Niekończący się serial

0
254

W 1964 roku ukazała się powieść braci Strugackich „Poniedziałek zaczyna się w sobotę”. Książka, która stała się inspiracją dla kolejnych pokoleń autorów powieści science fiction. Niektórzy – jak chociażby Terry Pratchett autor „Świata Dysku” – garściami czerpali fabułę z „Poniedziałku” i przenosili ją do swoich powieści.

Można także zaryzykować twierdzenie, że nie byłoby światowego bestsellera, jakim jest „Świat Dysku” bez Strugackich. Mało tego – nie byłoby także Harry Pottera, gdyby J.K. Rowling nie ściągnęła szkoły dla magów z Niewidzialnego Uniwersytetu Prachaeta – a ten nie zerżnął go z Instytut Badań Czarów i Magii, w którym rozgrywa się akcja „Poniedziałek zaczyna się w sobotę”. Zresztą sam tytuł, jaki bracia Strugaccy nadali swojej powieści, jest dość przewrotny. Stwierdza on, że tak na prawdę nie istnieje coś takiego, jak pojęcie wolnego weekendu. I odnosi się to nie tylko do pracowników fikcyjnego INBADCZAM, ale do nas wszystkich.

Najlepszym tego przykładem są politycy. Ci, nie dość, że przez cały tydzień mają roboty po uszy, to także muszą ją wykonywać w soboty i niedziele. Wszystko po to, aby wyborcy nie zapomnieli o nich do poniedziałku.

I tak dzięki temu w ubiegłym tygodniu mogliśmy obejrzeć kolejny odcinek sejmowej telenoweli pod tytułem „Moda na Trybunał”. W tym odcinku opozycja krzyczała, że rząd nie chce przyjść na jej spotkanie w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Gdy w końcu ten oznajmił, że kogoś tam wyśle, opozycja zmieniła zdanie i przesunęła spotkanie o tydzień. Przesunęła, ponieważ dowiedziała się, że Komisja Europejska w poniedziałek – 23 maja, wyda opinię w sprawie sporu wokół TK i rzekomego łamania demokracji w Polsce. A wyda go – jeżeli polskie elity polityczne nie porozumieją się w sprawie Trybunału. Co ciekawe, liderzy opozycji, którzy zabiegają od miesięcy w Brukseli o napiętnowanie polskiego rządu, stwierdzili, że przesuwając spotkanie dali czas Prawu i Sprawiedliwości na rozwiązanie problemu narosłego wokół TK. Zapomnieli jednak o tym, że owego problemu nie da się rozwiązać bez porozumienia z opozycją.

Potem było jeszcze lepiej. A to za sprawą posłanki Agnieszki Pomaski z Platformy Obywatelskiej, która podarła na trybunie sejmowej projekt uchwały o suwerenności Polski. Posłance, jak można było zrozumieć jej emocjonalne wystąpienie, nie spodobał się zapis mówiący o tym, że „Rzeczpospolita Polska, zgodnie z Konstytucją jest suwerennym, demokratycznym państwem prawa”. Dodajmy, że posłanka, jak i inni parlamentarzyści, ślubowała na Konstytucję, że będzie jej  przestrzegać i bronić suwerenności kraju.

Pewnie jednak Pomaska, jak i cała opozycja, wychodzi z założenia, że z suwerennością Polski mamy tylko wtedy do czynienia, gdy krajem rządzi PO – a Bruksela i Berlin dyktują Polakom, co mają robić.

Zarówno rządzący, jak i opozycja, po głosowaniu w Sejmie tak się nabuzowali, że przez sobotę i niedzielę nie potrafili mówić o niczym innym, jak o suwerenności, i o tym, co powie Komisja Europejska. Zapominając przy tym, że ta nie ma prawa pouczać jakiegokolwiek państwa członkowskiego.

Jerzy Szostak

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ