Próba zastraszenia?

0
244

W ostatnim czasie mam nieodparte wrażenie, że dopadło mnie déjà vu. To uczucie przeżywania sytuacji, która wydarzyła się już kiedyś, dopadło mnie m.in. w ubiegłym tygodniu. Pierwszy raz za sprawą Komisji Weneckiej, która najpierw stwierdziła, że w ciągu kilku dni wyda oświadczenie w związku z nową ustawą o Trybunale Konstytucyjnym.

Jednak, gdy Senat poinformował, że nie ma mowy o  szybkim uchwaleniu nowych zasad funkcjonowania TK – ponieważ senatorowie chcą przyjrzeć się dokładnie projektowi uchwały, to Komisja nabrała wody w usta. A jej przedstawiciele stwierdzili, że w takim razie poczekają. Na co? Tego nie powiedziano. Wygląda na to, że Komisja nie bardzo wie, jak się do nowych przepisów odnieść. Tym bardziej, że większość jej wcześniejszych sugestii została przez rząd uwzględniona.

Ale z przepisami prawa i ich egzekwowaniem też jest ciekawa historia. Otóż nie tak dawno informowaliśmy o całkowicie wolnej amerykance, jaka panuje w Sochaczewie w kwestii automatów do gry. Niby przepisy zakazują podobnej działalności poza kasynem, to interes kwitnie w najlepsze. Wiedzą o tym wszyscy, począwszy od wszelkiego rodzaju służb, na samych zainteresowanych, czyli tzw. „biznesmenach”, kończąc. Wykorzystują oni luki w prawie polegające na tym, że każdy może mieć automat i sobie na nim grać prywatnie. Czyli wykorzystywać go do użytku domowego. A ponieważ jest to urządzenie o dość dużych gabarytach i nikt nie będzie trzymał go w mieszkaniu, to wynajmuje się do tego celu lokal. Potem się go tam wstawia. A gdy ktoś ze „znajomych” wpadnie w odwiedziny z flaszką, i będzie sobie chciał pograć, to przecież się go nie wyprosi za drzwi. Tym bardziej, że człowiek ma zbyt mało przyjaciół, aby sobie mógł pozwolić na ich utratę. I tak interes się kręci.

Z tym tylko, że nie potrwa to długo, ponieważ rząd zapowiedział, że już w przyszłym roku wszystkie automaty do gier staną się państwowe. Co z kolei oznacza, że jeżeli ktoś będzie chciał zaprosić „znajomych”, aby sobie pograli, będzie musiał najpierw wykupić licencję.

A propos grania. Otóż w ubiegłym tygodniu Sochaczew obiegła sensacyjna informacja, że tak zasłużony dla sochaczewskiego sportu klub, jakim jest KS Bzura, nie wystawi drużyny seniorów do rozgrywek nowego sezonu. Jak poinformowano na stronie klubu, powodem jest brak środków na jego dalsze funkcjonowanie. Niektórzy działacze stwierdzili wprost, że jest to wina burmistrza, który to za mało hojnie wspiera Bzurę z miejskiej kasy. Dodając przy tym, że w innych samorządach jest lepiej. Nie mi to oceniać.

Jednak przypomnę, że w połowie czerwca burmistrz poprosił działaczy klubu o przesłanie szczegółowego kosztorysu – na co im brakuje pieniędzy, i jaką kwotę chcieliby dostać. Przez niemal miesiąc od tej rozmowy do Piotra Osieckiego nie wpłynęła żadna informacja w tej sprawie. Stało się to dopiero 12 lipca. Co ciekawe, tego samego dnia, bez czekania na odpowiedź burmistrza, ci sami działacze poinformowali, że z względu na brak środków Bzura nie wystąpi w rozgrywkach. Czyżby w ten sposób chcieli zastraszyć władze miasta?

Jeżeli tak jest, to według mnie bardzo się pomylili.

Jerzy Szostak

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ