Na straganie, czyli 5/10

0
334

W związku z tym, że media informują mnie skrótowo, ja postanowiłem skrótowo je słuchać i czytać. Bardzo często mogą się państwo spotkać ze stwierdzeniem „opinia publiczna” „Polacy” czy „społeczeństwo”, używają tego medialni eksperci do konstrukcji własnej tezy, a to dlatego aby powiedzieć nam co myślimy i jak odbieramy dany temat, wydarzenie czy zaistniałą sytuację. I proszę teraz nie patrzeć jeden na drugiego, bo to właśnie o was, o mnie i o tobie tak mówią. Bardzo kuszące jest kontynuowanie kwestii sloganów, bon motów i łatek, czyli „socjopatycznych” technik wyrażania się, ale pochylę się nad tym może na kolejnym „straganie”.

Jestem pełen wiary i głęboko przekonany, że większość z państwa zgłębia tematy, którymi nas torpedują, choćby dlatego aby nie dać się zagiąć w towarzystwie i nie wyjść na ignoranta. Postanowiłem przyjrzeć się bliżej sprawie „złotego samochodu”, a muszę przyznać, że w pierwszej chwili na złe tory skierowało się moje zaciekawienie, gdyż byłem przekonany, że nareszcie udało się wykopać skarb pod Wałbrzychem. Niby tory złe, ale jak tory, to przecież pociąg. Tak! Tam chodziło o pociąg, czyli sprawa nie może dotyczyć poniemieckich sztabek złota ukrytych gdzieś na Dolnym Śląsku. Podstawowa czynność, którą należało wykonać, żeby podjąć zagadnienie to wizyta u  jubilera, by w pierwszej kolejności zorientować się o jakie pieniądze w ogóle toczy się spór. Zebrałem ceny z kilku punktów, usiadłem w domu z kalkulatorem i wyciągnąłem „pierwiastek z Pi”, czyli średnią. I tak o to, posiadając wiedzę o aktualnej cenie złota, dotarła do mnie informacja, że jednak chodzi o srebrny samochód. Nie dałem się tak łatwo wykiwać, tym bardziej, że schemat uzyskania podstawowych danych miałem już wypracowany przy opcji złotej. Podczas konfrontacji cen wniosek nasunął się sam, a mianowicie że skala różnicy w zasadzie dyskryminuje ten temat. Będąc jednak człowiekiem skrupulatnym, zastanawiając się chwilę, oświeciło mnie, że przecież nikt nie jeździ samochodem z metalu szlachetnego, no może poza Arabskimi Szejakami. Pewnie zatem chodzi tylko o kolor, ale czy powinienem teraz sprawdzać ceny farby (?) Sądząc po temperaturze dyskusji i częstotliwości użycia zwrotu „złoty mercedes”, koszt takiego lakieru powinien być jednym z istotniejszych szczegółów ustalonych podczas debat o tym jakże ważnym aspekcie. Druga sprawa, która niemalże ocierała się o referendum w tym ubiegającym już miesiącu,  jest liczba ludności. Już tłumaczę o co chodzi, był jakiś marsz, czyli marszowali ludzie… przepraszam! Maszerowali- siła sugestii bywa nie do okiełznania. Przy okazji tego nadzwyczajnego wydarzenia mogliśmy dowiedzieć się co jest najważniejszym sensem w marszach, protestach i manifestacjach, chodzi oczywiście o ilość osób. Może i ma to uzasadnienie, że postanowiono policzyć ręcznie uczestników. W pierwszej chwili rozwiązanie nasuwa się samo, że najlepiej wysłać nagranie na Florydę, bo tam już mają wprawę w ręcznym liczeniu, chociażby głosów oddanych w prezydenckich wyborach, ale z drugiej strony uznałem, że to może być bardziej skomplikowane niż wydawało mi się na samym początku. Przecież trzeba ustalić zasady uczestnictwa, marsz charakteryzuje się marszem, czyli zaliczać osób stojących w miejscu nie można, gdyż mogą to być tak zwani gapie, albo służby koordynujące przebieg pochodu, które są tam jak sama nazwa wskazuje- służbowo. Liczenie ludzi widocznych, to jednak mały problem, bo jak na przykład zakwalifikować kobiety w ciąży (?) Widomo nie od dziś, że dla niektórych, dziecko w łonie matki, to jeszcze nie człowiek, a więc wchodzimy tu w sfery światopoglądowe. Mało tego, te delikatnie eugeniczne klimaty zaprowadziły mnie do naszych sąsiadów, którzy swego czasu lubowali się w „ekonomicznym” eksperymentowaniu naturalnych procesów reprodukcyjnych. Tam w Niemczech w latach trzydziestych, również były tłumy na ulicach i ogromne wiece poparcia. Pewnie bardzo często słyszeli państwo, że Hitler został wybrany w demokratycznych wyborach, ale też rzesze ludzi wiwatowało gdy przemawiał. Czy w takim razie, mam się zacząć obawiać, jeśli podczas wystąpienia jakiegoś polityka, milion osób będzie biło mu brawo (?)

Zostawiam państwa w meandrach zgłębiania medialnych „grzańców”. Opuszczając „stragan”, jestem ubogacony w wiedzę o aktualnych cenach metali szlachetnych, poznałem strukturę lakieru samochodowego i trochę historycznej analogii uwyraźniło mi nadawanie kontekstu pewnym wydarzeniom. Perspektywa czasu charakteryzuje się tym, że jeśli po jakimś okresie dane wydarzenie nie wzbudza w nas emocji, to nasze odczucia w bieżącej chwili wcale nie muszą być prawdziwe. Na koniec chciałbym jeszcze ogłosić zawody w dyscyplinie, którą trenuję od dłuższego czasu, a mianowicie: w ilości przerzuconych programów telewizyjnych na minutę. Swoje rezultaty można podawać w komentarzu pod tekstem. Jeśli ktoś nie ma wystarczającej liczby kanałów, można robić to dwukierunkowo, czyli do końca i z powrotem, bo nie liczy się jakość, tylko ilość.

Bartek Isner

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ