Magda nie poszła do szkoły

1
2957

Na podłodze w pokoju, obok wersalki leżało ciało 11–letniej dziewczynki. Zwłoki były przykryte kołdrą, ale tak, że było widać głowę i nóżki. Magda F. miałaby teraz 40 lat. Została zamordowana, gdy miała zaledwie 11, chodziła do piątej klasy szkoły podstawowej.   Do dziś nie wiadomo, kto stoi za tą zbrodnią.

18 lutego 1987 roku. Blokowisko w Kraśniku Fabrycznym koło Lublina. Około godziny 13.30 mieszkańcy bloku zaniepokoili się duszącym zapachem spalenizny, wydobywającym się z mieszkania matki samotnie wychowującej dwie córki.

– Mieszkanie się pali. Śmierdzi już na całej klatce! – podnieśli alarm.

Sąsiedzi pobiegli pod drzwi mieszkania z numerem 1, znajdującego się na parterze. Ze szczelin wydobywał się czarny dym. Nacisnęli dzwonek. Nikt nie otwierał. Już mieli je wyważać, okazało się jednak, że nie ma takiej potrzeby. Drzwi nie były zamknięte na klucz i po naciśnięciu klamki stanęły przed nimi otworem. Od razu buchnęły na nich kłęby czarnego dymu. Wewnątrz nie było nic widać. Dziwny dźwięk wydobywający się z kuchni, zaniepokoił jednego z sąsiadów. Jakby coś syczało. Okazało się, że kurki w kuchence gazowej są poodkręcane i ulatnia się gaz. Mieli olbrzymie szczęście, że dotarli w porę. W przeciwnym razie blok wyleciałby w powietrze. Sąsiedzi pootwierali okna i weszli do małego pokoiku, gdzie palił się fotel. Z pomocą przybiegli kolejni mieszkańcy bloku, już z wiadrami z wodą i zaczęli gasić ogień.

Dym w pomieszczeniach powoli zaczął opadać, ukazując szkody, jakie wyrządził ogień.

 Ktoś czegoś szukał

 – Jezus, Maria, tu leży dziecko! – krzyknął jeden z sąsiadów i omal nie zemdlał.

Na podłodze w dużym pokoju, obok rozścielonej wersalki leżała 11–letnia Magda. Była przykryta kołdrą. Jeden z sąsiadów wziął ją na ręce i zaniósł do swojego mieszkania. Dziewczynka nie dawała oznak życia. Próbował ją reanimować, wykonał sztuczne oddychanie. Bez skutku. Dziecko nie żyło.

Dziewczynka miała na sobie różowy szlafrok, a pod nim białą koszulkę nocną, majtki. Już na pierwszy rzut oka mieszkanie nosiło ślady plądrowania. W regale były pootwierane drzwiczki od wszystkich szafek. Ktoś ewidentnie czegoś szukał. Około godziny 14. przed blokiem zaroiło się od milicyjnych radiowozów. Przyjechała ekipa dochodzeniowo-śledcza MO w Kraśniku, prokurator, funkcjonariusze WUSW z Lublina, lekarz. Zabezpieczano ślady zbrodni.

Ktoś zadzwonił do Henryki F., matki Magdy. Była w pracy w Spółdzielni Inwalidów. Nie mogła uwierzyć w to, co się stało: – Magda nie żyje? To niemożliwe płakała. A zaraz potem zaczęła się obwiniać: – Dlaczego nie wysłałam Madzi do szkoły. Tam, nic by jej się nie stało – zawodziła zrozpaczona kobieta, leżąc na podłodze w mieszkaniu sąsiadów i tuląc martwe ciałko swojej ukochanej córci do serca.

Mieszka jak doktór

fot-2
Milicja i gapie przy klatce schodowej bloku, w którym zamordowano Magdę

 Henryka F. z dziećmi mieszkała na ul. Kasprowicza w Kraśniku Fabrycznym nieco ponad pół roku. 36-letnia kobieta była po rozwodzie, samotnie wychowywała dwie córki. Magda miała 11 lat, a jej siostra Agnieszka – 16 lat, chodziła do liceum medycznego. Dziewczynki były grzeczne, ułożone, matka nie miała z nimi żadnych problemów. Po rozwodzie i przyjeździe do Kraśnika, zatrudniła się jako pracownik fizyczny w Spółdzielni Inwalidów. Miała niebawem ponownie wyjść za mąż, za mieszkającego pod Parczewem rolnika.

Rodzinie wiodło się dobrze. Matka Henryki przez rok przebywała w USA u rodziny. Zza oceanu przysyłała córce i wnuczkom dolary i ubrania. Pomogła jej umeblować nowo otrzymane mieszkanie. Ponoć ludzie zazdrościli im majątku.

– Mówili, że córka mieszka jak doktór, że u niej w domu Ameryka – zeznała na milicji matka kobiety – Dziewczynki były bardzo ostrożne. Zawsze, jak ktoś dzwonił do drzwi, zanim je otworzyły, upewniały się kto to, patrzyły przez wizjer, dopytywały. Drzwi do mieszkania zawsze były zamknięte na klucz.

Henryka F. lubiła towarzystwo. Dosyć często miała gości. Nie ukrywała przed nikim, iż jej matka jest w USA i pomaga jej finansowo. Chwaliła się drogimi kożuchami. Jednemu z nowych znajomych chciała sprezentować sweter tzw. „szetland”, dostępny wówczas tylko w Pewexie.

 Tragicznego dnia Magda nie poszła do szkoły. Źle się czuła, miała gorączkę, bolało ją gardło i głowa. Jeszcze spała, gdy pozostali domownicy opuścili mieszkanie. Ostatnia z domu wyszła jej siostra. Zamknęła drzwi na klucz. Co robiła 11-latka, zanim w bestialski sposób została pozbawiona życia? Pewnie swoim zwyczajem oglądała telewizję lub czytała książki przygodowe. Po południu ktoś zapukał do drzwi. Kto to był? Czy dziewczynka go znała? Jaki miał motyw?

Wszystko wskazywało na to, że zbrodnia została popełniona na tle rabunkowym. Z mieszkania bowiem znikły pieniądze w kwocie 13 tysięcy złotych, dwa złote pierścionki (z rubinem i agatem), również czarny damski płaszcz skórzany, rękawiczki, kalkulator słoneczny – wszystko o łącznej wartości około 100 tysięcy złotych.

Uduszenie i podpalenie

 Biegły z zakresu ochrony przeciwpożarowej, w trakcie oględzin mieszkania stwierdził dwa źródła pożaru. Jedno znajdowało się wewnątrz szafy w dużym pokoju. To zarzewie, ognia nie rozgorzało. Drzwi do szafy były zamknięte, zatem dostęp tlenu niezbędnego do procesu spalania był ograniczony. Drugie źródło znajdowało się w małym pokoju – na fotelu przykrytym narzutą. Pożar w tym miejscu powoli rozprzestrzenił się na cały pokój.

Było to niewątpliwie celowe podpalenie. Poza tym sprawca poodkręcał kurki w kuchence gazowej, licząc zapewne na wybuch gazu, a tym samym zupełne zatarcie śladów zbrodni. W obu miejscach znaleziono spalone zapałki.

Biegły na podstawie eksperymentu stwierdził, iż podpalenia dokonano co najmniej 45 minut przed zauważeniem dymu przez świadka – czyli około godz. 12.30.

W tym czasie – w chwili wybuchu pożaru – Magda już nie żyła. Wiadomo to na podstawie badań pośmiertnych. We krwi dziecka nie stwierdzono bowiem obecności hemoglobiny tlenkowęglowej, co świadczyło o tym, że zmarła wcześniej.

Co było bezpośrednią przyczyną zgonu? Biegły patolog uznał, iż było to uduszenie gwałtowne. „Do uduszenia mogło dojść poprzez zatkanie otworów oddechowych miękkim przedmiotem, ewentualnie wskutek unieruchomienia klatki piersiowej przez ucisk do twardego podłoża” – czytamy w opinii.

Sekcja zwłok wykazała liczne podbiegnięcia krwawe na twarzy, obrzęk powiek, otarcia naskórka ręki lewej powyżej łokcia. Dziecko miało obfite wylewy wewnętrzne na karku, okolicach grzbietu i łopatek. Sekcja wykazała ostrą rozedmę płuc.

Pozostało odpowiedzieć na pytanie, jak sprawca dostał się do wnętrza mieszkania. Czy zamek w drzwiach był otwierany kluczem oryginalnym? W tym celu Wydział Kryminalistyki Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Lublinie wykonał badania wkładki zamka bębenkowego „yeti” i oryginalnych kluczy. Badania wykazały tylko tyle, że „na wkładkach zamków wymontowanych z drzwi F. nie występują takie ślady, których obecność świadczyłaby kategorycznie o tym, iż zamki te otwierane były innymi narzędziami niż klucze oryginalne”. Okoliczności te dowodzą, że drzwi sprawcom musiała otworzyć nastolatka. Zatem najprawdopodobniej były to osoby jej znane.

Podejrzana kuzynka

 Zaczęły się przesłuchania świadków. Kolejni mieszkańcy osiedla informowali milicję o nieznanych osobach, wychodzących tragicznego dnia z klatki schodowej bloku przy ul. Kasprowicza.

– Było po południu, gdy zobaczyłam podążającego szybkim krokiem szczupłego mężczyznę. Miał około 164 cm wzrostu, włosy krótko podstrzyżone, ciemne. Za nim wybiegła kobieta ubrana w płaszcz. Miała włosy blond, średniej długości, kręcone – mówiła mieszkająca w pobliżu kobieta.

Kolejne rozpytania mieszkańców osiedla przynosiły nowe informacje.

– Było gdzieś po godzinie 12, gdy przez okno zauważyłem mężczyznę, wychodzącego szybkim krokiem z klatki, gdzie stała się ta tragedia. Miał około 175 centymetrów wzrostu, był średniej budowy ciała. Ubrany w siwy płaszcz. Na głowie miał kaszkiet. Spodnie wpuszczone w kozaki – relacjonował jeden z mieszkańców osiedla.

O dziewczynie wychodzącej z klatki, mówiła też mieszkająca po sąsiedzku rówieśnica Magdy. Feralnego dnia po godzinie 12, gdy wracała ze szkoły, minęła się z nieznajomą młodą kobietą, która miała na głowie białą opaskę. Rozpoznała (na zdjęciu), że mogła to być kuzynka F.

Rodzina nie miała o niej dobrego zdania. Dziewczyna bowiem zadawała się różnym „elementem”, uciekała z domu, okradała ludzi w pociągach. Mówili, że jest zdolna do wszystkiego.

Henryka F. niemal od początku śledztwa upierała się, że ich kuzynka maczała palce w zabójstwie jej córki, albo przynajmniej może wiedzieć, kto to zrobił. Ale dziewczyna zarzekała się, że nie ma z tym nic wspólnego.

Motyw nieznany

 Sprawa utkwiła w martwym punkcie. Śledczy mieli problem nawet z ustaleniem motywu zbrodni. Wysuwali różne wersje: zabójstwa dokonano z zemsty za prowadzony tryb życia matki, na tle seksualnym (dziewczynka miała ściągnięte do kolan majtki), na tle rabunkowym, zabójstwa dokonano przypadkowo, zastając ofiarę w domu.

30 grudnia 1987 roku Prokuratura Wojewódzka w Lublinie umorzyła śledztwo, ze względu na niewykrycie sprawców. Matka Magdy wniosła zażalenie. Wskazywała na nowe okoliczności, których śledczy nie brali pod uwagę. Jak chociażby na fakt sprzedaży przez kuzynkę płaszcza skórzanego. Prokuratura Generalna uwzględniła zażalenie i zleciła uzupełnienie śledztwa.

Henryka F. wskazywała na to, iż dziewczyna mogła mieć dorobiony klucz do ich mieszkania. Miała swobodny dostęp do oryginalnego klucza, zatem w każdej chwili mogła go dorobić. „Sprawczyni nie spodziewała się, że córka będzie tego dnia przebywać w domu” – pisała Henryka F.

Ważną informację przekazał śledczym mężczyzna spokrewniony z F. Zeznał, iż dzień po zabójstwie widział podejrzewaną przez rodzinę dziewczynę z nieznajomym mężczyzną w Lublinie. Próbowała sprzedać na targu przy dworcu PKS skórzany płaszcz. Dziewczyna jednak zaprzeczała, jakoby tak było.

Profil mordercy

Śledczy nie byli w stanie zebrać wystarczającego materiału dowodowego, na podstawie którego mogliby oskarżyć kuzynkę o współudział w zabójstwie. I ponownie – 23 listopada 1988 roku – umorzyli śledztwo. Na to postanowienie matka Magdy złożyła kolejne zażalenie, które ponownie przyczyniło się do uchylenia postanowienia o umorzeniu śledztwa.

Zlecono dodatkowe czynności procesowe. Śledczy postanowili zasięgnąć opinii biegłych psychologów, zlecając Instytutowi Ekspertyz Sądowych im. Sehna w Krakowie odtworzenie sylwetki psychologicznej i motywów działania mordercy. Według biegłych, najbardziej prawdopodobna jest wersja, iż drzwi sprawcy otworzyła Magda. Najprawdopodobniej pod presją wskazała miejsce ukrycia pieniędzy i biżuterii. Następnie sprawca obezwładnił dziecko, uderzając je w kark, po czym udusił. Próbował dokonać tego na wersalce, jednak z jakiegoś powodu postanowił zrzucić dziecko wraz z kołdrą na podłogę. Tam przyciskając twarz dziewczynki do podłoża oraz uciskając plecy, dusił. Biegli wydedukowali, że sprawców było dwóch. Po zabójstwie dziewczynki, jeszcze przez jakiś czas przebywali w mieszkaniu. Najprawdopodobniej obserwowali przez okno otoczenie i wyczekiwali odpowiedniego momentu, by wyjść z mieszkania. Wydaje się wielce prawdopodobne, że sprawcy podczas przedłużającego się oczekiwania postanowili upozorować przestępstwo seksualne (ściągnęli dziewczynce do kolan majtki i podnieśli koszulkę). Jednak najwidoczniej zmienili zdanie i zdecydowali się zatrzeć ślady zbrodni przez spowodowanie wybuchu.

Biegli wysnuli też inną hipotezę. Otóż sprawcy weszli do mieszkania, otwierając drzwi dorobionym kluczem. Nie spodziewając się zastać nikogo w domu, przystąpili do kradzieży. Gdy odkryli obecność w domu dziecka, zaskoczeni takim stanem rzeczy, zabili. Ta hipoteza jest jednak mniej prawdopodobna.

Biegli wskazali, że należy przyjąć współwystępowanie różnych motywacji działania. Właśnie ta wielość motywów wskazuje na to, że sprawców mogło być dwóch. Zabójstwa dokonano najprawdopodobniej z potrzeby usunięcia świadka przestępstwa lub przeszkody w realizacji celu (Magda mogła wzywać pomocy). Zacieranie śladów zbrodni (podpalenie i odkręcenie kurków gazowych, które to działania mogły doprowadzić do katastrofalnych skutków), zdaniem biegłych może mieć źródło w poczuciu krzywdy, chęci odwetu bądź zawiści. Podłożenie ognia w szafie z amerykańską garderobą (futra, kożuchy), może wskazywać na motyw zawiści. Niewprawny sposób obchodzenia się z ogniem, próba spalenia damskich ubiorów, może sugerować że jednym ze sprawców była kobieta. Mógł to być ktoś znany rodzinie. Sam przebieg zajścia wskazuje, że sprawcami były osoby o niewielkim doświadczeniu i profesjonalizmie w dokonywaniu kradzieży. Najprawdopodobniej byli to nieletni.

Pomimo iż biegli uprawdopodobnili, że jednym ze sprawców może być kuzynka F., śledztwo zostało ponownie umorzone (31 marca 1990 r.).

Winni śmierci małej dziewczynki, są nadal na wolności.  W lutym 2017 roku, na skutek przedawnienia mordercy Magdy F. stali się bezkarni.

Aneta Urbanowicz

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułZMIELONY Z ZAZDROŚCI
Następny artykułJola żywcem zakopana

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ