LWÓW: Rosyjska prowokacja czy propolski protest

0
54
Policja zatrzymała uczestników akcji, która miała na celu obronę Polaków na Ukrainie. Jej uczestnicy w środę zablokowali odcinek trasy Lwów-Warszawa w miejscowości Grzęda, w rejonie żółkiewskim obwodu lwowskiego. Uczestnicy poniosą odpowiedzialność administracyjną za niepodporządkowanie się stróżom prawa. - poinformowała agencja Ria Novosti.
Jak podają ukraińskie media, w środę zablokowano trasę Lwów-Warszawa. Według informacji mediów, 80 uczestników akcji zostało przewiezionych na posterunek policji w celu ustalenia ich tożsamości.

-Mogę potwierdzić, że doszło do zamknięcia drogi w miejscowości Grzęda, w rejonie żółkiewskim. Kilka osób zostało dostarczonych na posterunek policji w celu ustalenia ich tożsamości. Uczestnicy zostaną pociągnięci do odpowiedzialności administracyjnej za niepodporządkowanie się funkcjonariuszom policji — powiedział Ria Novosti rzecznik prasowy obwodowego zarządu Narodowej Policji Ukrainy i dodał, że trasa została odblokowana o 12:30.
-Służba Bezpieczeństwa Ukrainy postrzega akcję jako prowokację Rosji — oświadczył przedstawiciel SBU Ołeksandr Tkaczuk. -Według naszych danych, ta prowokacja jest częścią zaplanowanej operacji informacyjnej mającej na celu zasianie nienawiści między ukraińskim i polskim narodem. Jest rzeczną oczywistą, że to nieudana próba, prowokacja, która stanowi element rosyjskiej operacji informacyjnej — powiedział Tkaczuk na briefingu transmitowanym przez kanał telewizyjny 112 Ukraina.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy twierdzi, że akcja miała związek z ostrzałem Konsulatu Generalnego Polski w Łucku. Gdyż blokada drogi we Lwowie została przeprowadzona zaraz po ostrzale polskiej placówki dyplomatycznej. Narodowa Policja Ukrainy jest przekonana, że akcja w obronie Polaków, w czasie której doszło do blokady trasy, była prowokacją, i brali w niej udział bynajmniej nie Polacy, lecz narkomani i miejscowi uczniowie, którzy otrzymali za swoją pracę wynagrodzenie.

Jak twierdzi szef regionalnego zarządu policji Walerij Sereda - Po otrzymaniu wynagrodzenia w wysokości 50-100 hrywien, około 150 uczestników chodziło po przejściu dla pieszych, po czym zablokowało trasę.
Uczestnicy protestu trzymali w rękach plakaty z hasłami: „Skończcie z ludobójstwem Polaków na Ukrainie”
- Wśród nich nie było ani jednego Polaka — oznajmił Tkaczuk.

Lider akcji Taras Kmieć powiedział, że uczestnicy występują przeciwko łamaniu praw Polaków na Ukrainie i bezczeszczeniu polskich miejsc pamięci: - Chcemy, aby Polska zwróciła uwagę na to, jak się nas tu poniża i łamie nasze prawa. Strzela się w nasze instytucje rządowe. Niedługo do nas zaczną strzelać.

NS

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ