więc skłócenie ze wszystkimi, stawanie okoniem wobec oczekiwań Niemiec czy Francji, dziś okazało się słuszną polityką. Bo mocarstwa liczą się tylko z silnymi, a nie z uległymi słabeuszami.

Myślę, że i z tej perspektywy warto popatrzeć na spokojnie na histeryczne miotanie się opozycji, która wciąż ma jeden tylko cel – odsunąć PiS od władzy. Wiele tym nie osiągnie, ponieważ jak się okazuje cała ich ideologia (o ile można tak nazwać ten żałosny bełkot) właśnie wzięła w łeb wraz ze szczytem G 20.

Dziś zastanawiam się co przez osiem lat swoich rządów tamta ekipa zrobiła? I dochodzę do wniosku, że spełniła swoje obietnice wyborcze. Nie dopuściła PiS-u do władzy! Teraz będzie go odsuwać.

Jeśli tak wygląda cały program opozycji, to wróżę jej naprawdę długi pobyt w tej roli.

Tomasz Połeć