Prywatny folwark na posterunku

0
13043

Byli policjanci twierdzą, że ich zwierzchnik stosował wobec nich mobbing, dlatego odeszli ze służby. Ich zdaniem komendant posterunku autostradowego w Gliwicach stworzył tam prywatny folwark. W Reporterze (nr 3/2014) pisaliśmy o policjantach, którzy pieszo patrolowali autostradę wokół Gliwic. Ta historia ma swój ciąg dalszy. Czy komendantowi zostaną postawione prokuratorskie zarzuty?

– To się wtedy zaczęło – mówi Tomasz Baran, były policjant Komisariatu Autostradowego Policji w Gliwicach – Piesze  patrole na autostradzie, to tylko część policyjnych problemów komisariatu autostradowego.

Jak twierdzi mój rozmówca, mobbing i zastraszanie, które stosował wobec niego nadkomisarz Robert T., doprowadziły go do rozstroju nerwowego, i w końcu zmusiły do opuszczenia szeregów policji. Dziś Tomasz Baran nie jest zdolny do służby w policji.

Wzbudzali politowanie

– Patrole piesze to była kara dla policjantów, którzy sprzeciwiali się despotycznym rządom komendanta. To była kara za „przewinienia”, za te drobne i te większe –  relacjonuje były policjant.

W innych jednostkach dziwiono się, że dysponujący najnowocześniejszymi pojazdami policjanci patrolowali autostradę pieszo. Zaś wśród kierowców policjanci-piechurzy wzbudzali ogólną radość i politowanie.

Gdy przed dwoma laty zapytaliśmy nadkomisarza Roberta T., dlaczego zmusza policjantów do pieszych patroli, żachnął się, że to nie jest jego pomysł i polecenie: – Nie są to poza tym patrole piesze – dodał – A jedynie statyczne patrole w punkcie kontroli, bo sytuacja na autostradzie nie pozwala na normalną, bezpieczną kontrolę pojazdów.

Józef Kogut, wieloletni komendant policji w Chorzowie i przewodniczący Stowarzyszenia Pomocy Ofiarom Przestępstw, dziwił się takiemu rodzajowi patroli na autostradzie: – Po co to komu? Taki „pieszy policjant” na autostradzie musi jedynie wzbudzać kpinę, i brak szacunku zarazem.

Na dziwną sytuację nie reagowała Komenda Wojewódzka Policji w Katowicach. Zaś jej ówczesny rzecznik, podinspektor Andrzej Gąska przyznawał, że „patrole piesze” na autostradzie to chyba jakaś odgórna decyzja, gdyż sam nie znał szczegółów. Nie precyzował również, przez kogo mogła być wydana, i jakim celom ma służyć.

Tomasza Barana nie dziwi wypowiedź byłego już rzecznika katowickiej policji: – Komendant komisariatu autostradowego miał znajomego zastępcę komendanta wojewódzkiego w Katowicach, który go chronił. I przez to właśnie, informacje o sytuacji panującej w komisariacie autostradowym nigdy nie dochodziły do komendanta wojewódzkiego.

Miał długie ręce

Mój rozmówca mówi, że z trzema kolegami wielokrotnie pisał do komendy wojewódzkiej skargi na Roberta T. Były to anonimy: – Baliśmy się podawać nazwisk, aby nie stracić pracy. Komendant naszego komisariatu miał długie ręce. On i tak przypuszczał, że te anonimy to nasza sprawka. Raz nawet nam powiedział, że możemy sobie pisać do woli, i dokąd chcemy, a i tak nic z tego nie będzie.

Komisariat autostradowy w czasie otwarcia 5107f7baeef4f_p

I rzeczywiście nie było. Wysłane do Katowic anonimy nie przynosiły skutku, a komendant autostradowy pozostawał na swoim stanowisku.

Pod koniec 2014 roku Tomasz Baran wystosował oficjalne zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej Gliwice-Zachód. Zawiadomienie to przekazano Prokuraturze Rejonowej w Żorach: – Jednak ta prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania.

Baran pisał również do Wydziału Kontroli Komendy Głównej w Warszawie. Chyba z czterech komendantów przewinęło się przez ten czas przez komendę wojewódzką w Katowicach, a policjanci nadal pisali skargi. Także do obecnego komendanta głównego policji: – Gdy był jeszcze szefem wojewódzkim w Katowicach. I też bez efektów.

Sekretarki w radiowozie

W połowie 2016 roku policjanci z komisariatu autostradowego informowali zwierzchników, że Robert T. wykorzystuje samochód służbowy do podwożenia do komisariatu dwóch sekretarek, i że jedna z nich jest jego sympatią.

IMG_20160314_070234 - podworzone sekretarki, zdjęcie zrobione przez policjantów

– Od przystanku autobusowego do komisariatu można dojść na piechotę – sugeruje Tomasz Baran – Policjanci zamieszkali w miejscowościach oddalonych od komisariatu o kilkadziesiąt kilometrów dojeżdżali do pracy autobusami, i nikt ich służbowym autem nie przywoził i nie odwoził do domu. Starali się nawet o dofinansowanie, ale komendant odmówił im. Nie to, co sekretarkom.

Pewnie komendant zapomniał, że obowiązuje zarządzenie nr 609 Komendanta Głównego Policji z 25 czerwca 2007 roku, w którym zabroniono wykorzystywania policyjnych pojazdów do podwożenia.

Gdy policjanci upublicznili zdjęcie, jak komendant zabiera sekretarki do służbowego auta, to sprawa nabrała rozgłosu. Wówczas oficer prasowy śląskiej policji podinspektor Aleksandra Nowara wypowiadała się w lokalnej prasie: „W uzasadnionych okolicznościami i potrzebami służby przypadkach, przewożenie pracownika jednostki radiowozem jest działaniem dozwolonym”.

– Ale chyba nie w przypadku sekretarek? – zastanawia się głośno Tomasz Baran.

Długa lista zarzutów

Tomasz Baran i Andrzej Biegaj, też były już policjant z komisariatu autostradowego, zaangażowali adwokata do sprawy Roberta T.

– Dwóch pozostałych naszych kolegów z grupy zrezygnowało z oskarżeń przeciwko komendantowi – wyjaśnia Biegaj.

– W imieniu policjantów wystosowałam do ministra spraw wewnętrznych Mariusza Błaszczaka zawiadomienie o popełnieniu przez nadkomisarza Roberta T. przewinień dyscyplinarnych, mogących stanowić czyny karne, z wnioskiem o wszczęcie przeciwko niemu postępowania dyscyplinarnego i karnego – dodaje Małgorzata Łukasik, adwokat i pełnomocnik byłych funkcjonariuszy.

Lista zarzutów wobec komendanta jest długa. Wynika z niej między innymi, że patrole piesze na autostradzie były zlecane funkcjonariuszom za spóźnienia do pracy. Nawet te najdrobniejsze. Dotyczyły szczególnie policjantów dojeżdżających z daleka. – Policjanci stali bez radiowozu na punkcie kontroli, co jest niezgodne z prawem o ruchu drogowym, bowiem ruch pieszy jest na autostradzie zakazany i dodatkowo naraża na niebezpieczeństwo, zarówno funkcjonariuszy, jak i kierowców – przypomina mecenas Łukasik.

– Z polecenia komendanta zakazywano wydawania urządzeń typu Alcoblue FST oraz radarów, które są podstawowymi narzędziami pracy policjanta podczas kontroli kierowców – uzupełnia Adam Biegaj. – Powierzano policjantom, bez stosownego przeszkolenia, pracę z wideorejestratorami i pojazdami specjalistycznymi do kontroli transportu drogowego. Celem poprawy statystyki zmuszano do wpisywania w systemach SWD i Sespol fikcyjnych patroli. Wydawano zgodę na stosowanie druków MRD2, według własnego projektu, które komendant drukował w prywatnej drukarni. Wyznaczył na kurs doskonalenia jazdy motocyklem funkcjonariusza, który nie posiadał prawa jazdy na tę kategorię pojazdu. Bez zgody Komendy Głównej wyznaczał punkty kontrolne patroli poza trasą na głównych węzłach – wylicza były policjant.

Z wypowiedzi policjantów wynikało, iż Robert T. traktował komisariat autostradowy i jego pracowników jak swoją własność, wprowadzając własne zasady postępowania.

Na przykład organizował czas pracy według własnych potrzeb, bez przestrzegania norm Komendy Głównej Policji – dodaje Biegaj.

– Zebrał raz wszystkich podczas apelu w auli i zażądał ponownego złożenia ślubowania! Niby, by podnieść w ten sposób morale załogi! Zastraszał zdegradowaniem, postępowaniem dyscyplinarnym lub obcięciem premii i dodatków. I obcinał je przy byle okazjach. Skłócał nas, abyśmy na siebie pisali skargi i donosy. Poniżał i poddawał w wątpliwość naszą przydatność do służby. Gdy chcieliśmy się szkolić, zasłaniał się brakiem środków, a sam otrzymywał corocznie z komendy premie za oszczędności. W weekendy, będąc pod wpływem alkoholu, wydzwaniał nocą do policjantów pełniących służbę i ubliżał im przez telefon. Tamował awanse – słyszę listę zarzutów, która wdaje się nie mieć końca.

Z zebranych materiałów wynika, iż komendant szczególnie upodobał sobie Tomasza Barana: – Wszczynał wobec mnie postępowania dyscyplinarne nawet z błahych powodów. Na przykład w czasie patrolu, gdy zjechałem na stację napić się ciepłej herbaty. Obrażał mnie w obecności innych. Będąc po cywilnemu w moim domu, legitymował moją córkę! – to tylko niektóre wyczyny komendanta.

Ukarany i nagrodzony

Skontaktowałem się z Komendą Wojewódzką Policji w Katowicach. Oficer prasowa podinspektor Aleksandra Nowara przyznaje, że w połowie 2016 roku otrzymali zawiadomienie o popełnieniu przewinień dyscyplinarnych przez nadkomisarza Roberta T. I od razu sprawa trafiła na biurko rzecznika dyscyplinarnego z wydziału kontroli śląskiej policji.

– Postępowanie dyscyplinarne przeciwko podinspektorowi Robertowi T. zostało wszczęte 11 lipca 2016 roku – poinformował oficer prasowy – Zakończone zostało 22 września 2016 roku orzeczeniem, na mocy którego wobec tego funkcjonariusza wyciągnięto konsekwencje dyscyplinarne.

Jakie? Tego się nie dowiedziałem. Nie uzyskała również takiej informacji mecenas Łukasik: – Rzecznik dyscyplinarny śląskiej policji nie przyznał moim klientom statusu pokrzywdzonych, co jest dla mnie niezrozumiałym przy tego rodzaju zarzutach – zaznacza – Nie uznał ich za poszkodowanych, wobec czego nie mogłam uczestniczyć w tym postępowaniu. Nie byli nawet przesłuchiwani przez rzecznika dyscyplinarnego jako pokrzywdzeni. Nie poinformowano nas o końcowych wynikach tego postępowania. A „pocztą pantoflową” dowiedzieliśmy się, że Robert T. otrzymał jedynie naganę.

Smaczku sprawie dodaje fakt, że 26 października 2016 roku Robert T. został odznaczony srebrną odznaką „Zasłużony Policjant” – za wzorową służbę w Policji. Odznaka została przyznana na mocy decyzji z 21 czerwca 2016 roku. Zatem przyznano mu odznaczenie, gdy już prowadzono przeciwko niemu postępowanie dyscyplinarne.

Tymczasem postępowanie w sprawie Roberta T. prowadzi Prokuratura Rejonowa w Gliwicach: – Postępowanie wyjaśniające w tej sprawie trwa nadal – stwierdza Marcin Masłowski prokurator Prokuratury Rejonowej Gliwice – Wschód – Prowadzimy je we własnym zakresie, czyli bez pomocy funkcjonariuszy policji. Wyjaśniane są wszystkie wątki. Jak na razie przesłuchano ponad 60 świadków: byłych i obecnych funkcjonariuszy policji.

Ale to jeszcze nie wszystko: – W imieniu moich klientów złożyłam do sądu pozew o zadośćuczynienie w wysokości 180 tysięcy złotych za wielokrotne naruszenie przez komendanta komisariatu autostradowego ich dóbr osobistych – kończy pani mecenas.

Roman Roessler

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ