GLINIARZ OFIARĄ ŚWIADKA KORONNEGO

0
8487

Gdy w lutym 2012 roku oficer Wydziału Zabójstw Komendy Stołecznej Sławomir Opala usłyszał zarzuty postawione mu przez katowickiego prokuratora, był pewien, że to jakiś ponury żart. Te były wyssane z palca, a autor zeznań, na podstawie których powstał akt oskarżenia, świadek koronny Piotr K. – „Broda”, „Kapusta”, „Gerard” czy „Rusek”, który miał na koncie liczne oszustwa, zeznałby wszystko, o co by go prokurator poprosił. Opala miał współpracować z grupą pruszkowską – ba!, być nawet jej członkiem. Ostrzegać, informować i brać za to kasę. Zeznania Piotra K. dziś w większości okazały się blagą. Ale skutecznie zniszczyły życie Opali.

Dla Sławka przyznanie się wtedy, było jak splunięcie. Za wyjątkiem jednego zarzutu, który mu prokurator przyklepał, że sprzedawał jakoby informacje gangsterom. Wszystkie inne były nieistotne, nieprawdziwe. Mówił, że nawet jakby go o pedofilię oskarżyli, przyznałby się. Nie miało to dla niego wtedy znaczenia – mówi mecenas Maciej Morawiec, adwokat Sławomira Opali. I jego serdeczny przyjaciel.

Sławomir Opala odebrał sobie życie w nocy z 26 na 27 lipca 2014 roku. Tuż po Święcie Policji. Wcześniej zjadł obiad, wypił kieliszek wódki, dokładnie posprzątał mieszkanie rodziców, w którym po odsiedzeniu kary więzienia coraz częściej przebywał. Powiesił się na dwóch kablach od ładowarek komórkowych. Na klamce od okna balkonowego. Znalazła go ukochana matka.

Na granicy prawa

 Dlaczego wybrał tak drastyczną śmierć, dlaczego postanowił się zabić, w dodatku w domu rodziców: – To było dla mnie na początku zupełnie niezrozumiałe, szokujące – mówi Maciej Morawiec. Myślę, że gdyby mu nie odebrali klamki, to by się zastrzelił. A wybrał dom, bo może chciał być szybko znaleziony? Nieraz widział zwłoki w dużym stopniu rozkładu. Był wrażliwy na punkcie czystości i zapachu Nie chciał być może, aby go znaleziono na przykład po tygodniu…

Za jego śmierć mecenas Morawiec obarcza przede wszystkim świadka koronnego „Brodę”. I po części prokuratora, który postawił Opali zarzuty. W głównej mierze oparte na opowieściach „Brody”. Tego samego, który skompromitował się zeznaniami do sprawy zabójstwa generała Marka Papały. Który dziś jest poszukiwany i nikt nie wie, gdzie przebywa świadek koronny.

– W służbach operacyjnych balansujemy na granicy prawa – mówił Opala w audycji radiowej. – Jest to cienka granica, łatwo ją przekroczyć, albo w jedną, albo w drugą stronę.

To balansowanie, rozliczne koneksje w świecie bandyckim – jakie z przyczyn zawodowych jako funkcjonariusz operacyjny Opala po prostu miał – ostatecznie go zniszczyły. Wszystko za sprawą świadka koronnego Piotra K. ps. Broda.

Akt oskarżenia przeciw Opali napisał prokurator Piotr Skrzynecki z katowickich „pezetów”, opierając te rewelacje w głównej mierze na zeznaniach tego świadka koronnego. Ten mówił wiele ciekawych rzeczy, choćby na temat zabójstwa generała Papały, w które także i Opalę chciał wrobić. Gdzie dziś jest koronny, który złamał życie gliniarzowi, tego nikt nie wie. Nikt też go specjalnie nie szuka, mimo formalnie wystawionego za nim listu gończego. Wieść niesie, że siedzi w Rosji.

– Lepiej nie mieć snów, ja ich nie mam od wielu lat – mówił Sławomir Opala w tej samej audycji, której przed laty był gościem. Elektryzujący głos człowieka, który widział wiele i przeszedł wiele.

 Zirytowany „Masa”

Ale najgorsze miało nadejść. 11 maja 2011 roku został zatrzymany pod zarzutem brania udziału w grupie pruszkowskiej, w której miał dokonywać wymuszeń, oszustw, rozbojów, a samą grupę – miał ostrzegać przed planowanymi czynnościami oraz dokonywać na polecenie członków „Pruszkowa” sprawdzeń w bazach policyjnych. Miał to robić za pieniądze, czasami zamieniane na kokainę, którą od członków „Pruszkowa” miał przyjmować.

„Masa” w pierwszym przesłuchaniu dotyczącym „Brody” śmiał się do rozpuku. Mówił, że nie zna tego „cioty”, że nie było takiego człowieka w Pruszkowie. Ukazał się wtedy artykuł o „Brodzie” jako najważniejszym świadku koronnym. „Co, jaki „Broda”, że najważniejszy? Ja jestem najważniejszy” – irytował się „Masa”. I jechał po „Brodzie. Ale już w kolejnym przesłuchaniu „przypomniał” sobie, że Piotr K. latał przy „zarządzie”, że był pruszkowskim gangsterem, ksywa „Gerard”, że dużo wiedział – mówi mecenas Maciej Morawiec.

– Żeby być dobrym psem operacyjnym, trzeba mieć źródła informacji. Te zdobywa się na mieście, często przy wódce, rozmowach z gangsterami, do których trzeba po pierwsze dotrzeć. Po drugie: zdobyć ich zaufanie – wyjaśniał Opala w audycji. Na pewno nie zdobędzie się go, eksponując daleko idącą pogardę. – To nie może być kontakt sporadyczny, od święta – ciągnął Opala. – Z bandytą nie można się kumplować, można sprawiać wrażenie, że tak jest. Zawodowy przestępca, który współpracuje z policją, musi mieć jakiś profit dla siebie. Jeżeli mogą się pozbyć konkurencji, wsadzić kogoś na parę lat do puchy – i zrobić to rękoma policji – to tak robią.

 Niebanalne metody

 Sławomir Opala od 1 kwietnia 1991 roku był funkcjonariuszem Komendy Stołecznej Policji w Warszawie, a przebieg jego służby to prewencja w KSP, potem Operacje w KSP, od 1996 roku Wydział Kryminalny Komendy Stołecznej, od 1999 roku – Wydział Zabójstw. Był funkcjonariuszem dobrze wywiązującym się z obowiązków służbowych, opanowanym, inteligentnym – jak zapisano w jego dokumentach służbowych. Ambitnym. Swoje zainteresowania życiowe wiązał ściśle ze służbą. W 2000 roku został odznaczony przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Brązowym Krzyżem Zasługi.

Stosował niekonwencjonalne metody pracy. Nie wszystkim się one podobały. Pracował przy zabójstwie w „Gamie” na warszawskiej Woli (miał od razu wytypować „Baraninę” jako zleceniodawcę tegoż), czy przy zabójstwie ministra Jacka Dębskiego; konwojował zatrzymaną do tej sprawy Halinę G. „Inkę”. Rozpracowywał zarówno środowisko homoseksualne, jak i grupy przestępcze. Tak poznał „Brodę”. „Broda” miał wejść w łaski Opali, czy raczej wzbudzić jego zainteresowanie informacją o idącym z Rosji dużym przemycie narkotyków. Te – nigdy się nie potwierdziły, ale Sławomir Opala utrzymywał z nim ten kontakt w ramach gry operacyjnej. Nigdy bowiem nie wiadomo, kiedy taka płotka – a tak „Brodę” traktował, się przyda.

Głupia rozmowa przy wódce może okazać się cenna. Stąd ta znajomość z „Kapustą” – tłumaczy mecenas Morawiec. Ważniejszym źródłem był dla niego choćby Krzysztof K. „Nastek” (zabity w 2005 roku). Opala wiedział, że wartość informacyjna „Brody” jest nieszczególna – większość informacji uzyskanych od Piotr K. nie potwierdzało się.

Policjant z krwi i kości

Z zeznań „Brody”: „Z tego co pamiętam, poznałem Sławka Opalę w pierwszej połowie lat 90. Opala był wówczas funkcjonariuszem jednej z komend (…) w Warszawie i uczestniczył w czynnościach związanych z zatrzymaniem członków grupy wołomińskiej od mężczyzny o pseudonimie „Salaput (…) miał szczupłą sylwetkę ciała, ale był bardzo wysportowany, bo razem ćwiczyliśmy na siłowni. Dodatkowo mogę wskazać, że był bardzo dobrym strzelcem. Ponadto ogólnie mogę powiedzieć, że był inteligentny i bardzo spostrzegawczy. Od samego początku działań Opali w grupie pruszkowskiej, to ja go prowadziłem i mogę powiedzieć, że był moim wychowankiem. Członkowie grupy widywali go w moim towarzystwie, ale nie wiedzieli, kto to jest konkretnie i gdzie pracuje”.

Rozkazem personalnym Komendanta Stołecznego z dnia 28 listopada 2001 roku Opala został zwolniony z policji. Przyczyna – postrzelenie ówczesnej konkubiny Kingi R., która była wtedy w ciąży. Sprawę ostatecznie umorzono w 2012 roku. Opala nie strzelał do Kingi, ta oberwała rykoszetem. Kinga zresztą zeznała, że Sławek nie strzelał do niej.

Niejednokrotnie miał postępowania dyscyplinarne, gubił legitymacje policyjne, wdawał się w awantury. Sławek był policjantem z krwi i kości. Służba była dla niego najważniejsza. – Im większe policjant ma kłopoty dyscyplinarne, tym lepszym jest psem. Taką widzę regułę. Powinien spać, pić wódkę z gangsterami – wtedy ma wyniki. Ale też wtedy dotyka tej granicy, staje się łatwym celem ewentualnych pomówień ze strony świata gangsterskiego – mówi Morawiec. Znali się parę lat.

Opala zakończył służbę w 2001 roku. Poszedł do pracy u Krzysztofa Rutkowskiego. Zajmował się porwaniami, m.in. dokonywanymi przez „obcinaczy palców”. Dostawał pogróżki w stylu „czy wiesz, jak wchodzi nóż w masło, tak będzie wchodziło w twoje ciało”. Jeszcze w czasie pracy w policji „Wołomin” miał wydać na niego wyrok.

Świadek na miarę potrzeb

Piotr K., urodzony w 1962 roku, zaczynał swoją barwną karierę wytrawnego oszusta na Stadionie Dziesięciolecia, gdzie handlował obuwiem. Facet nieułomek (wzrost prawie 190) mógł się pochwalić kategorią „E”, jeździł wówczas zdezelowanym polonezem z silnikiem turbo (sic!). Charakterystycznie seplenił.

Zanim trafił do grupy pruszkowskiej, odbywał karę więzienia (amnestia z 1989 roku obcięła mu 15 lat do 10). Jak twierdzi jeden z moich rozmówców, część jego życia została przez scenarzystów wykorzystana przy scenariuszu serialu TV „Tulipan”. Oszukiwał babki. Do końca miał się zresztą tym trudnić – także po tym, jak otrzymał koronę. Wtedy zresztą podawał się najczęściej za agenta służb. Za oskarżenie do rzekomych gwałtów na kobietach i areszt, dostał odszkodowanie. Na rozprawy stawiały się oszukane kobiety i mówiły, że wciąż go kochają. Z jedną z nich się ożenił, z jej matką prowadził firmę turystyczną. Z zachowanych w aktach smsów, które liczne kobiety do Piotra K słały: „Piotrze, czy ty się na mnie gniewasz? Nie odzywasz się… Napisz”, „Spotkajmy się, dogadamy się jakoś. Napisz szczerze, konkretnie – masz kobietę?, „Wystarczy napisać, że nie chcesz się ze mną spotykać i po problemie”. Inna: „Smutno bez ciebie…”. Patrzę na zdjęcie „Brody” i trudno mi pojąć, czym je ujmował. Funkcjonariusz, który „Brodę” ochraniał przez jakiś czas (jak ten otrzymał status): – Potwierdzam, że kobiety lgnęły do niego jak ćmy do ognia. I fakt, trudno było to pojąć.

„Z tego co pamiętam, Piotr miał jakiś problem z kobietami. […] to erotoman” – wyjaśniał nt. „Brody” Opala.

„Nigdy nie sądziłem, że zostanę bandytą” – miał się zwierzać przed sądem „Broda”, wierząc, że został powołany do wyższych celów: „Ja nie mam mentalności bandyty, bardziej jestem biznesmanem”. I dalej w tym samym, rozkosznie kpiarskim tonie: „Problemów z nauką to ja nigdy nie miałem, ale szkoła minie po prostu nudziła” – wspominał.

W związku z częstymi wyjazdami do ZSRR, potem WNP, znał doskonale język rosyjski. Często podawał się za Rosjanina.

Miał poznać „Parasola” jeszcze przed stanem wojennym, ale do grupy wprowadziła go kobieta – prostytutka. W 2001 roku przebywał w Areszcie Śledczym Warszawa-Mokotów, gdzie poznał Dariusza P., który za chwilę także stanie się świadkiem koronnym. To ważne, bo obaj się nawzajem w swoich zeznaniach wspierali. D. miał potwierdzać przestępczą działalność komisarza Opali. O czym za moment. „Broda” próbował wkupić się w łaski klawiszy, prowadząc m.in. kronikę więzienną, czy uczestnictwem w akcjach charytatywnych. Niebawem zaowocowało to nieodnotowywanymi opuszczeniami Zakładu Karnego w Pionkach – wychodził kiedy chciał, choć oficjalnie w tym czasie siedział za kratami. „Korupcja była tak ogromna, że w pewnym momencie na terenie ZK organizowaliśmy imprezy, robiliśmy grilla” – rozczulał się na to wspomnienie „Broda”.

Oskarżenie gliny

 „W czasie kiedy poznałem Sławka Opalę, był to mężczyzna w wieku około 26 lat z charakterystycznym, odstającym jednym uchem, nie pamiętam którym”. Ciemny blondyn, bez zarostu, ze złamanym nosem często w rozpoznawalnych czerwonych butach lub spodniach – tak się nosił Opala. „Broda” mówił o wielokrotnych z nim wyjazdach do Łodzi (po odbiór „wierzytelności” ); Opala miał nawet zatrudniać „Kapustę” do odebrania długu od pewnego stolarza. Miał dostarczać grupie pruszkowskiej wzory nowych legitymacji policyjnych, druków, stempli – te natychmiast przekazywane miały być do fałszerza z Ostrołęki.

Ta sprawa z odzyskaniem długu była niepotrzebna. Pojechał zrobić przysługę żonie nieżyjącego kolegi. Ona nie mogła odzyskać długu. Pojechał więc Sławek, wylegitymował się. Niepotrzebnie. Zachował się po prostu jak facet – tłumaczy jeden z zarzutów przeciw Opali mec. Morawiec.

Opala w wyjaśnieniach o „Brodzie”: „Piotr K. to oszust i mitoman. Moim zdaniem żeby uwiarygodnić się postanowił obciążyć mnie. Jest mistrzem budowania scenariuszy”.

„Broda” miał przyjść do prokuratora i pochwalić się na temat swojej wiedzy w zakresie zabójstwa gen Papały. „Około 2005 roku – jak opowiadał „Kapusta” – mieli spotkać się ze Sławkiem i razem śmiać się, że o sprawę zabójstwa Papały został oskarżony Bogucki (dziś uniewinniony od zarzutu). Opala i „Broda” mieli jakoby wiedzieć, że za zabójstwem Papały stoi dwóch „ruskich” – Sasza i Siergiej. Opala miał widzieć u jednego z nich broń, z której zastrzelono generała. Te rewelacje nie znalazły potwierdzenia w akcie oskarżenia wobec Sławka. A sprawa zabójstwa Papały jest do dziś niewyjaśniona, acz często przewija się jako karta przetargowa różnych świadków koronnych (bądź kandydatów na), z różnymi bohaterami i spiskowymi teoriami tego morderstwa.

Z aktu oskarżenia, słowo w słowo za „Brodą”: „Według Piotra K. Opala był nadaktywnym typem funkcjonariusza o mentalności bandyty, miał tendencje do używania siły oraz broni. Był agresywny, brutalny zwłaszcza pod wpływem narkotyków. Pierwszym zleceniem wydanym przez Piotra K. dla Sławomira Opali było sprawdzenie, czy jest on poszukiwany i jaka jest podstawa poszukiwań. Praktycznie od początku Opala wiedział, że Piotr K. jest poszukiwany listem gończym. Za przekazywane informacje Opala otrzymywał od „Brody” pieniądze w kwotach od 200 do 3000 dolarów. Bywało również, że za dokonanie na przykład wymuszenia otrzymywał nawet po 6000 dolarów. Otrzymywane pieniądze przeznaczał na imprezy, kobiety oraz narkotyki, od których stawał się coraz bardziej uzależniony. Kokainę Opala otrzymywał również od „Brody” za darmo, w ramach wzajemnych rozliczeń. Według zeznań świadka koronnego Sławomir Opala otrzymywał co najmniej kilogram kokainy o wartości czarnorynkowej około 30 000 dolarów. Ostatni przypadek zażycia narkotyków miał miejsce wiosną 2006 roku w pubie „Desperado” w Warszawie”.

Opala miał kontaktować się z „Brodą” – wówczas poszukiwanym listem gończym. Policjant tłumaczył to tym, że zapoznał „Brodę” jako Piotra S. Dopiero po czasie poznał jego prawdziwą tożsamość; nigdy też formalnie „Brody” nie zarejestrował jako agenta. Kolejnym zarzutem było nielegalne posiadanie broni i narkotyków, organizowanie napadów i wymuszeń rozbójniczych. Oraz przynależność do grupy pruszkowskiej.

Ile nam zostało życia

 Opala postanowił poddać się dobrowolnej karze, bez mozolnego procesu karnego. Dostał wyrok – jak mówi jego obrońca, symboliczny – 2 lata i sześć miesięcy pozbawienia wolności.

Mieliśmy powołać świadków. Miałem dowódcę Sławka, jego szefostwo. Wszyscy by zeznali na jego korzyść. Sławek przyjął informację o mojej chorobie bardzo źle, był zszokowany – mówi mecenas Morawiec, który w czasie, kiedy miał się rozpocząć proces Opali, dowiedział się o ciężkiej chorobie. – Po spaleniu papierosa stwierdził, że może warto zakończyć, przyznać się – mówił. – Mamy świadków, będą zeznawać na twoją korzyść, przekonywałem go – dodaje Morawiec. – „A jeżeli przegramy?” – martwił się Sławek: „Liczy się każdy dzień, nie wiadomo, jak to będzie jutro, ile nam zostało”. Powiedziałem mu, że ma to jakiś sens, poza medialnymi pomyjami, jakie na ciebie wyleją w związku z przyznaniem się, to dla ogółu społeczeństwa będziesz winny – wspomina Maciej Morawiec.

Opala miał to gdzieś. Z wyjątkiem zarzutu sprzedajności, donoszenia na swoich kumpli. Dla oficera tego wydziału, który wchodziłby w układ z bandziorami, to jest sprzedanie swoich kumpli, narażanie ich na niebezpieczeństwo. Chciał tylko, żeby zdjęto mu ten zarzut, nie mógł się z tym pogodzić.

Myślę, że ta kwestia zaważyła na całym jego późniejszym życiu, i śmierci – konstatuje mecenas Morawiec i dodaje: – Prokurator chyba też się ucieszył z tego Sławka przyznania się, poddania karze.

Doklepać zabójstwo

„Broda” vel „Kapusta” był wówczas lansowany na najważniejszego świadka koronnego w Polsce: – Praktycznie w każdą bzdurę mu wierzono – mówi Morawiec. – Gdyby nie łódzka prokuratura, myślę, że poszliby po linii „Brody” i tak zostałaby „wyjaśniona” sprawa Papały. Temat Papały doszedł nam dodatkowo – wspomina moment rozważania przez prokuraturę postawienia zarzutu zabójstwa Papały, mecenas Morawiec. – Prokurator Skrzynecki ściągnął „Brodę” i przekonywał: dawaj coś jeszcze. Zeznał, że w pokoju operacyjnym [według słów „Brody” wynajętym 150 m od mieszkania Papały przez Sławka – red.] siedziało dwóch ruskich, którzy mieli mieć broń, z której zastrzelili generała Papałę. Oczywiście tej broni nie znaleziono, sam „Broda” nie zapamiętał, jaka konkretnie miała być to broń, choć zaopatrywał w nią cały „Pruszków”. Ale tej nie rozpoznał. Dla nas to było śmieszne. Sławek też śmiał się z tego. Z jednej strony zarzut poważny: zabójstwo generała policji, a z drugiej: dawano szansę w procesie na skompromitowanie świadka koronnego.

W tym czasie „Broda” zadzwonił do mecenasa Morawca, chcąc przekazać przez niego pieniądze dla Opali. Czy była to prowokacja ze strony świadka koronnego, próba łapówki? Sprawę umorzono.

Opala dostał karę symboliczną. 2 lata i 6 miesięcy pozbawienia wolności.

Siedział na „enkach” (oddział dla niebezpiecznych więźniów). Co 3 miesiące zbierała się komisja, przed którą stawał i sprawdzano, czy nie zwariował.

To nie to samo, co dobrowolne zamknięcie się w łazience. A Sławek był taki, nie dałby sobie napluć, mogłoby dojść do spięcia. Było to posunięcie mające na celu jego bezpieczeństwo w zakładzie karnym – wyjaśnia powód wrzucenia Sławka na „enki” Morawiec.

Nie chciał niczyich odwiedzin. Mówił, że to nie jest świat dla rodziny. A sama „enka” dawała Sławkowi bezpieczeństwo, spokój. Nikt mu niczego nie zabierał, do niczego nie zmuszał. Ale to też obwarowania – po podstawowe zakupy do kantyny szedł w łańcuchach, w obstawie antyterrorystów.

To najgorsze, co może przydarzyć się policjantowi. Pójść do więzienia.

Ostatni akord

Po wyjściu próbował wrócić do normalnego funkcjonowania. W jego przypadku, z tym zarzutem, po dosiedzeniu całego wyroku na „enkach” nie było to takie łatwe. – Mówił, że nie może się przestawić na właściwe tory, normalne funkcjonowanie – mówi Morawiec. Zaczynał jakieś biznesy, myślał o nowej pracy.

Myślałem, że jest lepiej. Mówił, że budzi się w nocy, ma problemy ze spaniem. Nie pił, na pewno nie tak, jak kiedyś. Zaczął rozmawiać o pracy, o spisaniu wspomnień.

Maciej Morawiec miał namawiać Opalę na pisanie ich, kiedy ten był jeszcze w zakładzie karnym. Sławka można jednak znaleźć w pierwszym „Pitbullu” – dialogi zostały stworzone na podstawie tego, co i jak mówił Opala. Patryk Vega przychodził na spotkanie z nim i zapisywał całe frazy. Prawdopodobnie samych wspomnień, spisanych ręką Opali, nie ma. Nie zdążył.

Zaczął chodzić na imprezy, spotykać się ze znajomymi. Próbował wejść w nowy biznes, raz było dobrze i wierzył, że się uda. Potem uciekał od ludzi. Życie po zarzutach, po więzieniu przerosło go.

Napisałem wniosek o ułaskawienie. Nie chciał niczyjej pomocy, nie pozwolił mi tego wniosku wysłać – pamięta Maciej Morawiec.

Na jego pogrzebie zostało odtworzone nagranie z imprezy sprzed tygodnia – wszyscy uśmiechnięci, Sławek opowiadał kawały. Ale widać, bardzo głęboko w nim to tkwiło. Zarzut przekupstwa na rzecz gangsterów i ich pieniędzy.

Na pogrzebie zjawili się jego koledzy. Koledzy z czasów Rutkowskiego, paru porwanych, których udało się wyciągnąć – mówi Maciej Morawiec. Nigdy nie wątpili w niewinność Opali. – Sławek, nie przejmuj się, wiemy jak było, zapewniali. Jak chodzi o środowisko profesjonalistów, nikt nie brał tego poważnie. Zadzwonił do mnie jego brat. „Sławek popełnił samobójstwo. Powiesił się”. Widać, nie było to tak łatwe, aby zapomnieć o tym oskarżeniu, nie spłynęło to po nim – wspomina ten dzień mecenas Morawiec. To był wstrząs dla wszystkich bliskich Sławka.

W ostatnich dniach był związany z kobietą, ona do dziś nie wierzy w śmierć Sławka. Uważa, że to wszystko było mistyfikacją, że Sławek gdzieś żyje.

Piotr. K. jest dziś poszukiwany. Wciąż ma status świadka koronnego. Zarząd Ochrony Świadków Koronnych nie wie, gdzie przebywa. Jego zeznania są lekturą tyleż mało ambitną, co całkiem zabawną. Występuje w nich wielu bohaterów, w tym żon całkiem znanych polityków, z którymi „Broda” vel „Kapusta” miał mieć zażyłe stosunki. Oskarża wiele osób, ale życie złamał jednej. Nie poniósł za to żadnej odpowiedzialności.

„Postrzegany był jako funkcjonariusz uczciwy, rzetelny i bardzo koleżeński. Ponadto był pomocny młodszym stażem współpracownikom. Nie ograniczał się do ustawowego czasu pracy. Z powierzonych obowiązków służbowych wywiązywał się bardzo dobrze, należał do wyróżniających się pracowników zespołu, w którym pracował. W zgodnej opinii kierownictwa i pracowników Wydziału do Spraw Zabójstw KSP, komisarz Sławomir Opala dzięki swoim sukcesom zawodowym i osobowości jest wzorem do naśladowania nie tylko jako funkcjonariusz policji, ale przede wszystkim jako człowiek” – napisał w opinii służbowej o Sławku Opali Marek Dyjasz, ówczesny naczelnik Wydziału Zabójstw KSP, kiedy Opala odchodził ze służby.

On tę pracę policyjną kochał, stąd cała jego późniejsza tragedia. Tacy ludzie są, byli i będą – puentuje mecenas Morawiec.

Gabriela Jatkowska

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ