Nie szukajcie mnie

0
1312

 Władysław Bors z Tychów  zostawił 25 kwietnia 2014 roku na stole w swoim mieszkaniu kartkę. „Nie szukajcie mnie. I tak mnie nie znajdziecie” – napisał do  najbliższych. I od tamtego dnia nikt go więcej nie widział.

Dwoje starszych dzieci wydaje się być nader posłusznych woli ojca, i raczej go nie szukają. Jedynie Renata Fecko, najmłodsza córa wierzy, że jej tata żyje i przebywa daleko od domu. Domu, w którym od dłuższego czasu nie radził sobie z alkoholizmem syna  oraz zobowiązaniami w postaci zaciągniętego kredytu w banku. Kobieta  ma nadzieję, że ojciec wróci za około dwa lata, gdy ów kredyt spłaci się do końca z jego emerytury.

Uciekł od problemów?

W pamięci córki i sąsiadów pan Władysław pozostał jako honorowy, pracowity, silny psychicznie mężczyzna, który zawsze umiał sobie poradzić w życiu.

Po śmierci żony starał się pomóc w życiowym starcie  całej trójce dzieci. Do wypracowanej emerytury dorabiał jako kierowca, a później ochroniarz.

Niestety pierworodny syn od młodości nadużywał alkoholu, co uniemożliwiało mu stabilizację życiową i samowystarczalność. Nigdy nie założył rodziny, nie w głowie było mu też własne mieszkanie i odpowiedzialność za cokolwiek. Do momentu tajemniczego zniknięcia ojca mieszkał z nim, lecz nie partycypował w kosztach utrzymania domu, nie okazywał też starszemu panu należnego szacunku.

 – Gdzie tam tęsknię… – mówi do mnie lekko podchmielony na ławce przed blokiem – Pies mi niedawno uciekł, psa mi brakuje bardziej a nie jego. Ojciec mnie wkurzał i tyle. Chciałem przestać pić, ale przez niego nie mogłem, bo się mnie bez przerwy czepiał. Zresztą sam wybrał, skończył ze sobą, bo chciał. Wszystko w domu zostawił, nawet sztuczną szczękę. A ja już się pozbyłem prawie wszystkich jego rzeczy. Nie mam złudzeń, on nie żyje. 

Wygląda na to, że nawet pies nie chciał mieszkać w domu bez światła, gdzie pan właściwie nie trzeźwieje, nikogo nie kocha, na niczym mu nie zależy. Żyje z dnia na dzień, w zasadzie tylko po to, aby się upić.

Co w tej sytuacji czuł starzejący się ojciec, na którego oczach syn stoczył się na dno, mimo wychowania w pełnej i nie najgorzej sytuowanej rodzinie.

Średnia córka przez dłuższy czas nie radziła sobie finansowo, zdaniem rodzeństwa to ona namówiła ojca na wspomniany kredyt, który miał być pomocą dla niej i jej rodziny, w związku z przeprowadzką do Norwegii. Sąsiedzi twierdzą, że właśnie to zobowiązanie finansowe było przyczyną zmartwień i coraz większego zamykania się w sobie zaginionego.

Nadzieja córki

Renata po ślubie mieszkała kilka lat w domu rodzinnym wraz z mężem i synem. Z czasem dorobili się własnego mieszkania.

 – Tata, owszem czasami wypił, jednak zawsze pilnował pracy i obowiązków związanych z utrzymaniem domu – wspomina kobieta – W zasadzie w każdej sytuacji potrafił sobie poradzić. Dlatego wierzę, że teraz też gdzieś żyje i radzi sobie.  Mam nadzieję, że pewnego dnia ku zaskoczeniu wszystkich po prostu wróci. Gdyby popełnił samobójstwo, po takim czasie ktoś by znalazł ciało. 

 Zdaniem córki, otoczenia, a także policjanta prowadzącego sprawę tego zaginięcia, pan Władysław miał szerokie kontakty towarzyskie, przez dłuższy czas był też w bliskiej relacji ze swoją przyjaciółką z tej samej dzielnicy Tychów. Niestety środowisko koleżeńskie zaginionego cechowało nadużywanie alkoholu, dotyczyło to również wspomnianej pani, z którą  był kojarzony. Żadna z tych osób nie ma pojęcia, dokąd mógł udać się Władysław Bors, nawet zakładając wersję ewentualnego samobójstwa.

– Myślę sobie, że ojciec wyjechał daleko, na drugi koniec Polski i tam wszedł w kręgi osób bezdomnych – podejrzewa Renata Fecko – Może być też tak, że gdzieś pracuje na czarno, mieszka z kimś, a sztuczną szczękę już ma nową. Kredyt spłaca się z jego emerytury. Co miesiąc bank pobiera z konta pieniądze. Zakończenie przewidziane jest na rok 2018. Wtedy mój tata może niespodziewanie wrócić, w końcu tyle razy w życiu nas zaskakiwał – dodaje z uśmiechem.

 Nadzieja córki, w której myślach ojciec wciąż pozostaje wzorem siły charakteru i przykładem radzenia sobie z przeciwnościami losu, może wydawać się nieco złudna i naiwna. Mnie jednak w sposób szczególny zaimponowała jej postawa, mimo wszystko ogromnego podziwu i szacunku dla ojca.

Być może pewnego dnia Władysław Bors zwyczajnie wróci do rodzinnego miasta, z właściwą sobie dumą i podniesionym czołem. Po raz kolejny udowodni wszystkim, że nie ma w życiu takiej sytuacji, w której nie można sobie poradzić.

Renata Fecko prosi o wszelkie informacje o zaginionym ojcu pod numer telefonu 607 340 709.

Apolonia Sikorska

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ