Saleta, czyli celebryta na uchodźstwie

0
783
Jak żyć, gdy zewsząd same ciosy? Przemysław Saleta, niegdyś znany głównie ze szklanej szczęki pięściarz, a od lat lew salonowy, obwieścił, że opuszcza ojczysty kraj, bo w Polsce, tym jakże precyzyjnym, mlekiem i miodem nasmarowanym mechanizmie, wszystko zaczęło się psuć, jak PiS wygrał wybory.
Teraz „za sprawą PiS zbliżamy się do standardów białoruskich”, panuje „wszechobecny hejt”, a partia rządząca (niewłaściwa, gdyż wybrana przez nieodpowiedzialny motłoch, chcący zrobić na złość ludziom porządnym, czyli mającym się w RP nr 3 jak pączki w maśle beneficjentom przemian) chce głupio rozdawać po 500 złotych dzieciorobom, na co przecież Polski nie stać – rwie na sobie szaty celebryta.
Dlatego Przemo wyjeżdża do Tajlandii, gdzie jest lepsza pogoda i ludzie bardziej uśmiechnięci. Tam właśnie wylegując się pod palmami i pluskając w turkusowych falach będzie brał żoliborskiego Nerona na przeczekanie. Może wróci – nie gasi zrozpaczonym rodakom promyka nadziei Saleta – ale dopiero jak Kaczyński odejdzie, a wraz z nim mrok, wieczna zmarzlina i wszechobecny hejt, które pokryły ziemię, tę ziemię, a w Polsce, słynnej na cały świat Krainie Słońca, Uśmiechu, Tolerancji i Życzliwości, znowu będzie lepsza pogoda i ludzie szerzej uśmiechnięci niż w Tajlandii, jak to było w erze przedkaczyńskiej.
Matko Przenajświętsza! Od czasów śmierci marszałka Józefa, co ja mówię, od zejścia Kazimierza Wielkiego kraj nie doznał takiej straty! I jak ta nieszczęsna Polska sobie teraz bez Przema poradzi? Nic, tylko usiąść i płakać. Strażacy już podobno zdejmują z dachów i mostów usiłujących targnąć się na życie producentów oraz dystrybutorów preparatów dla dużych chłopów na urośnięcie masy mięśniowej, którym wraz z deklaracją pana Salety widmo bankructwa zajrzało głęboko w oczy. Sam Przemo cień szansy dostrzega jeszcze w pomocy z zewnątrz, ale wygląda na to, że bratnia Bundeswehra może niedługo mieć ręce pełne roboty u siebie, gdyż im tam w domu kuskusu nawarzono, więc chyba przyjdzie pogodzić się z tą niepowetowaną stratą i pogrążyć w bezdennej rozpaczy.
Rafael Galland

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ