Duńczycy ześlą migrantów na bezludną wyspę nieopodal Polski

0

Dania ześle niechcianych uchodźców na wyspę na Bałtyku niecałe 190 km od polskiego wybrzeża. Trudne warunki mają zmusić wygnańców do wyjazdu. Kopenhaga znowu testuje granice prawa międzynarodowego.

Bałtycka wysepka Lindholm u wschodnich wybrzeży Danii ma mniej niż 7 hektarów powierzchni. Teraz znajduje się na niej ośrodek badania zwierzęcych chorób zakaźnych, czyli laboratoria, stajnie i krematorium. Nie jest więc przypadkiem, że jeden z dwóch promów, które nieregularnie przybijają tam do nabrzeża nazywa się „Wirus”.

Nikt nie chciałby na stałe mieszkać na Lindholm i dlatego wysepka stała się tak atrakcyjna dla polityków. Rząd w Kopenhadze wyda ok. 100 mln euro na dostosowanie zabudowań do wymogów ośrodka dla niechcianych azylantów, który ma zostać uruchomiony w 2021 r.

Nie oznacza to wcale poprawy warunków życia. Wręcz przeciwnie. Ok. 100 cudzoziemców będzie borykać się z niewygodami i celowymi utrudnieniami. Ograniczona zostanie nawet i tak niewielka liczba połączeń promowych. Co więcej, każdy z „zesłańców” będzie miał obowiązek codziennie meldować się w centrum pod groźbą kary więzienia.

Duńscy politycy otwarcie mówią, że zamierzają uczynić życie mieszkańców Lindholm możliwie jak najdroższym i najtrudniejszym. Na wyspę trafią cudzoziemcy skazani wyrokami sądu, którzy z jakiegoś powodu nie mogą powrócić do krajów pochodzenia. Ludzie ci mają z pełną surowością odczuć, że w Danii nie są mile widziani.

Pomysł ośrodka dla niechcianych azylantów jest wynikiem kompromisu między centroprawicowym rządem a prawicową Duńską Partią Ludową. Tego rodzaju porozumienia zawierane są już kolejny rok tuż przed debatą budżetową, podczas której prawica uzyskuje zgodę na zaostrzenie przepisów antyimigracyjnych w zamian za poparcie rządu w kluczowym głosowaniu.

Politycy w Kopenhadze z rozmysłem testują granice prawa międzynarodowego określającego warunki udzielania pomocy uchodźcom. Każdy ma prawo złożyć wniosek o azyl i odpowiednio go udokumentować. Ludzie uciekający przed wojnami i prześladowaniami, którzy mogą dowieść prawdziwości swoich roszczeń i nie stanowią zagrożenia dla społeczeństwa otrzymują odpowiednie świadczenia.

Duńczycy nie mają natomiast litości dla przestępców, którzy nie otrzymują pozwolenia na pracę. Z kolei ludzie, których wnioski zostały odrzucone są deportowani. Jeśli ktoś się na to nie godzi, trafia do ośrodka, w którym zapewniony ma dach nad głową, wyżywienie i kieszonkowe rzędu 1 euro dziennie. Wystarczy jednak narazić się władzom, aby zostać pozbawionym nawet tej niewielkiej wypłaty.
Mimo tego kilkuset niedoszłych azylantów odmawia wyjazdu z kraju i wegetuje w specjalnych ośrodkach. Uprzykrzanie im życia ma pomóc rządowi zrealizować obietnicę pozbycia się z Danii ludzi nieuprawnionych do przebywania w kraju.

Opozycja krytykuje pomysł zbudowania ośrodka dla „zesłańców” na wyspie Lindolm twierdząc, że to nierealistyczny plan, który niczego nie rozwiązuje. Z kolei obrońcy praw człowieka zamierzają uważnie przyglądać się poczynaniom rządu, żeby stwierdzić, czy rzeczywiście nie przekracza przepisów prawa.

Źródło: wp.pl

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ