ZAKOPALI GO ŻYWCEM DLA MILIONA

0

Ludzkie okrucieństwo i chciwość lubią iść ze sobą w parze, jednak rzadko kiedy dochodzi do tak makabrycznych zbrodni, z tak niskich pobudek. Finału poszukiwań zaginionego mieszkańca pomorskiej wsi, nie wymyśliłby pewnie nawet najwybitniejszy specjalista od horrorów.

57-letni Zbigniew O. z małej miejscowości Kaczki, leżącej 20 kilometrów na południe od Gdańska, był samotnikiem. Najlepsze lata miał już za sobą. Jak mówią jego znajomi, dawno temu otrzymał w spadku ojcowiznę: sporo pól uprawnych i budynek.

– Teraz media piszą o nim, że to był jakiś przemysłowiec, przedsiębiorca, co nas trochę śmieszy. Prawda jest taka, że popijał. I to nie tylko trochę. Za dużo też mówił o swoich interesach, więc podejrzewam, że ktoś chciał to wykorzystać – podkreśla ze smutkiem jedna z jego koleżanek.

Zbigniew w dużej mierze czerpał dochody ze sprzedaży swoich działek. Zarabiał na nich sporo, jednak zdawał sobie sprawę z tego, że jego majątek coraz bardziej się kurczy. Ziemi zostało już mało, natomiast dom był w coraz gorszym stanie. Może przez roztargnienie nie zdawał sobie sprawy, że coraz bardziej poważnie interesuje się nim grupka miejscowych mężczyzn.

19 sierpnia 2014 roku wyszedł z domu i ślad po nim zaginął: „Wzrost około 190 cm, waga ok. 75 kg, krępa budowa ciała, włosy ciemne, oczy niebieskie, twarz pociągła, widoczne ubytki w uzębieniu, nos zniekształcony po złamaniu, na nosie widoczna blizna” –  informował policyjny komunikat, który policja przesłała do lokalnych mediów. Jednak przez półtora roku żadne poszukiwania nie przynosiły rezultatu.

– Wszyscy się niepokoili. Ta cisza nas niepokoiła. Nikt przecież nie wiedział, że został zamordowany. A już w ogóle nikt nie myślał, że leży gdzieś w innej miejscowości – mówi Władysław Kanka, który znał zaginionego.

Okropna śmierć

Dopiero półtora roku później, 16 grudnia 2015 r. kilka kilometrów dalej pojawiła się nadzieja na odnalezienie mężczyzny. Obok zagajnika w miejscowości Postołowo zaparkowało kilka samochodów, z których wyszli mężczyźni w kominiarkach, a wraz z nimi wysoki, łysiejący facet w czerwonej kurtce, zakuty w kajdanki. Towarzyszył im pies policjanta, który mieszkał blisko Zbigniewa, i który nigdy nie odpuścił jego poszukiwań.

zakopany3

Jeździli, sprawdzali, nie wiedzieliśmy, o co chodzi. Najpierw pomyślałam, że złapali kogoś na kradzieży choinek, bo tam rosną, a było to przed świętami. Potem mówiło się, że jakąś rękę znaleźli – wspomina ten dzień Anna Koszałka z Postołowa – W końcu mieszkańcy wysłali mnie do nich, ale mundurowi nie chcieli nic powiedzieć. Tylko to, żebyśmy się nie bali. Dowiedzieliśmy się dopiero po tygodniu z telewizji, że tam zakopali tego człowieka z Kaczek, który kiedyś zaginął.

Prawdziwy szok nastąpił jednak później, gdy okazało się, że motyw był wyjątkowo perfidny: chęć przejęcia majątku. Dopiero wtedy wyszło na jaw, jak skomplikowana była to sprawa i że śledczy musieli się sporo natrudzić, by dotrzeć do prawdy. Na szczęście osoby, które zostały później aresztowane pod zarzutem zabójstwa Zbigniewa, popełniły trochę błędów. Jeden z nich kupił luksusowy samochód, inny jeździł do ciepłych krajów. Wiadomo już, dlaczego było ich na to stać.

– Wszystko wskazuje na to, że sprawcy bezprawnie przejęli majątek swojej ofiary – podsumowuje Joanna Kowalik-Kosińska, rzeczniczka komendy wojewódzkiej w Gdańsku Później na podstawie podrobionych podpisów zaciągnęli pożyczkę pod zastaw jego majątku, o wartości około miliona złotych. Akt notarialny podpisał podstawiony mężczyzna, podający się za zaginionego. Następnie, w celu zatarcia śladów, mężczyźni pozbawili swoją ofiarę wolności, wywieźli ją do lasu i tam zabili, zakopując w uprzednio przygotowanym dole. Zatrzymani, to sześciu mężczyzn w wieku od 20 do 60 lat. Wobec trzech z nich sąd zastosował już tymczasowy areszt, wobec pozostałych dozory policyjne, zabezpieczenia majątkowe i zakazy opuszczania kraju.

Jest jeszcze jeden szokujący element tej zbrodni, choć policjanci o nim oficjalnie nie mówią. Zbigniew został prawdopodobnie pobity, wrzucony do prowizorycznego grobu, przysypany wapnem i zakopany żywcem. Spoczęła na nim półtorametrowa warstwa ziemi. Umarł w prawdziwych męczarniach, dusząc się.

Większa grupa?

Jeden z mieszkańców miejscowości Kaczki stanowczo odmawia rozmowy z Reporterem. Jego strach wydaje się niepokojący i wskazuje na to, że jeszcze nie wszystko w tej sprawie zostało wyjaśnione: – Nie mogę nic mówić, bo mnie zamordują. Ci bandyci wpierw byli u mnie. Bardzo przepraszam, ale ich jest bardzo dużo. Jak potrafią żywcem zakopać… Mam pięcioro dzieci, wnuków, prawnuków… To są mordercy, to nie ma co. Naprawdę się boję.

zakopany6

Jakby tego było mało, na forach internetowych zaczęły pojawiać się informacje, jakoby ta grupa miała na koncie również więcej takich zabójstw, które miała popełnić w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Nie ma na to jednak jakichkolwiek dowodów, więc to wszystko należy wrzucić tylko między plotki. A okoliczni mieszkańcy chcą wierzyć, że to jedyny taki przypadek.

– Nie boimy się – uspokaja mnie Karolina Krzeszewska z pobliskiego Łaguszewa – U nas nie ma PKS-ów, ludzie chodzą normalnie przez las dwa kilometry na przystanek i nikt im nic złego nie robi. Wszyscy znaliśmy tego zabitego człowieka, wiemy, jaki on był. Różnie mogło być. Np. tak jak przy wódce: że najpierw się pije, a potem się bije. Życie różnie układa karty. Miał pecha. Został brutalnie zamordowany. Zginął w okropny sposób. Nikomu nie życzę takiej śmierci.

Mikołaj Podolski

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ