Długie macki łódzkiej „ośmiornicy”

0
Zwykle mówiąc w Polsce „mafia” myślimy tylko o gangach, które ponad dwie dekady temu zastraszały cały kraj – grupach „pruszkowskiej” i „wołomińskiej”. Takich organizacji przestępczych w latach 90., choć na nieco mniejszą skalę, działało o wiele więcej. Jedną z nich była łódzka „ośmiornica”, odpowiedzialna za oszustwa podatkowe, rozboje, porwania, a także zabójstwa.
Łódzka „ośmiornica” narodziła się w 1993 roku pod przewodnictwem Ireneusza J. ps. „Gruby Irek”. Był on w Łodzi niekwestionowanym specjalistą od ściągania haraczy – przede wszystkim z lokali gastronomicznych czy rozrywkowych i drobnych złodziei – ale z całą pewnością nie jedynym bossem grupy „łódzkiej”. Obok niego na samej górze przestępczego półświatka Łodzi znajdowali się Tadeusz M. ps. „Tato”, nazywany również „Materacem”, Andrzej M. ps. „Mikser” oraz Mariusz K. Rolę „kapitana” (czyli gangstera znajdującego się w hierarchii tuż pod „zarządem” grupy),pełnił zaś Krzysztof J. ps. „Jędrzej”.
 Mafia gromadzi fortunę
 Wspólnie zarządzali oni grupą, która w czasach swojej świetności liczyła ponad 200 członków. Głównym polem jej działalności, w przeciwieństwie do innych gangów, były przestępstwa nie tyle kryminalne (choć i tych popełniano wiele), ale gospodarcze. Mowa tutaj, dla przykładu o zakupie towarów na odroczony termin płatności. Towary zabierano od kontrahenta, a zapłata za nie miała nastąpić nawet kilka tygodni później. W trakcie zgłaszano jednak kradzież towarów i tak wyłudzano odszkodowania.
Najgłośniejszym procederem okazała się „afera winiarska”. Łódzka „mafia” zakładała firmy na podstawione osoby – zwykle bezdomnych, tak zwanych „słupów”. Zajmowały się one produkcją taniego wina, aby przefermentowany półprodukt sprzedać kolejnej firmie. W ten sposób wykorzystywano mechanizm, który zobowiązywał do odprowadzenia podatku VAT do 25. dnia miesiąca następującego po transakcji. Firmy po kilkunastu dniach jednak likwidowano, więc ich zobowiązania pozostawały nieuregulowane.
Unikanie odpowiedzialności umożliwiały zaś gangsterom łapówki. Wręczali je m.in. urzędnikom Izby Skarbowej. W proceder zamieszany był również znany łódzki biznesmen z branży winiarskiej, aktywny do dzisiaj.
Cosa Nostra z Łodzi
 Łódzka „ośmiornica” była doskonale zorganizowana, próbowała wdrożyć w naszym kraju rozwiązania mafijne prosto z Italii (co zdarzało się również wielu bossom innych gangów). W tym przypadku jednak o nawiązaniu do włoskiej mafii świadczy już samo określenie „ośmiornica” – tak nazywano bowiem włoskie grupy przestępcze. „Tato” prowadził też interesy z tamtejszymi przestępcami. Regularnie podróżował w tym celu na Maltę. Kiedy wracał, zdarzało się nawet, że podwładni musieli klękać i całować Tadeusza M. w sygnet.
Wzorując się na włoskich metodach, gangsterzy utworzyli swoje „zbrojne ramię”. Jego członkowie zajmowali się wymuszaniem haraczy, siłowym odbieraniem długów, porwaniami biznesmenów dla okupu (np. z Konstantynowa Łódzkiego, Opoczna, Łowicza), ale także dokonywaniem zabójstw.
 Układ z „Pruszkowem”
 Już na początku 1997 roku „Gruby Irek” zaczął rywalizować o przywództwo w grupie z „Materacem”. W tym czasie grupa łódzka silnie współpracowała z „mafią pruszkowską” i gangiem Zbigniewa M. ps. „Carrington” ze Zgorzelca, przy kradzieży tirów ze słynnym spirytusem „Royal”. Oczywiście główne profity trafiały wówczas do podwarszawskiej „mafii”, a w Łodzi czy w Zgorzelcu pozostawała tylko część pieniędzy.
 Dobre stosunki z bossami łódzkiego podziemia potwierdza też Jarosław Sokołowski ps. „Masa”, dawniej członek gangu „pruszkowskiego”, a dziś najbardziej znany polski świadek koronny (zatrzymany w maju 2018 roku do sprawy dotyczącej wyłudzeń kredytów i korupcji). W swojej książce „Masa o porachunkach polskiej mafii”, napisanej z dziennikarzem Arturem Górskim, wspomina: „Gruby Irek – jedna z najważniejszych postaci grupy łódzkiej. Pruszkowscy lubili go i akceptowali jako szefa łódzkiego podziemia kryminalnego miasta włókniarek (pomogliśmy mu nawet w starciu z ludźmi „Nikosia”). Gruby Irek był obdarzony takim ciosem, że pewnie wygrałby w starciu z niedźwiedziem”.
Zmiana warty
 Ireneusz J. w końcu naraził się swoim łódzkim kompanom. Żeby wysłać „Grubego Irka” na tamten świat, zebrali oni 30 tysięcy dolarów. Zleceniodawcami stali się szefowie grupy, a wykonawcą – Aleksander J. ps. „Pasza” – Ukrainiec, dawniej rzekomo powiązany ze Specnazem i weteran wojny afgańskiej. W Polsce na co dzień współpracował on blisko z grupą „Carringtona”.
Prób zamachu było kilka. Pierwsza miała miejsce w październiku 1997 roku pod siłownią na skrzyżowaniu ulic Przybyszewskiego i Tatrzańskiej w Łodzi. Zabójcę spłoszył zbyt duży tłum. Ten sam powód przeszkodził w egzekucji na Starym Cmentarzu w Święto Zmarłych, gdzie „Gruby Irek” odwiedzał grób swojego ojca.
Udało się dopiero 24 grudnia 1997 roku, bo Wigilia była jedynym dniem w roku, kiedy Ireneusz J. poruszał się bez ochroniarzy i kamizelki kuloodpornej. Spotkał się wtedy z „Tatą” i innymi gangsterami w zgierskiej pizzerii „Trio”. To miało być ich wielkie pojednanie, wymienili się nawet prezentami. „Gruby Irek” otrzymał książkę „Żydzi” Andrzeja Żbikowskiego, z dedykacją i dopiskiem: „proszę uważnie przeczytać”. Kilkanaście minut później, wywabiony z lokalu telefonem, wsiadł do swojego mercedesa. Do kolegów już nie wrócił – jedna kula z karabinu snajperskiego „Paszy” trafiła w jego samochód, druga rozerwała mu głowę. Pocisk był specjalnie przerobiony, aby wywołać taki efekt.
Co ciekawe, przez opóźnienie w wykonaniu zlecenia zabójca otrzymał ostatecznie tylko 8 tysięcy dolarów, a pozostałą część bossowie zachowali dla siebie.
 Wiosenne porządki
 Tadeusz M., mając u boku Mariusza K. oraz Krzysztofa J., mógł od tego czasu zaprowadzać własne porządki. Wiele wskazuje na to, że nie ograniczały się one tylko do Łodzi. Za zleceniem zabójstwa Nikodema S. ps. „Nikoś” – legendy pomorskiego półświatka – mieli stać ludzie z „mafii pruszkowskiej” oraz właśnie z łódzkiej „ośmiornicy”. Do zbrodni doszło w kwietniu 1998 roku w gdyńskiej agencji towarzyskiej „Las Vegas”, gdzie „Nikoś” i jego żona spotkali się z inną parą (Wojciechem K. ps. „Kura”, późniejszym założycielem grupy ubezpieczeniowej Hestia oraz jego partnerką). Zabójstwo przypisywane było parze kilerów z Tomaszowa Mazowieckiego: Markowi W. oraz Robertowi R. Nikodema S. wystawił współpracujący z nim warszawski złodziej samochodów – Krzysztof  P. To właśnie jemu udanego załatwienia sprawy gratulował potem na stypie w hotelu Marriott m.in. Andrzej Z. ps. „Słowik” – członek „zarządu” grupy pruszkowskiej.
Miliony z przekrętów
„Tato” i spółka, choć przeżyli, nie nacieszyli się jednak przestępczym monopolem zbyt długo. W czerwcu 1999 roku łódzkie struktury „mafijne” zostały rozbite przez policję.
Realizację zatrzymań, w których udział wzięły dziesiątki uzbrojonych po zęby antyterrorystów, pokazano w drugim sezonie programu stacji TVN „Kryminalne gry” z lat 2002–2003.  Gangsterów z łódzkiej „mafii” określono tam mianem „ludzi dotychczas nietykalnych”. To o tyle prawdziwe stwierdzenie, że dla przykładu Tadeusz M. przez dziesięć lat unikał odpowiedzialności za popełniane przez siebie przestępstwa, choć o jego działalności wiedzieli wszyscy – od policjantów, przez prokuratorów, aż po sędziów. Zwykle brakowało jednak potwierdzenia w dowodach.
Śledczy podsumowali wtedy, że Skarb Państwa na przekrętach finansowych łódzkiej „ośmiornicy” stracił co najmniej 300 milionów złotych. Ze względu na ogrom zarzutów proces sądowy trzeba było rozbić na kilka wątków – m.in. gospodarczy, kryminalny i zbrojny. Na ławach oskarżonych zasiadło ponad 120 osób, a wśród nich urzędnicy państwowi, strażnicy więzienni, prawnicy i księgowi. Kolejnych 200 osób wzięło udział w procesie jako świadkowie, wśród nich wspomniany wcześniej świadek koronny Jarosław Sokołowski ps. „Masa”.
Ostatni strzał
 Rok 1999 przyniósł ze sobą strzelaniny, które w eliminacji przeciwników okazały się skuteczniejsze od bomb. Przeżył tylko postrzelony w głowę przy ulicy Solnej Włodzimierz G. ps. „Bokser”. Gdy Tadeusz M. ps. „Tato” vel „Materac” i Mariusz K. siedzieli w areszcie śledczym, w lipcu zamordowano Aleksandra J. ps. „Pasza”. Miesiąc później przy ulicy Elsnera na łódzkim Widzewie stracił życie Tomasz R. ps. „Ryba”, zamieszany w handel papierosami pod zwierzchnictwem „mafii pruszkowskiej”. Prawdopodobnie przestępcy z Łodzi bali się go, bo był nieobliczalny. Zlecenia tych zbrodni powiązano z liderem jednego z odłamów zbrojnego ramienia grupy łódzkiej, czyli Markiem W. z Tomaszowa Mazowieckiego. Ich wykonawcą miał być natomiast Robert R. z Pabianic, który w 1990 roku został rekordzistą świata juniorów w strzelectwie precyzyjnym. To ta sama dwójka, której przypisywano zabójstwo słynnego „Nikosia”.
Od października do grudnia 2001 roku organa ścigania rozbiły tzw. „gang płatnych zabójców”. Jako pierwsi wpadli Marek W. oraz kapitan łódzkiej „ośmiornicy” – Krzysztof  J. ps. „Jędrzej”, a także Ireneusz S. ps. „Sisi”. Potem dołączył do nich Robert R. Działania policji doprowadziły w kwietniu 2002 roku do kolejnych zatrzymań. Wtedy dziewięciu osobom postawiono szereg zarzutów: członkostwo w zorganizowanej grupie przestępczej, nielegalne posiadanie broni, dokonywanie napadów rabunkowych oraz zabójstwa. Kilkanaście dni później do gangsterskich cel dołączyła lekarka Ewa I., ordynator jednego z oddziałów szpitala psychiatrycznego w Łodzi. W zamian za łapówki wystawiała fałszywe zaświadczenia lekarskie, pozwalające uniknąć konfrontacji z prokuraturą czy sądem co najmniej 18 przestępcom, m.in. późniejszemu świadkowi koronnemu, Markowi B. ps. „Rudy”.
Nie potrzeba było wiele czasu, aby mafiosi pokazali, na co ich stać. „Jędrzej” popisał się brawurową ucieczką z Sądu Okręgowego w samym centrum miasta. Udało mu się to, bo… ktoś zostawił uchylone okno. W październiku 2002 roku Krzysztof  J. został ponownie złapany w Budapeszcie.
Tymczasem „Rudy” uniknął odpowiedzialności karnej i trafił pod ochronę Centralnego Biura Śledczego. Już jako świadek koronny Ryszard K. oszukał kilkadziesiąt osób na miliony złotych, podając się za przedsiębiorcę budującego przyszpitalne parkingi. Mundurowi nic o tym nie wiedzieli, aż do wystawienia za oszustem-świadkiem koronnym listu gończego w 2011 roku i zatrzymania w Warszawie rok później. Jak nietrudno się domyślić, Marek B. vel Ryszard K. za swoje czyny stracił ochronę i status świadka koronnego, aby na końcu trafić do zakładu karnego.
Świeża krew
 Od 2004 roku rozpoczęło się rozpracowywanie tzw. „młodego miasta”, nazywanego przez prokuratorów „Ośmiornicą II” – jako powstałego na bazie dawnej łódzkiej „mafii”. Już wtedy do aresztu trafiło kilku członków nowej grupy przestępczej rządzącej Łodzią. Jej szefami byli Michał J. oraz znany gangster-recydywista Edmund R. ps. „Popelina”.
We wrześniu 2005 roku na stadionie Chojeńskiego Klubu Sportowego przy ulicy Kosynierów Gdyńskich zaplanowano zbrojną potyczkę „młodego miasta” z podgrupą  „Glutów”. Do bezpośredniego starcia jednak nie doszło, a ranna została tylko jedna osoba. Szybkie działania policji doprowadziły do zatrzymania 21 uczestników tego wydarzenia. Krótko po nich do więzienia trafił też Michał J.
Ślepa sprawiedliwość
 Tymczasem w czerwcu 2006 roku przed Sądem Okręgowym w Łodzi zakończył się pierwszy proces starej „ośmiornicy”. Tadeusz M. i Krzysztof J. zostali skazani na 25 lat pozbawienia wolności, zaś Mariusz K. otrzymał wyrok 15 lat bezwzględnego więzienia. Pozostali oskarżeni mieli trafić za kratki na okres od 10 miesięcy do 11 lat. Apelację wnieśli zarówno obrońcy większości mafijnych bossów, jak i prokuratura, żądająca dla Tadeusza M. i Mariusza K. dożywocia.
Podczas gdy sprawę rozpoznawał Sąd Apelacyjny w Łodzi, w policyjne sidła trafiło kolejnych kilkunastu gangsterów z „młodego miasta”.
W październiku 2007 roku szefowie grupy „łódzkiej” zostali prawomocnie skazani przez sąd. „Tato” i „Jędrzej” znów usłyszeli wyroki 25 lat pozbawienia wolności, a Mariusz K. – 15 lat. Dwa lata później Sąd Najwyższy uchylił jednak orzeczone kary. Za kaucją w wysokości 400 tys. złotych na wolność wyszedł Tadeusz M., a po wpłacie 200 tys. złotych – Mariusz K. W areszcie pozostał „Jędrzej”. Proces ruszył ponownie w marcu 2010 roku.
Kilerów dwóch
 W listopadzie 2007 roku Sąd Apelacyjny uchylił też wyroki wobec niektórych gangsterów (w całości lub części) i przekazał do ponownego rozpoznania Sądowi Okręgowemu w Łodzi. Robert. R. i Marek W. a także kilka innych osób, oskarżonych o zlecenia i dokonywanie zabójstw, podkładanie ładunków wybuchowych oraz nielegalne posiadanie broni, najpierw usłyszało kary 25 lat więzienia. Ostatecznie w lutym 2014 roku Marka W. prawomocnie skazano na 15 lat pozbawienia wolności. Robert R. został uniewinniony. Pozostali oskarżeni mieli trafić do zakładów karnych na okres od 10 miesięcy do 15 lat. Znów apelacje wnieśli jednak tak oskarżyciele, jak i obrońcy oskarżonych. Proces zakończył się w 2016 roku – Robert R. odpowiadał w nim z wolnej stopy. Wyroki zostały uchylone, a sprawę przekazano do ponownego rozpoznania Sądowi Okręgowemu w Łodzi. Ostateczny efekt tego postępowania wciąż nie jest jeszcze znany.
W 2013 roku, doszło do zatrzymań gangsterów powiązanych z młodszymi odłamami łódzkiej „ośmiornicy” – na terenie Łodzi oraz Olsztyna ujęto m.in. mężczyzn o pseudonimach „Glut”, „Baton” czy „Student”. Trzynastu osobom postawiono ponad sto zarzutów – wyroki do tej pory nie zapadły.
Patryk Szulc

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ