Jezus każe nam, w pierwszym rzędzie troszczyć się o to, co nie umiera i dbać o to, czego mól i rdza nie niszczą, ale równocześnie nie zapomina o dziełach Stwórcy: o ziemi, o ciele i o materii. Co więcej, chrześcijaństwo jest jedyną z wielkich religii, która przyziemne rzeczy nie tylko aprobuje, ale wynosi je wysoko. Mówi o zmartwychwstaniu ciał, o odnowieniu i przemianie materii przy końcu czasów.
Chociaż sprawy materialne są marnością, bo przemijają, to jednak i o nie musimy się w umiarkowany sposób troszczyć. Są one każdemu z nas niezbędne. Dobra materialne mają zaspokajać nasze potrzeby, a zarazem przynosić nam radość z ich korzystania. Chrystus nie zakazywał radości płynących z korzystania z tych dóbr. Sam przecież jadał z celnikiem Mateuszem i jawnogrzesznicą Marią Magdaleną, a pierwszy swój cud uczynił, przemieniając wodę w wino, na weselu w Kanie Galilejskiej.
Żaden człowiek nie może obejść się bez dóbr materialnych. Nawet pustelnicy prowadzący głębokie życie wewnętrzne, muszą korzystać z „owoców pracy rąk ludzkich’’. Pan przestrzegał przed niebezpieczeństwami, jakie niesie za sobą zbytnia troska o sprawy materialne. Postawa konsumpcyjna stanowi duże zagrożenie dla współczesnych. Człowiek reprezentujący ją jest nastawiony na wykorzystywanie przyjemności i na bogacenie się. Konsekwencją takiej postawy jest zamknięcie się w sobie, dystans wobec drugich i niezdolność do miłości.
Dobra materialne nie mogą nas odciągać od Boga i wartości religijnych. Jeżeli postawimy bogactwo, dążenie do władzy i będziemy przedkładać je ponad prawdę, sprawiedliwość, obowiązek, a nade wszystko miłość, to nasze życie religijne będzie zamierać. Powinniśmy podjąć skuteczną walkę z tymi skłonnościami. Nie gromadźmy dóbr doczesnych ponad miarę, pamiętając o słowach Pisma świętego „Marność nad marnościami, wszystko marność”.
Ks. Jan Augustynowicz






























