Dziennikarka chciała zabić męża

0

Dziennikarka kazała kochankowi zgładzić jej byłego męża. Gdyż po rozwodzie chciał od niej tylko seksu, bez zobowiązań. Mimo to spędzała z byłym mężem namiętne noce i jednocześnie z kochankiem planowała zbrodnię.

Wrzucili mu do napoju osę. Wyłowił. Potem Julia zrobiła kanapkę, w której jadowitego owada ukryła między szynką a sałatą. Oskar jakimś cudem po pierwszym kęsie zajrzał do środka i zobaczył, czym jest bułka nadziana.

Nie udało się, postanowili schować w zapiekance kłębek wąsów kota. – Z natury są sztywne, gdy się rozprostują w żołądku, przebiją wnętrzności – twierdziła Julia. Szatański pomysł padł, bo nie udało się złapać dzikiego kota z piwnicy.

Rozważali też wlanie do zupy „kreta”, żrącego specyfiku do udrażniania kanalizacji. Ale ten wariant skreślili z uwagi na nieprzyjemny zapach kwasu solnego w płynie. Ostatecznie wybrali młotek.

Dokładniej dwa. Każdy ważył 1,5 kg i miał końcówkę pokrytą gumą, żeby ostre kawałki strzaskanych kości głowy Oskara nie wbiły się w tapicerkę. Krystian bardzo dbał o swój samochód i dlatego, w obawie przed zaplamieniem wnętrza krwią, wyłożył fotele podwójną folią.

Młotki, łopatę, sznury, rękawice, ścierki kupił w markecie. Nie chciał obciążać tymi wydatkami kochanki, gdy się zorientował, że u niej z pieniędzmi krucho.

Ona dorabiała w lokalnej gazecie. Jako dziennikarka bez etatu żyła tylko z wierszówki, miesięcznie około 500 zł. Dostawała też 716 zł zasiłku w pośredniaku i 500 zł alimentów od Oskara na dziecko. Czyli, jak sama mówiła, ledwo starczało na kosmetyki. On, jako architekt i grafik komputerowy, zarabiał 2,5 tysiąca złotych miesięcznie.

Fałszywe tablice rejestracyjne z tektury zrobili sami – miały utrudnić drogówce identyfikację. Wymyślili sobie, że gdyby zatrzymała ich policja, to powiedzą, że zbierają materiał do reportażu wcieleniowego. Sprawdzają, czy w Lublinie można się poruszać skradzionym samochodem z ewidentnie podrobionymi z tablicami.

Ostatnie pozycje ich spisanego na kartce planu, to dwa punkty: zdjąć nagłówki z przednich foteli. Żeby z tyłu łatwiej było uderzyć porwanego Oskara w głowę. Przygotować czarną czapkę z daszkiem i w tym kolorze kurtkę dla Julii. Na wypadek, gdyby Oskar się odwrócił i zobaczył, że ktoś siedzi z tyłu na podłodze. W takim ubiorze dziewczyna nie byłaby rozpoznana, bo ona nigdy nie nosiła się na czarno. Uzgodnili, kiedy to zrobią.

Dzień przed wydarzeniem, Julia dostała smsa od Oskara z propozycją spędzenia wspólnej nocy. Wieczorem poszli na koncert zespołu estradowego, potem się pokłócili, a następnie wylądowali w jego łóżku.

Krystian, który nazajutrz rano miał zwabić Oskara L. do samochodu, o tym spotkaniu nie miał pojęcia.

To zła kobieta była

Niby przypadkiem przejeżdżał koło bloku, w którym mieszkał były mąż Julii. Spóźniony Oskar ucieszył się, gdy nieznany mu citroen zatrzymał się tuż obok, a zza uchylonej szyby wyjrzał Krystian, dawny kolega szkolny.

Może podwieźć?

– Z nieba mi spadłeś, jestem w niedoczasie.

– Siadaj z przodu.

Na sakramentalne pytanie: co słychać, kopa lat minęła od ostatniego spotkania, Oskar podsumował swoje życie: ożenił się, ma syna, rozwiódł, zostawił mieszkanie żonie, choć nie była tego warta, bo suka i dwulicowa.

Ledwo padły te słowa, poczuł silne uderzenie czymś tępym z tylnego siedzenia. Zdołał uciec z samochodu. W ostatniej chwili poznał osobę, która chciała go zabić. To Julia. Jego była żona.

W pogotowiu uspokojono go, że obrażenia nie są groźne. Nie zdążył wyjść na dwór, gdy ktoś do niego zadzwonił. Mimo pewnego kamuflażu w tonacji, rozpoznał głos byłej żony. Podszywając się pod jego koleżankę z pracy, pytała, jak się czuje. Odpowiedział, że wie, kto telefonuje, i że jej nie daruje. Na to Julia już normalnym głosem, bez udawania, że nie da się wrobić.

Nazajutrz został przesłuchany przez prokuratora. Na pytanie, dlaczego była żona, matka jego dziecka chciała pozbawić go życia, opowiedział, co się działo w ich małżeństwie.

Pobrali się tak młodo, że sąd musiał wydać zgodę na zawarcie małżeństwa. Julia była w ciąży. Gdy urodził się syn, jego rodzice właśnie zaczęli studia. Wkrótce okazało się, że dziecko ma zespół Aspergera (łagodny rodzaj autyzmu). 19-letni Oskar w odróżnieniu od matki dziecka zrobił wszystko, aby wyciągnąć małego z choroby. Udało się.

W aktach prokuratorskich są zdjęcia małżeńskiej pary i ich 6-letniego wówczas syna, zrobione podczas wycieczki do Niemiec. Widać, że ładna blondynka lubi pozować. Raz jest w konwencji romantycznej: rozpuszczone włosy, długa spódnica, kwiaty w ręku, to znów – jako świadomy swego sexapilu wamp – z mocno obnażonym biustem. Mąż i syn stanowią jedynie tło do tej inscenizacji. Ale wyglądają na szczęśliwych.

A jak się układało na co dzień?

– Była obsesyjnie zazdrosna, choć nie dawałem jej powodu – zeznał poszkodowany w prokuraturze – Urządzała sceny. Na przykład, gdy musiałem wyjść na miasto, bo się z kimś umówiłem, groziła mi, że gdy tylko zamkną się za mną drzwi, celowo rozbije sobie głowę o ścianę. Następnie sprowadzi pogotowie z policją, aby oskarżyć mnie, że ją pobiłem. W rzeczywistości, to ona podnosiła na mnie rękę. Kiedyś tak podrapała mi twarz, że musiałem wziąć w pracy wolne, bo się wstydziłem, że wszyscy się domyślą, co się stało. Ale, Julii, awantury były potrzebne jak powietrze. Wracałem do domu, blokowała drzwi, nie zważając na histeryczny płacz dziecka, które z racji swej choroby wymagało spokoju. Ona zresztą, jakby sobie nie uświadamiała, że ma obowiązki wobec syna.

To był powód, że nawet jej matka zabiegała o wizyty córki u psychologa.

Pogotowie seksualne

W 2006 roku Oskar odkrył, że żona go zdradza. Anonimowy nadawca przysłał w kopercie fotografie rozebranej żony w intymnych sytuacjach z mężczyzną, który okazał się być promotorem jej pracy dyplomowej na studiach dziennikarskich.

Doszło do męskiej rozmowy między panami, wykładowca wyrażał się o Julii jako studentce lekceważąco, takiej, która wszystkie zaliczenia zdobyła przez łóżko. Na dowód pokazał, że w swoim telefonie komórkowym ma ją zapisaną pod hasłem „pogotowie seksualne”. Ale potrafił się zrewanżować, załatwił dziewczynie współpracę z miejscową telewizją.

Tam nawiązała romans z operatorem. Gdy mąż był w biurze, ona zabawiała się ze swym nowym partnerem. Wścibski sąsiad powiedział mu kiedyś, że „już nie może na to kurestwo patrzeć”.

– Protekcja promotora miała bardzo krótkie nogi – zeznawał Oskar – żonę nie dopuścili do kamery, wkrótce straciła przepustkę do tej telewizyjnej twierdzy. Nie pomogło malowanie się przed lustrem 2-3 godziny dziennie, opowiadanie znajomym, jaką to jest w telewizji gwiazdą. Któregoś dnia musiała oddać identyfikator.

Poszukiwania etatu nawet w niszowych redakcjach nie przyniosły rezultatu. Niedoszła gwiazda rozładowywała swoją frustrację w awanturach z rzekomo zdradzającym ją mężem. Doszło do tego, że się wyprowadził do wynajętego pokoju sublokatorskiego, gdzie Julia nie miała wstępu, bo właścicielka nie życzyła sobie damskich wizyt u sublokatora.

Ale jako żona wiedziała, gdzie mąż pracuje Nachodziła go tam histerycznie krzycząc od progu: – Ty skur… wiem, że masz w telefonie esemsy od kochanek!

Rozstali się. Po miesiącu wrócił, po dwóch znów się wyprowadził.

Julia klękała przed nim na ulicy, obiecywała, że się zmieni. Dał się ubłagać. Sielanka trwała dwa tygodnie. Na początku 2008 roku złożył pozew o rozwód. Sąd przyznał dziecko matce. Oskar się wyprowadził. Ona nie mogla pogodzić się z tym, że ją odrzucił.

Paradoksalnie, rozwód jakby ich zbliżył do siebie. Wznowili kontakty seksualne, jakkolwiek były mąż stawiał sprawę jasno – żadnych planów na przyszłość. Takie traktowanie tkwiło w niej jak drzazga, ale z seksu nie rezygnowała. Kochała się z nim i obmyślała zemstę.

Nocne projekcje

 W czerwcu 2008 roku Julia za pośrednictwem Naszej Klasy nawiązała kontakt z dawnym szkolnym kolegą Krystianem G. Młody architekt, dotąd nie mający zbytniego powodzenia u kobiet, stracił dla atrakcyjnej blondynki głowę. Był zachwycony nią nie tylko z racji intymnych spotkań, ale i tym, że nie szczędziła mu swego czasu na wielogodzinne e-mailowanie.

W aktach prokuratorskich znalazły się wydruki z tych rozmów; bardzo monotematycznych. On ją coraz śmielej komplementował, ona skarżyła się na byłego męża, jako gwałciciela, potwora. G. bardzo przeżywał cierpienia swojej – jak mniemał – dziewczyny. 26 lipca dostała od niego sms: „Dwa razy miałem tak naprawdę złamane serce. Raz było to po Twoim ślubie. Drugi – w czerwcu, gdy uświadomiłem sobie, że bez Ciebie zmarnowałem 14 lat życia. Czy nie odnosisz wrażenia, że jesteśmy sobie przeznaczeni?”.

W kolejnych sms-ach narastała nienawiść architekta do Oskara L. A kobieta umiejętnie ją podsycała. Krystian jak w amoku snuł plany zemszczenia się na byłym mężu Julii za to, co przeszła w małżeństwie. Stało się to jego obsesją.  „Dziś piękny dzień na śmierć dzikusa. Umrze, ale przedtem będziemy mu obcinali sekatorem palce. Powoli, jeden za drugim. Albo, go nocą przypadkiem rozjadę” – pisał jej w e-mailu.

Przerobił komputerową grę w zabijanie biedronki. W taki sposób, że owad – do którego się celowało – miał twarz Krzysztofa.

Prześcigali się w pomysłach, jak załatwić obiekt ich nienawiści. Ona proponowała, aby znajoma uwiodła L., a następnie zrobiła mu w czasie randki kompromitujące, pornograficzne zdjęcia. Można by je wrzucić do Internetu. Potem uznali, że to za mało. Oskar L. nie ma prawa chodzić po tym świecie.

Ostatni sms Julii do Krystiana: „Gardzę tym debilem, wcielmy w życie nasz plan, bo ja oszaleję”.

Architekt nie wiedział, że wiadomość została przesłana rano z sypialni L., gdzie Julia spędziła z byłym mężem namiętną noc.

Przez kilka dni przygotowywali się – między innymi robiąc zakupy w markecie – do zrealizowania owego planu.

Femme fatale

 Biegły psycholog ocenił oskarżonego jako osobę o zaburzonej psychice, skłonną do wybuchu gniewu, o zmiennych nastrojach.

W czasie przesłuchania Krystian G. twierdził, że chciał tylko nastraszyć swą ofiarę, ogłuszyć, wywieźć poza miasto, ale na pewno nie zabić. Żałował, że dał się wciągnąć w rozgrywki między byłymi małżonkami, zwłaszcza, że miał już dowody na instrumentalne potraktowanie go przez kobietę, która zawładnęła jego życiem. Od oskarżyciela publicznego dowiedział się o nielojalności swej dziewczyny – twierdziła, że to on ją namówił do zbrodniczego czynu. Sama była tylko bezwolną wykonawczynią morderczych fantasmagorii kochanka.

fot-2
Dziennikarka i jej przyjaciel zatrzymani po próbie zabójstwa / archiwum Policji

Zostali oskarżeni oboje.

Ona nie mogła zrozumieć swojej winy. Któregoś dnia napisała z aresztu do prokuratora: „Bardzo proszę o ulitowanie się nade mną i nie przedłużanie śledztwa. Błagam, ja naprawdę bardzo źle znoszę taką izolację. Co ja Panu zrobiłam, przecież nie jestem takim potworem Panie Prokuratorze. Dla mnie każda sekunda życia jest ważna.” .

A do byłego męża: „Wiem, że przekupywałeś świadków, wspólnika i prokuratora. Myślę, że niezły z ciebie homoseksualista, skoro masz takie układy z mężczyznami, że są po twojej stronie. Myślisz, że ja nic nie skojarzę, głupia nie jestem.”

Na rozprawach w sądzie Julia to się przyznawała, to zaprzeczała, że znienacka w samochodzie zaatakowała byłego męża młotkiem. I konsekwentnie obciążała Krystiana G.

– Ja uderzałam, ale on – wskazała na oskarżonego – trzymał Oskara, aby nie uciekł.

Krystian G. zaś przepraszał poszkodowanego. Z płaczem opowiadał historię swej zgubnej miłości. – Mama mnie przed nią przestrzegała. Ale ja bardzo kochałem i wierzyłem, że wszystko, co Julia mówi o byłym mężu, tyranie i gwałcicielu, jest prawdą. Ona miała jakąś obsesję na punkcie zamordowania Oskara. Ostrzegała mnie, że jeśli tego nie dokonam, nie będziemy razem. Tak naprawdę nie brałem tego zabójstwa poważnie. W samochodzie nie trzymałem Oskara za ręce, przeciwnie, umożliwiłem mu ucieczkę nie blokując drzwi. Gdy się wyrwał, mogłem go przecież przejechać, ale nic nie zrobiłem w tym kierunku.

Na to prokurator: – Fakt, że po ucieczce ofiary oskarżony nie podjął próby przejechania go samochodem, nie może zostać uznany za przejaw odstąpienia od zamiaru zabójstwa.

Sąd Okręgowy w Lublinie skazał Julię Z. na 10 lat więzienia. Krystian G. zapłaci za swój czyn sześcioletnim odosobnieniem. Kasacja wyroku w SN została oddalona.

Helena Kowalik

 Dane osobowe ze względu  na charakter sprawy zostały zmienione.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ