Wśród Niemców rośnie niezadowolenie: „Merkel rujnuje nasz kraj!”

0
822

Polityka otwartych drzwi Angeli Merkel nie jest już mile widziana w Niemczech. Po czterech dramatycznych atakach muzułmanów w tym tygodniu, Niemcy odczuwają coraz większy lęk i niepewność.

83 procent naszych zachodnich sąsiadów postrzega imigrację jako największe zagrożenie dla swojego narodu. Jest to wynik dwa razy większy, niż rok temu.
Wielu Niemców obarcza Angelę Merkel winą za zaproszenie do kraju (tylko w ubiegłym roku) ponad miliona uchodźców bez odpowiedniej kontroli ich tożsamości.

Wśród wypowiedzi Niemców chociażby dla gazety Daily Mail dominuje strach:
„-Po tych wydarzeniach obawiam się o bezpieczeństwo moich dzieci”
„-Ostatnie ataki na naszych rodaków uświadomiły mi, że tak naprawdę nie wiemy, kogo zaprosiliśmy do naszego kraju.”
„-Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że nie wiemy gdzie jest duża część imigrantów, którzy do nas przyjechali i co jeszcze mogą zrobić.”
„-Każdy, którego tu przyjmiemy powinien zostać dogłębnie skontrolowany. Albo nie należy przyjmować nikogo” – to tylko niektóre opinie mieszkańców Niemiec.

Krwawy tydzień przemocy, który wstrząsnął Niemcami rozpoczął się 18 lipca, kiedy to pakistański nastolatek Riaz Khan Ahmadzai, udający afgańskiego uchodźcę dokonał masakry w pociągu w Würzburgu. Ponad 20 osób zostało rannych, w tym wiele ciężko. Próbując mordować ludzi, krzyczał: „Allah jest wielki”. Został zastrzelony przez policję.
Cztery dni później nastolatek irańskiego pochodzenia- Ali Sonboly- dokonał krwawej jatki w Monachium, zabijając dziewięć osób. Drobiazgowo zaplanował zbrodnię, jednak według policji i niemieckiej prasy był „psychicznie niestabilny”. Doprawdy odkrywcze to stwierdzenie. Nie znam bowiem nikogo stabilnego psychicznie, kto zapragnąłby strzelać do ludzi jak do kaczek.

Dwa dni później w Reutlingen, syryjski uchodźca zabił maczetą ciężarną kobietę. Niemiecka prasa kłamliwie donosiła, że mężczyzna był z nią w związku i razem pracowali w budce z kebabami. Tym samym skazali matkę czworga dzieci na opinie typu: „sama się prosiła, skoro się z takim związała”. Prawda jest zgoła inna. Otóż osobnik ten trudnił się głównie napadami, pobiciami i kradzieżami, z czego znany był już wcześniej policji. Do lokalu, w którym pracowała Polka, przychodził, żeby spotkać się z podobnymi sobie „ubogacaczami kulturowymi”. Jak twierdzi właściciel jadłodajni, bandzior molestował kobietę, przez co zmuszony był wyrzucić go kilkakrotnie za drzwi. Tak właśnie wyglądał „romans” zamordowanej matki czworga dzieci z mordercą z Reutlingen.

Tej samej nocy, której zginęła ciężarna Polka, kolejny przybłęda zdetonował plecak wypełniony kawałkami metalu i śrub. 12 osób zostało rannych. Mohammed Daleel- bo tak z kolei nazywał się ten „ubogacacz kulturowy”, planował w imieniu grupy terrorystycznej ISIS zabić setki ludzi za pomocą detonacji bomby na festiwalu. Na szczęście nie udało mu się na niego dostać. Tuż przed atakiem nagrał film, w którym zapowiada, że w Europie będzie miało miejsce coraz więcej zamachów. Ataki – jak zapewnia – nie ustąpią dopóty, dopóki Zachód będzie walczył z Państwem Islamskim.

Nasilone obawy Niemców rozpoczęły się wraz z początkiem roku, kiedy to setki kobiet zostały zgwałcone przez „tłum obcych ludzi” w Kolonii, podczas obchodów Nowego Roku.
Już nawet jeden z posłów Merkel przyznał, że Niemcy nie są w stanie kontrolować liczby imigrantów przekraczających granice. Podkreślił także, że kraj potrzebuje z powrotem suwerenności. Władze Niemiec w końcu przyznają, że nie były w stanie rejestrować i kontrolować wszystkich migrantów, którzy przekraczali granicę niemiecką. Mnóstwo z nich rozpłynęła się powietrzu. Nigdzie się nie zameldowali, a rząd nie wie, gdzie są i co w tej chwili robią. Premier Polski- Beata Szydło- również zdaje sobie z tego sprawę i otwarcie mówi: -Unia Europejska nie jest w stanie stworzyć systemu skutecznych zabezpieczeń, oddzielających uchodźców od terrorystów. Napływ do Polski ludzi z krajów Bliskiego Wschodu jest wykluczony.

Postanowiłam zapytać Polaka od lat mieszkającego w Niemczech, jak w tej chwili wygląda tam sytuacja? Czy widać nastroje anty-imigranckie? W odpowiedzi usłyszałam:
-Nastroje anty-imigranckie oczywiście są, bo przy tym wszystkim, co tu się wyprawia, nie może ich nie być. Media uwijają się jak mogą, żeby wyciszyć co bardziej burzliwe przejawy ubogacenia kulturowego, ale nawet ta niewielka część, która się przebija do wiadomości publicznej, budzi grozę. Ludzie też coraz częściej nie tylko słyszą czy czytają, ale też na własnych tyłkach odczuwają skutki tej inwazji. To są jednak ciągle Niemcy – rozlaźli, ciapowaci, otumanieni dziesiątkami lat nachalnej propagandy multikulti i antynarodowej pedagogiki wstydu. Teraz jeszcze nie oczekuję jakiś burzliwych przejawów tego niezadowolenia. Jasne, że prędzej czy później zacznie dochodzić do coraz ostrzejszych konfrontacji, bo jednak nawet Niemcy nie zostali spacyfikowani na tyle, żeby cichutko pobekując pójść pod nóż. Na to zresztą cała ta akcja jest kierowana, czyli na wojnę domową. Takie i jeszcze większe ataki jak te ostatnie zdarzać się teraz będą co chwilę, więc jeszcze kilka miesięcy i może zrobić się naprawdę gorąco. Nic to jednak nie da, bo reżim dopiero wtedy wkroczy zdecydowanie, da po dupach własnemu społeczeństwu i powściągnie mu cugli. Tracąca poparcie i grunt pod nogami klika zacznie rządzić przy pomocy permanentnego stanu wyjątkowego. A co jeszcze wymyślili dla nas spasieni wujkowie zza oceanu, boję się już pomyśleć.

Niemcy się budzą? Tylko, czy aby nie jest już za późno na przebudzenie….?

Marta Bilska

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ