SPRAWA EWY TYLMAN: Przemilczana prawda

0
7038
Dokładnie 15 miesięcy temu zaczęliśmy zajmować się tą sprawą, gdy wszyscy mówili, że Adam Z. to morderca, który zgnije w więzieniu. Dla nas wersja policji wydawała się niemożliwa i mówiliśmy to nie dlatego, że nam się tak wydawało, ale na podstawie zebranych dowodów. Ostatnie tygodnie spędziliśmy na przeczytaniu całego aktu oskarżenia oraz kilkudziesięciu tomów akt. Nikt inny tego nie robi.
Nie rozumiemy, jak można było wyrywać zdania z prywatnych rozmów Adama Z., świadków, rodziny lub po prostu –  cytując kilka przeczytanych w akcie zdań – rzucać złe światło na oskarżonego bez żadnych dowodów.
Największe i najbardziej wpływowe media przez 15 miesięcy kreowały Adama Z. jako pozbawionego skrupułów mordercę, bez zagłębiania się w szczegóły. Będąc w sądzie, w przerwach słyszeliśmy tyle nieobiektywnych informacji ze strony innych dziennikarzy, że zastanawiamy się, czy Ci ludzie dobrze wybrali swój zawód. Kiedyś zawód dziennikarz miał znaczenie, i prestiż. Niestety teraz widzimy tylko kopiarzy tekstów szukających taniej sensacji.
Rozbieżne zeznania
 Czytając już pierwsze strony aktu oskarżenia prokurator Magdaleny Jareckiej widzimy nieprawidłowości: „Jeszcze w dniu 22 listopada 2015r., chwile przed godziną 21:40 Adam O. ze swojego prywatnego telefonu o numerze 782……, zadzwonił na numer 790…… użytkowany przez Ewę Tylman. Przez chwile rozmawiali. Rozmowa dotyczyła tego, czy ma przyjechać po nią, czy też ma iść spać. Ewa powiedziała wówczas, że będzie za godzinę i że wróci taksówką”.
Jednak na trzeciej rozprawie 17.02.2017 r., Adam O. zeznaje pod przysięgą zupełnie coś innego. Składając wyjaśnienia powiedział, że zadzwonił do Ewy Tylman ok. godziny 22:00 z pytaniem, czy dotarła bezpiecznie do Galerii MM?
Nasuwa się pytanie, po co dzwonił do niej od razu po tym gdy dziewczyna weszła do lokalu, i po co telefonował do niej z pytaniem, czy dotarła bezpiecznie na miejsce, skoro jak sam zeznał zawiózł ją tam razem ze swoim kolegą Arkadiuszem T. Na sali rozpraw Adam O. mówi: „Następnie dzwoniłem do niej ok. godziny wpół do pierwszej i wtedy Ewa powiedziała, że wróci taksówką, żebym po nią nie przyjeżdżał.”  Czy jest to błąd pani prokurator Jareckiej, czy też świadek zeznaje nieprawdę?
Po złożonych wyjaśnieniach zostają odczytane zeznania Adama O., w których mężczyzna zeznaje jeszcze inaczej. O tej samej rozmowie telefonicznej odnośnie powrotu Ewy taksówką do domu mówi, że odbyła się o 1:47. Powtórzył to w czasie trzech różnych przesłuchań przez policję.
Za każdym razem – po odczytaniu zeznań przez przewodniczącą Magdaleną Grzybek – na pytanie, czy podtrzymuje swoje zeznania i czy świadek tak zeznał, Adam O. odpowiada twierdząco. Dlaczego nikt na sali rozpraw nie wyłapał różnych zeznań chłopaka Ewy Tylman nie zgadzających się również z aktem oskarżenia?
Wyrywanie słów z kontekstu
Zanim skupimy się dokładniej na chłopaku Ewy, cofnijmy się do samego aktu oskarżenia. Czytając go karta po karcie mieliśmy wrażenie, że miejscami jest to lektura o charakterze fantasy. Pani prokurator między innymi umiejętnie wpasowała wyrwane z kontekstu fragmenty smsów między Adamem Z., a jego chłopakiem Dominikiem M. Jednak po odczytaniu wszystkich są one zupełnie niegroźne. Na pewno nie ma w nich mowy o budowaniu obrony przez Adama. Sam Dominik M. wyjaśniał podczas piątkowej rozprawy znaczenie i kontekst smsów z 23.11.2015r.
Również eksperymenty na które powołuje się prokurator Jarecka są bardzo naciągnięte byleby wpasować cokolwiek do swojej wizji morderstwa Ewy Tylman.
Eksperyment z pozorantami „odpowiadającymi” wizualnie Adamowi Z. nijak się ma w rzeczywistości do jego wyglądu. W aktach sprawy znaleźliśmy dane pozorantów. Są to osoby wysportowane, o ponad 20 kg cięższe niż oskarżony, zdrowi, o dobrej kondycji fizycznej, aktywni sportowcy, trenujący biegi długodystansowe oraz sporty walki, chodzący na siłownię, studenci AWF. Pomimo tego i tak nie zmieścili się w czasie, który miał wystarczyć do popełnienia zarzucanego czynu. Sami pozoranci byli wcześniej zapoznani z trasą jaką mają przebiec oraz nie byli w stanie upojenia alkoholowego jak Adam i Ewa. Warto przypomnieć, że Adam.Z choruje na serce, nie może ćwiczyć, ma słabą kondycję fizyczną. Dodatkowo w dniu zaginięcia ważył ok 60 kg. W jednym z tomów akt znaleźliśmy notatkę dotyczącą manekina stworzonego do eksperymentu. Czytamy w nim, że manekin ważył 47,5 kg plus odzież założona na niego 1,7 kg. Natomiast Ewa w dniu zaginięcia ważyła ok. 60 kg – co można było przeczytać na plakatach poszukiwawczych. Nie wiemy jak pozoranci i manekin mają się do rzeczywistości z 23 listopada 2015 r.
Manipulacja monitoringiem
Największą jednak manipulacją w akcie oskarżenia jest ostatnie 6 minut tej nocy. Jak czytamy: „Pomiędzy Ewą, a Adamem doszło wówczas do sprzeczki. Ewa Tylman wystraszyła się pobudzenia seksualnego Adama Z., zaczęła przed nim uciekać”. Pytamy, gdzie pani prokurator widziała ucieczkę Ewy Tylman, bo na żadnym monitoringu tego nie widać.
W aktach spawy znaleźliśmy ekspertyzy monitoringu Hotelu IBIS, na którym w znacznym stopniu Magdalena Jarecka oparła swoje oskarżenia. Nie ma w nich mowy o żadnej ucieczce. Pierwsza ekspertyza została sporządzona 29. 11. 2015 r., o godzinie 22:00 na podstawie dwóch kamer z hotelu:
 „Kamera 5
3:21 pojawiają się przed Skwerem
Łukasiewicza. Idą ul. Mostową w stronę
Mostu. W trakcie przejścia do przystanku
dwukrotnie przystają znajdując się obok siebie.
Po każdym przejściu Ewa Tylman wydaje się
ruszać jako pierwsza do przodu.
3:23:40  Ewa i Adam wchodzą na przystanki
tramwajowe MPK i giną z obrazu kamery 5
3:25:28 pojawia się postać wychodząca od str.
przystanków. Ma jasną górę ciemniejszy
dół. Jest to prawdopodobnie Ewa.
Na kamerze 6 tj. od strony Mostu nie widać
aby ktokolwiek przechodził od strony Mostu św.
Rocha lub szedł od strony przystanków w tamtą
stronę. DOPUSZCZALNA JEST EWENTUALNOŚĆ
WEJŚCIA N/N OSOBY OD STRONY
UL. EWANGELICKIEJ LUB ZEJŚCIA NAD WARTĘ
Postać wchodzi do Parku Łukasiewicza po skośnej
ścieżce i po chwili rozmywa się w parku
Kamera 63:25:58 od strony Mostu św. Rocha wjeżdża białe
auto dostawcze i jedzie w stronę ul. Grobla
Kamera 5 
 
3:26:07 Pojawia się białe auto dostawcze i znika
z pola kamery o 3:26:19 gdy wjeżdża a ul. Grobla
na wysokości salonu fryzjerskiego
3:27:30 od Kazimierza Wielkiego w pole widzenia
kamery białe auto dostawcze typu ducato
Nie można stwierdzić marki.
Następnie jedzie w stronę Mostu św. Rocha
na kamerze 6 widać że auto zawraca za przystankami
i jedzie w Grobla w ślad za Doblo. Znika za narożnikiem
salonu fryzjerskiego 3:28:15
3:29 od Kazimierza Wielkiego widać małe auto
osobowe koloru ciemnego które skręca w ul. Mostową
3:31 z Kazimierza Wielkiego w stronę Mostu jedzie małe
ciemne auto.
3:31:30 za przystankami wychodzi Adam.Z”
Następna ekspertyza z 2.12.2015r., godzina 20:40, jest to opis kamery 5
3:21:15 wchodzi jakaś osoba
w jasnej kurtce, która porusza
się stronę Mostu św. Rocha
3:21:30 z Kazimierza Wielkiego
jedzie ciemny samochód typu
sedan
3:22:00 widać jak w/w osoba w
jasnej kurtce zatrzymuje się na
chwilę na wysokości parku gdyż
nie jest ona widoczna w kadrze
monitoringu
3:22:22 wjeżdża z Kazimierza
Wielkiego biały lub srebrny sedan
kieruje się w stronę Mostu
3:22:40 widać, że osoba w białej
kurtce nie była sama, a szła z
drugą osobą w ciemnej
kurtce. Obie osoby przemieszczają
się chodnikiem od północnej strony
ul. Mostowej w stronę Mostu św. Rocha
Osoba w jasnej kurtce idzie kilka metrów
przed idącą za nią osobą w ciemnej
kurtce. Przy czym osoba w ciemnej kurtce
 idzie szybko i dogania idącą przed osoba
w jasnej kurtce na wysokości kilku
 metrów przed początkiem barierek
 na przystanku Mostu św. Rocha
3:23:15 obie osoby zrównują się
i zatrzymują na wysokości barierek
przystanku tramwajowego.
Po czym o
3:24:40 znikają z kadru idąc w stronę Mostu
3:25:29 widać jak z Mostu schodzi jakaś
osoba ubrana w jasną kurtkę.
Osoba przemieszcza się chodnikiem
po północnej części drogi, z uwagi na słabą
jakość monitoringu nie ma możliwości
stwierdzenia czy jest to ta sama osoba
która zniknęła z kadru o godz. 3:23:40
udając się stronę Mostu św. Rocha
Osoba ta znika z monitoringu o 3:26:00
na wysokości parku przy ul. Grobla
o godzinie 3:27:29 widać białego busa który
wjeżdża od strony ul. Kazimierza Wielkiego
jadąc po łuku w prawo w stronę Mostu
3:28:05 widać jak z Mostu zjeżdża ciemny
samochód który przemieszcza się
stronę ul Grobla
3:31:32 od Kazimierza wjeżdża ciemny nieduży
samochód który przemieszcza się w stronę
Mostu
3:31:36 auto znika z kadru jadąc w stronę
mostu. W tej samej sekundzie w kadrze
pojawia się osoba idąca chodnikiem po
północnej stronie drogi przemieszcza się od
mostu. Osoba ta po ominięciu barierek
wzdłuż przystanku tramwajowego
przechodzi przez ulicę i idzie dalej chodnikiem
po południowej stronie jezdni tj. po stronie
drogi przy której znajduje się hotel IBIS.
Osoba ubrana w ciemną granatową
kurtkę, z kapturem na głownie
niesie torbę na prawym barku. Osoba ta
porusza się w pewnym momencie niepewnym
krokiem w ciągu kilku minut zmienia
kierunek (idzie zygzakiem) znika o
3:32:31 idąc w stronę Kazimierza Wielkiego”.
1
Zasięg kamer hotelu IBIS
Wymyślona ucieczka Ewy
W żadnej z tej ekspertyz nie ma mowy o ucieczce Ewy przed Adamem. Ponadto w  tych ekspertyzach wymieniana jest tylko jedną postać, która schodzi z mostu. Nie widać aby ktokolwiek szedł za nią gdziekolwiek, a tym bardziej w skwer Łukasiewicza. Postać odpowiadająca wizerunkowi Adama. Z schodzącemu z mostu jest widoczna na monitoringu dopiero o godzinie 3:31:36.
Dlaczego więc prokurator założyła, że oskarżony gonił przez skwer Ewę, co widzimy na eksperymencie procesowym? Może pani prokurator wie o jakimś tajnym przejściu podziemnym z Mostu św. Rocha na przystanek tramwajowy, a może Adam Z. – pod wpływem „pobudzenia seksualnego” – włączył swoje super moce i stał się niewidzialny? Jedynymi osobami spoza organów ścigania, które widziały ten monitoring jest brat Ewy Piotr Tylman i kierownik hotelu Ibis Jacek B.
4.12.2015 r., kiedy Piotr Tylman oglądał ten monitoring, sporządził notatkę, w której też nie ma mowy o ucieczce Ewy przed oskarżonym. Za to zanotował, że o godzinie 3:23:39 Ewa i Adam wchodzą razem na most św. Rocha. Wielokrotnie brat wówczas zaginionej wypowiadał się publicznie o tym monitoringu i podkreślał moment, w którym giną z kadru.
W akcie oskarżenia prokurator Jarecka jednak bardziej skupiła się na rzekomej sprzeczce pomiędzy znajomymi niż na faktach. Przyjęła za pewnik niemożliwą do zrealizowania wersję. Nie wzięła pod uwagę faktu, że może Ewa i Adam nie zeszli z mostu św. Rocha, a o godzinie 3:25:29 schodzi całkiem inna osoba.
Również w notatce, którą sporządził Piotr Tylman nie ma opisu zejścia tej postaci, tylko dopiero samego Adama Z. Ciekawym jest fakt, że postać, którą prokurator Jarecka uznaje za Ewę Tylman, a która według ekspertyzy z 2.12.2015 r., o godzinie 3:26:00 znika na wysokości parku przy ul. Grobla powinien zauważyć kierowca samochodu VW Caddy, który przejeżdża od mostu św. Rocha, jadąc ul. Grobla, aby o 3:26:19 zniknąć za narożnikiem salonu Diamante.
W notatce urzędowej z 25.01. 2016 r., czytamy: „Pozwala wytypować, że to VW CADDY SOLID  przejeżdżał przez Skwer Łukasiewicza o 3:26:10 (według Ibisu) w trakcie gdy osoba uznawana za Ewę Tylman weszła w Skwer Łukasiewicza”.  Czy wiadomo. kto jechał autem tej nocy i co zeznał? Niestety nie udało nam się znaleźć tej informacji w aktach. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że osoba jadąca tym samochodem mogła widzieć postać opisywaną powyżej.
2
Samochód marki VW CADDY zarejestrowany na ul. Wierzbowej (czas rzeczywisty ok 3:26:40)
Nie było Ewy, a był jej zapach
 Prokurator w akcie oskarżenia uzasadnia udział Adama Z. w zabójstwie Ewy Tylman na podstawie kolejnego eksperymentu. Przeprowadzonym w 17.02.2016r z psami. Miało to miejsce  po prawie trzech miesiącach od zdarzenia, na otwartej przestrzeni, w centrum miasta, przy dużym natężeniu ruchu pieszych.
Zdania co do wiarygodności eksperymentu, w takim miejscu, po tak długim czasie są podzielone.
Pani prokurator skupiła się jedynie na psie, który złapał trop nad Wartą, bagatelizując psa, który podjął trop na moście św. Rocha: Z całą pewnością zapach ten był na moście, albo pod mostem, unosił się w powietrzu i nie szedł w innym kierunku. Pies czuł, że zapach nie kończył się przy ochronnej taśmie i samodzielnie-czując zapach Ewy Tylman-skierował się na most. Na końcu mostu zapachu już nie było więc pies zaczął się kręcił w kółko…. Pies Hippie czuł zapach mocniejszy na moście, aniżeli przy taśmie zabezpieczającej teren, która znajdowała się przy wejściu na most”.
Magdalena Jarecka tłumaczy: „Analiza pracy obu psów, z których pierwszy wszedł na most św. Rocha składa się w logiczną całość. Zapach z mostu, który jest wyżej opada w dół, a pies wchodząc na most musi podjąć decyzję, czy iść na dół czy też do góry. Miejsca wskazane przez oba psy znajdują się w bliskiej odległości, a więc zapach unoszący się w powietrzu był tożsamy”.
 Jeśli więc według prokurator Jareckiej nie było wejścia na most, to jakim cudem zapach z tego mostu mógł opaść na dół?
Po przeczytaniu tej analizy bardziej logicznym wydaje się, że Ewa Tylman weszła na most, a zapach jej opadł na dół, jak sama prokurator podkreśliła w uzasadnieniu.
Ciekawe jaki trop w pierwszych dniach po zaginięciu podjął poznański pies policyjny?
Zniszczono dowody
 Wątpliwości co do działań śledczych jest o wiele więcej.
  Jak można było zniszczyć rzeczy, w których znaleziono zwłoki Ewy Tylman, tłumacząc, że jest to materiał potencjalnie zakaźny, stanowiący zagrożenie mikrobiologiczne oraz epidemiologiczne, skoro nie ustalono przyczyny jej śmierci ani okoliczności?
Moglibyśmy przytoczyć wiele spraw, w których po latach sięga się po próbki zabezpieczone przy ciele ofiary. W wielu z nich dzięki tym materiałom udało się ustalić sprawcę przestępstwa. Jak czytamy: „Postanowieniem z dnia 05.09.2016r., Sąd Okręgowy w Poznaniu zarządził ich zniszczenie w całości”.
Podkreślmy, że przy braków dowodów co do okoliczności śmierci oraz sekcji, która nie ustaliła przyczyny zgonu Ewy Tylman, prokuratura odrzuciła wniosek pokrzywdzonych, o ponowne przebadanie próbek w niezależnym instytucie w Krakowie.
Może rzeczywiście ta sekcja została przeprowadzona tak, żeby nic nie wykryć? I być może teraz – kiedy w świetle wątpliwości Sądu, co do przedstawionego przez prokurator Jarecką oskarżenia – zasadne będzie ponowne złożenie takiego wniosku. Wszelkie wnioski dowodowe może składać obecnie każda ze stron, również Sąd może przeprowadzić taki dowód z urzędu.
Co policjant wie o upojeniu
Prokurator Jarecka w akcie oskarżenia nie bierze zupełnie pod uwagę stanu w jakim znaleźli się Ewa i Adam. W świetle zebranych dowodów, monitoringów, wydruków z kart bankowych, które znajdują się w aktach oraz rozmów ze świadkami wiemy bardzo dokładnie ile tej nocy oboje wypili.
Stworzyliśmy symulacje stanu upojenia alkoholowego oskarżonego i zmarłej na podstawie: ilości wypitego alkoholu, rodzaju, wagi, wzrostu, płci, czasu spożywania, spożytych posiłków. Bezsprzecznie wynik dla obu jest szokujący. Największe stężenie alkoholu mieli około godziny 3:00, tj. ponad 4 promile alkoholu we krwi! Dla kobiety może być to dawka śmiertelna, tym bardziej, gdy choruje  na tarczycę i przyjmuje leki.
W aktach znaleźliśmy notatkę urzędową policjanta prowadzącego śledztwo pana Pawła B., który sugeruje w niej, że Adam jest kłamcą, bo po dwóch godzinach spędzonych na dworze powinien już dawno wytrzeźwieć i wszystko pamiętać. Na jakiej podstawie to stwierdził?
 Z naszej analizy wynika, że Adam do godziny 6:00 miał nadal 4 promile alkoholu we krwi. Są to tylko domysły Pawła B., tymczasem jego „złote” myśli znajdujemy w aktach sprawy.
Mamy nadzieję, że zostanie powołany odpowiedni, niezależny biegły, który ustali stopień upojenia alkoholowego – biorąc pod uwagę monitoringi , zeznania świadków w tym barmanów oraz zestawienia bankowe. Wydaje się to zasadne, w kontekście przeprowadzonego eksperymentu z trzeźwymi pozorantami oraz możliwego zarzutu nieudzielenia pomocy.
ewa promile1
Wynik upojenia alkoholowego Ewy Tylman
adam prom1
Wynik upojenia alkoholowego Adama Z.
Kasowanie i czyszczenie
Jak już  wspomnieliśmy, niejasności wynikły również w czasie zeznań chłopaka Ewy Tylman, Adama O. – agenta Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Oprócz połączeń telefonicznych nadal nie wyjaśniony jest fakt przekazania laptopa Ewy Tylman przez Adama O.
25 listopada 2015 r. – jak zeznał chłopak Ewy –  skontaktował się z nim przypadkowy mężczyzna, który numer do niego miał z plakatu o zaginionej. Zgłosił się z chęcią pomocy ustalenia lokalizacji telefonu Ewy Tylman za pomocą konta gmail.
Plakaty wisiały zaledwie jeden dzień, a tu już zgłasza się chętny do pomocy? Najdziwniejszy jest fakt, że na co dzień ostrożny  agent ABW powierzył – bez żadnej kontroli i nadzoru – laptopa swojej dziewczyny całkowicie obcej osobie na dwa dni. A tymczasem zmienił swój numer telefonu ze względu na połączenia od – jak sam powiedział – „domorosłych detektywów”. Czy nie mógł oddać tego laptopa wykwalifikowanemu specjaliście zajmującego się komputerami w ABW? W dniu przekazania tego laptopa panu Michałowi, ktoś przypisał do Ewy konta gmail innego maila nowekontotestowe…..com. Od tego momentu wszystkie przychodzące do Ewy maile przechodziły przez nowe konto. Czy oprócz przypisania nowego maila zrobił on coś jeszcze?
Skontaktowaliśmy się z panem Michałem, ale ten odmówił komentarza, dodając że nie znał wcześniej Adama O. i Ewy Tylman. Jak czytamy w akcie oskarżenia: „Z kolei z opinii biegłego z dziedziny informatyki z dnia 09.02.2016r., wynika, iż podczas badania zabezpieczonego od Dawida Tylmana w dniu 18.12.2015r., notebooka marki HP Pavillon o numerze 5CH…… należącego do Ewy Tylman………..Brak możliwości ujawnienia usuniętych plików może wynikać z faktu, że pliki nie zostały usunięte, a jedynie ich treść została wyczyszczona.
Kto wykasował te pliki tak, że biegły z zakresu informatyki nie potrafił ich odzyskać  Co one zawierały i komu mogło zależeć na ich usunięciu? Pytanie kim jest pan Michał? Czy zajmuje się profesjonalnie odzyskiwaniem danych z komputerów? Czy oprócz dostępu do konta gmail miał on dostęp do innych internetowych kont Ewy Tylman? Trzeba dodać fakt, że gmail Ewy był całkowicie wyczyszczony z wiadomości i plików, podobnie jak jej komputer.
Chciał mieć ostatni ślad
Adam O. na przesłuchaniu z dnia 17.12.2015 r., wspomina o obejrzanym przez siebie monitoringu z MPK oraz monitoringu miejskim, do którego jest dostęp w obrębie linii tramwajowych. Zeznał, że zrobił zdjęcie Ewy z tego monitoringu tłumacząc:  „Chciałem mieć taki ostatni ślad po Ewie dla siebie”. Jaki „ostatni ślad” miał na myśli? Adam O. wiedział już kilka dni po zaginięciu, że już nigdy więcej nie będzie miał okazji zrobić zdjęcia swojej dziewczynie? Że nigdy więcej jej nie zobaczy? Zeznał również przed sądem, że ich związek był udany, powiedział, że przypominał sielankę. Jak to ma się do faktu zdrad Ewy z policjantem Dawidem G., o których wiedział Adam O., i o których zeznawał przed wymiarem sprawiedliwości? Czy po cichu godził się na ten romans? Czy może wręcz przeciwnie, nie mógł znieść, że inny mężczyzna ma ją w swoich ramionach?
W prywatnej rozmowie jedna z koleżanek Ewy z drogerii zupełnie inaczej przedstawiła „sielankę” jaką opisywał Adam O. Według niej Ewa nie była szczęśliwa w tym związku, dochodziło pomiędzy nimi do kłótni i rękoczynów, o czym mówili po cichu jej współpracownicy. Adam O. nie znał tak naprawdę prawdziwych znajomych Ewy Tylman. Może dlatego, że nie układało się między nimi, nie brała go ze sobą na wyjazdy, spotkania i imprezy, a spędzała czas z Dawidem G. i resztą paczki ? Może tylko przy nich tak naprawdę mogła być sobą?
W aktach znajdujemy informacje o zabezpieczonych dowodach od Adama O. Z całą pewnością były sprawdzane pobieżnie, pewnie ze względu na jego pracę w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zapewne to tłumaczy, dlaczego tak późno zabezpieczono jego samochód i rzeczy Ewy  oraz wyjaśnia fakt, że tak naprawdę nie przeszukano jego mieszkania, że powierzchownie sprawdzono mu telefon. Jako agent ABW mógł odmawiać odpowiedzi na niewygodne pytania zasłaniając się tajemnicą służbową, wykorzystał to i nie odpowiedział na pytanie, dlaczego Ewa nie chciała się z nim przeprowadzić do innego mieszkania. Czy gdyby nie miało to, żadnego znaczenia musiałby zasłaniać się tajemnicą służbową? Dlaczego ze strony policji nie padła propozycja wariografu dla niego? Mógłby udowodnić w 100 procentach, że tego wieczora rzeczywiście grał w grę na komputerze, a następnie zasnął.
Zeznawał jakby był wyuczony
W trakcie przesłuchania Adam O. odnieśliśmy wrażenie, że odpowiadał mechanicznie, bez emocji, krótkimi zdaniami. Jakby Ewa nic dla niego nie znaczyła, a przecież byli parą przez kilka lat, mieli tyle planów, o których wspomniał na rozprawie.
W swoich zeznaniach Adam O. zaprzeczył, by to on wysłał smsa o okupie do rodziny Ewy Tylman w pierwszych dniach po zaginięciu. Jednak, jak czytamy w aktach, sms o okupie został wysłany z okolicy dworca PKP w Koninie. Osoba wysyłająca tego smsa loguje się trzykrotnie do nadajników BTS znajdujących się w najbliżej okolicy. Jeden z nadajników oddalony jest o zaledwie 50 metrów od miejsca zamieszkania Adama O. w Koninie. Czy rzeczywiście Adam O. nie ma nic wspólnego z smsem o okupie? Czy to przypadek, że ten numer loguje się właśnie tam? A może ktoś chciał aby podejrzenia padły na niego?
Trzeba dodać, że 17.02.2017 roku, zaraz po Adamie O.  wyjaśnienia składał partner Adama Z. Jego zeznania nie pozostawiają wątpliwości co do działań policji w tej sprawie. Dominik M. zeznał, że policjanci również na nim wymuszali określone zeznania – szykanując chłopaka już na pierwszym przesłuchaniu. Podstępem nastawiali ich przeciwko sobie. Jest to kolejna osoba w tej sprawie w stosunku do której policja przekroczyła swoje uprawnienia. Pytanie, dlaczego tak bardzo zależało śledczym aby Adam Z. przyznał się do winny?
Ewa była zaczepiana
W którymś z tomów akt znaleźliśmy pierwszy list oskarżonego do prokurator. Przeczytaliśmy w nim miedzy innymi, że jeden z uczestników imprezy przekazał Adamowi informacje, że Ewę i oskarżonego zaczepił mężczyzna w średnim wieku, gdy  wychodzili z klubu Mixtura, że ktoś użył do Ewy słów: „przeleciałbym cię”. Sam Adam Z. tego nie pamięta, a relacjonuje jedynie informacje, których dowiedział się przed aresztowaniem.
Zastanawia fakt, że tego wieczoru najpierw ktoś zaczepia „paczkę” pod galerią MM, później już bezpośrednio samą Ewę zagaduje nieznajomy w Pijalni Wódki i Piwa. Następnie gdy dziewczyna przemieszczała się po Starym Rynku na ul. Wrocławską zaczepia ją znów nieznajomy mężczyzna, idzie za nią aż do Mixtury, tam po kilku minutach znika z kamer monitoringu. Czy był to ten sam mężczyzna?
Zastanawiające jest to w kontekście listu Adama do prokurator Jareckiej oraz kolejnej notatki urzędowej znalezionej przez nas w aktach. Czytamy w niej, że na komisariat policji Nowe Miasto w grudniu 2015 r., zgłosiły się dwie młode kobiety. Gdy  bawiły się w Pijalni Wódki i Piwa zaczepiał je mężczyzna w wieku 40-50 lat, szczupły, pełne zęby, wysoki, ok. 180 cm, pociągła twarz, odstające uszy. Miał na sobie niebieską kurtkę, czerwone buty, jeansy, żółty zegarek oraz okulary z żółtymi bocznymi oprawkami. Młode kobiety zwrócił na niego uwagę nie tylko dlatego, że pod pretekstem postawienia drinka mężczyzna ten składał im niemoralne propozycje, ale również dlatego, że miał na tapecie telefonu zdjęcie Ewy Tylman. Chciał aby wyszły z nim z lokalu i odjechały taksówką w pewne miejsce. Pani Dominika, która zgłosiła tę sytuację policji, w rozmowie z nami dodała, że mężczyzna był bardzo dziwny, po tym jak został wyproszony z lokalu przez ochroniarza obserwował je przed lokalem, przez szybę jeszcze około 30 minut. Czy był to ten sam mężczyzna, który śledził, 23 listopada 2015 roku, Ewę Tylman?
Historia ta jednak dalej „kurzy się” w tomach akt, i nie została sprawdzona dokładnie.
Adam wychodzi na wolność
3
Ogłoszenie decyzji o wypuszczeniu z aresztu
20 lutego Magdalena Grzybek wydała decyzję o zwolnieniu Adama Z. z aresztu.  Tym samym jest to porażka poznańskiej prokuratury i organów ścigania.
4
Adam.Z wraca po 15 miesiącach do domu
W naszej opinii  skład sędziowski nie dał wiary zeznaniom policjantów, wobec których nadal toczy się postępowanie oraz eksperymentom procesowym. W końcu zauważono, że w świetle zebranych dowodów, nie ma podstaw aby Adam dalej przebywał w areszcie. Nie ma mowy o jakimkolwiek logicznym ciągu zdarzeń, o których mówi prokuratura i oskarżyciele, których notabene nie było na ogłoszeniu postanowienia Sądu.
Przed nami jeszcze wiele terminów rozpraw, na których zeznawać będą m.in uczestnicy imprezy z 22 listopada 2015 r. Jednak po zapoznaniu się z aktami sprawy w naszej opinii nie wpłyną one na skazanie Adama Z.
– Żal mi Ewy Tylman, bardzo szkoda mi tej dziewczyny. W jaki sposób Ewa zginęła, tego nie wiem. Często zadaje sobie pytanie, jak do tego doszło, i nie znajduję  na nie odpowiedzi  –  mówi mecenas Ireneusz Adamczak, obrońca Adama Z.
 Wierzymy, że kiedyś  jej  tajemnicza śmierć zostanie wyjaśniona.
6
dziennikarze magazynu Reporter

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ