Egzekucja z wibratorem w tle

0

Publikujemy fragment książki Janusza Szostaka „Komando śmierci”.

KSIĄŻKĄ TU DO KUPIENIA

Stołeczna policja poinformował  25 lutego 2005 roku: „Zwłoki mężczyzny z ranami postrzałowymi głowy i brzucha znaleziono na klatce schodowej w bloku przy ul. Rozłogi na warszawskim Bemowie. Znaleziony mężczyzna to 47-letni Krzysztof K. pseudonim „Nastek”, powiązany z jedną z grup przestępczych działających na terenie Warszawy. Na razie nie znane są żadne szczegóły. Trwa zabezpieczanie śladów i przesłuchiwanie świadków”.

Mimo że od tej zbrodni minęło 14 lat, to policji nie udało się do dziś ustalić jej sprawców. Wygląda jednak na to, że tropy prowadzą do mokotowskiego komanda śmierci.

Krzysztof K. znany bardziej jako „Nastek”, to legenda warszawskiego półświatka. To członek starej gwardii „Pruszkowa”. Już w 1982 roku był znany policji jako zdeklarowany przestępca. Jego bardzo obszerna kartoteka zawierała: kradzieże m.in.  samochodów, ściąganie haraczy, handel   narkotykami i stręczycielstwo.

„Nastek” był zaufanym człowiekiem Andrzeja K. pseudonim „Pershing”.

– Razem ze Sławomirem Sz. znanym, jako „Krakowiak’ trzymał dla „Pruszkowa”  Śródmieście oraz Wolę – utrzymuje Sławomir Sokołowski „Masa”.

Po rozpadzie „Pruszkowa” – wykorzystując swoje wcześniejsze układy  – zajął się handlem narkotykami i  gangsterskimi negocjacjami, godząc skłócone strony. „Nastek” miał też znajomości wśród polityków. To dzięki „Nastkowi” do „Pruszkowa” trafił Bogdan T., który  w 1994 roku został wybrany z ramienia Unii Wolności, do Rady Gminy Warszawa-Centrum. Pełnił funkcję przewodniczącego Rady Gminy Centrum. Powszechnie uważany był za łącznika tzw. układu warszawskiego (samorządowców Unii Wolności, a potem Platformy Obywatelskiej i SLD) z mafią pruszkowską.

 – Współpracował z nami. Załatwiał różne rzeczy w urzędach. Bogdan doskonale znał się  „Nastkiem”  i „Krakowiakiem”. Jak został przewodniczący rady Centrum, to pośredniczył w naszych kontaktach z samorządową elitą. Pomagała nam w kupnie  działek i najmie atrakcyjnych lokali. Nieoceniona była jego pomoc w otwarciu mojej dyskoteki Planeta. Często też zapraszał mnie na bankiety z udziałem polityków i celebrytów – wspomina dziś dawnego wspólnika „Masa”

Bogdan T. w 2004 roku został aresztowany pod zarzutem korupcji. Po wyjściu z aresztu, 31 lipca 2005 roku,  został zamordowany przez Białorusina Andreja F., który był jego ochroniarzem.

Równie tragicznie skończył inny polityk i znajomy „Nastka”. Gangster często spotykał się z Jackiem Dębskim,  byłym ministrem sportu. W lutym 2001 roku policjanci zatrzymali do kontroli drogowej  „Nastka” w towarzystwie Dębskiego. Panowie jechali właśnie do burdelu kontrolowanego przez „Nastka”. Dwa miesiące później, w kwietniu 2001 roku Dębski został  zastrzelony.

Krzysztof K. miał cztery słabości, które ściągały na niego problemy:  hazard, narkotyki, alkohol, i dziewczyny. Ponoć właśnie ze względu na kobiety kilka razy grożono mu śmiercią.

Także skłonności do hazardu o mało nie przepłacił życiem. 3 września 2002 w nocy gangster bawił się w salonie gier Tip-Top, przy ulicy Corazziego w Warszawie. Przyszedł tam na lekkim rauszu i grał na automatach w pokera.  W tym czasie w lokalu było kilka osób, wśród nich dwaj ochroniarze. Krótko po godzinie czwartej ktoś wywołał „Nastka”  na ulicę (w podobny sposób zginął Dębski). Czekał tam na niego egzekutor, który wpadkową w Krzysztofa K. siedem kul. Mimo to gangster przeżył. Jak twierdzi „Masa”, kiler strzelał z zawilgoconej amunicji.

Nie długo jednak cieszył się życiem. 25 lutego 2005 roku, o godzinie 6.26, jego ciało znalazł mieszkaniec bloku przy Rozłogi 2. „Nastek” leżał martwy na parterze, tuż przy windzie.

Mówiło się w tym czasie, że  interesy jakie „Nastek” robił  w Śródmieściu wadziły grupie mokotowskiej.

Grzegorz K. pseudonim „Ojciec” twierdzi, że  zlecenie na zabójstwo „Nastka” przyjął i je wykonał Janusz M. pseudonim „Janek” vel „Fasola”. Jeden z mokotowskich gangsterów, łączony komandem śmierci.

– „Nastek” posadził już tyle osób, że czas na niego – miał oznajmić „Janek” kompanom z gangu.

„Janek” zabił Krzysztof K.  na klatce schodowej bloku na Jelonkach. Aby podkreślić, że był kapusiem położył mu wibrator na piersiach, aby w miasto poszła fama, że to konfident.

– „Janek” lansował się na włoska mafie. Oni tam kładli łeb konia lub martwą rybę a Janusz chciał mieć swój znak firmowy w postaci wibratora.  On z „Koniem” miał na koncie więcej takich morderstw – dodaje „Ojciec”.

– A dlaczego właściwie „Nastek” musiał zginąć?

– Poszło o weksel od Bagsika. To był amerykanki papier na gigantyczną kwotę.  Ponoć były szef Art.B przed laty brał pod jego zastaw pożyczki. Ten dokument trafił w jakiś sposób w ręce znajomego „Nastka”. Dowiedzieli się o tym „Daks” i postanowił przejąć weksle. W tym celu założył „spółdzielnię” z pewnym adwokatem i taksówkarzem. Oni myśleli, że będą milionerami, a ten papier był bezwartościowy.

– A gdzie tu rola „Nastka”?

– Krzysiek gwarantował, że ten jego znajomy nie pójdzie na policję, jak mu ten weksel odbiorą.  Ale stało się inaczej i wszyscy, oprócz „Nastka” poszli siedzieć. Nawet po jakimś czasie „Korek” zapytał Bagsika o ów weksel, a ten miał odpowiedzieć: – A to on jeszcze chodzi?

– Sprawa z wekslem mogła być zatem przyczyną wydania wyroku na „Nastka”?

– Tego nie wiem, ale na pewno mu nie pomogło (…).

Janusz Szostak

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ