Sanepid kontra przedsiębiorcy – temat wciąż na czasie. Problem w tym, że nie zawsze kończy się po myśli ani przedsiębiorców, ani samego sanepidu. Tu do czynienia mamy jednak z tą pierwszą sytuacją. O tym przekonał się właściciel solarium w Bydgoszczy. 

Przypadków kiedy się „udało” jest jak na lekarstwo. Choć wnioskując po medialnych doniesieniach, gdzie są mocno nagłaśniane tematy rezolutnych przedsiębiorców, którzy postawili się pracownikom sanepidu i końcowo wyszli z tego obronna ręką, można sądzić inaczej.

Jakiś czasu temu do sieci trafił film, gdzie w jednej z Łódzkich restauracji pojawiła się przedstawicielka sanepidu. Właścicielka lokalu weszła z nią oraz z dwoma również obecnymi funkcjonariuszami w dyskusję [CZYTAJ WIĘCEJ]. I w zasadzie na ten dzień wymianę zdań wygrała. Nie wiadomo jednak jak się historia potoczyła później. Film jednak już zniknął z sieci. Wówczas lokal otworzył się w ramach już trwającej akcji przedsiębiorców „otwieraMY”.

ZOBACZ!  Andrzej Duda podjął decyzję, co dalej ze stanem wyjątkowym

Niedługo później namalował się równie głośny w polskich mediach temat. Funkcjonariusze policji z Legionowa weszli do jednej z restauracji i zaczęli wyrzucać klientów siłą. Zdaniem właściciela nie mięli do tego prawa. Jego uzasadnienie nie było jednak wystarczająco przekonujące [PISALIŚMY O TYM].

Zdarzył się również przypadek, gdzie sprawa trafiła do sądu. I fakt faktem właściciel sopociego klubu wygrał sprawę. Wówczas sąd nie wszczął postępowania w sprawie otwarcia lokalu wbrew obostrzeniom, argumentując to tym, że „czyn nie wypełnia znamion wykroczenia”. Odmiennie jednak wyglądała sytuacja mężczyzny prowadzącego w Bydgoszczy solarium.

ZOBACZ!  Tragedia podczas wesela. Znaleziono ciało 21-latki. Są wstępne ustalenia

Sanepid kontra przedsiębiorcy – tym razem 10 tys. kary

Jak relacjonuje Gazeta Wyborcza sprawa toczyła się w sprawie z ubiegłego roku. Teraz jednak dopiero się zakończyła – niestety nie najlepiej dla oskarżonego. Właściciel bydgoskiego solarium został ukarany 10 tysiącami złotych kary.

Jeszcze w kwietniu funkcjonariusze policji przyjęli zgłoszenie, iż lokal jest otwarty pomimo obostrzeń. Policjanci przybyli na miejsce, gdzie zastali pracowniczkę solarium. Ta zapytana czy przyjmuje klientów, przyznała, że tak. Policja spisała notatkę, na której podstawie później sprawa trafiła do sądu.

Właściciel tłumaczył się, iż kobieta była jedynie posprzątać i podlać kwiaty. To jednak nie przekonało sądu. Teraz jedynym wyjściem dla przedsiębiorcy jest złożenie skargi kasacyjnej do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

ZOBACZ!  Katastrofa kolejowa w Stanach Zjednoczonych. Rośnie bilans ofiar i poszkodowanych

Zobacz również: