Klaudia urodziła nad wiadrem pełnym odchodów. Z premedytacją utopiła w nich swojego synka. Kibicowała temu jej matka i konkubent, ojciec dziecka. - Przecież nic się takiego wielkiego nie stało - powiedział po wszystkim siostrze.
Orzegów, północna dzielnica Rudy Śląskiej. Ulica Bytomska, numer 53. Mieszkańcy, tej dwupiętrowej kamienicy sprzed drugiej wojny światowej, niechętnie rozmawiają o tym, co się wydarzyło w noc z 7 na 8 stycznia 2013 roku. Nikt tu niczego nie widział: - Rodzina, jak to rodzina - opowiada sąsiad z parteru. - Ja wtedy spałem, nic nie słyszałem, co się tam działo u nich, na górze.
- Ich matka Urszula, ta którą również przymknięto za to zabójstwo, ta dopiero lubiła sobie popić! A jak przy tym krzyczała zawsze, na cały głos! A jak wyzywała.
- To tu się stało - pokazuje mi 50 -letni Krzysztof, stojąc w progu mieszkania. Zza jego pleców wygląda Dawid, 18-letni głuchoniemy syn aresztowanej Urszuli W. Krzysztof pilnuje mieszkania: - Zadzwonił do mnie kuzyn, Mikołaj., chłop tej Ulki, żebym przyjechał. - podkreśla - Jak on rozpaczał do mnie w słuchawce, gdy się dowiedział, że zamordowały mu nowonarodzonego wnuka…
Gdy doszło do zbrodni, Mikołaj spał w pokoju obok, i o niczym nie wiedział. Nie dowiedział się nawet rano, kiedy szedł do pracy. Nikogo nie było już wtedy w mieszkaniu. I w telewizji dopiero usłyszał, co się wydarzyło.
Nikt mu nie pomógł
- Policję zawiadomiło, wezwane do porodu, pogotowie ratunkowe - nakreśla sytuację Małgorzata Wasielke-Podleszańska, zastępca Prokuratora Rejonowego w Rudzie Śląskiej. - Dwudziestodwuletnia kobieta, której ciąża była donoszona, w obecności 24-letniego konkubenta, ojca dziecka, i swojej matki, za jej namową urodziła w wiadrze z fekaliami. Nie wstając z niego, utopiła w ten sposób swoje niemowlę. Sekcja zwłok to potwierdziła. Ojciec dziecka nie ruszył mu z pomocą. Młoda matka od razu przyznała się do zabójstwa i grozi jej do pięciu lat więzienia. Pozostała dwójka, jak na razie, nie przyznaje się do winy. Ojcu dziecka, za nieudzielenie pomocy, grozi również pięć lat pozbawienia wolności, a babcia jest oskarżona o kierowanie zabójstwem. Ona otrzymać może nawet dożywocie. Nie stwierdzono również, aby podczas tego zabójstwa którakolwiek z tych osób była pod wpływem alkoholu. Oczekujemy jeszcze na badania biegłych, czy 22-latka nie znajdowała się w szoku poporodowym.
Oszczędna w słowach prokurator nie chciała podawać imion ani inicjałów nazwisk.
W czasie zbrodni, oprócz Mikołaja i osiemnastoletniego Dawida, w mieszkaniu przebywała jeszcze Wiktoria dwuletnia córka morderczyni, której ojcem jest jej konkubent Mariusz. W mieszkaniu był także Krzysztof, 24-letni brat kobiety.
Wojciech Miciński, zastępca dyrektora ds. lecznictwa wojewódzkiego pogotowia ratunkowego w Katowicach nie chce precyzować, czy ekipa pogotowia dosłownie zastała 22-latkę rodzącą na wiadrze z fekaliami.
- To tak, jak w książce „Cholonek, czyli o dobrym Panu Bogu z gliny” - wyjaśnia Miciński. - Gdy się nie chciało chodzić nocą do wychodka na zewnątrz familoku, lub do ubikacji na piętrze, to wszystko załatwiało się w takim właśnie wiadrze, w domu.
Lidia Białkowska, z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Rudzie Śląskiej precyzuje, że kobieta podejrzana o zabójstwo swego dziecka, w rzeczywistości nie nazywa się Dorota S., jak podają niektórzy, a Klaudia R. Pokazuje mi ksero dowodu osobistego dziewczyny, na którym widać zdjęcie dziewczyny o subtelnej twarzy, z długimi, ciemnymi aż do ramion włosami. Nie wygląda na zabójczynię.
- Korzystała z naszej pomocy, zresztą nie tylko ona. Gdy dziesięć lat temu cała jej rodzina przeprowadziła się z Bytomia do Rudy Śląskiej, jej matka, Urszula W., zgłosiła się do naszej placówki z zaniedbanym głuchoniemym synem Dawidem. Chłopak nie znał nawet języka migowego. Pomogliśmy, aby dziecko trafiło do specjalistycznego ośrodka w Raciborzu. Potem nie chciała więcej pomocy, mówiąc, że sama sobie daje radę. Nie pracowała jednak i nadal piła. We wrześniu ubiegłego roku miała się poddać leczeniu przeciwalkoholowemu.
Tutejszy MOPS pomagał też 25-letniej siostrze Klaudii i dwójce jej dzieci: - W końcu otrzymała mieszkanie socjalne - przypominają w rudzkiej pomocy społecznej. - I teraz miała przyjść kolej na jej młodszą siostrę, Klaudię…
Na początku grudnia ubiegłego roku pracownik socjalny i położna kontaktowały się z Klaudią, celem ustalenia wizyty w Poradni K. Jeszcze 4 stycznia - w obecności pracownika socjalnego - Klaudia snuła plany: też chciała się wynieść od matki, z ulicy Bytomskiej. Tak przynajmniej twierdziła. Była nawet kolejny raz umówiona z „asystentem rodziny”. 8 stycznia 2013 roku, gdy zamordowała, przeprowadzony miał być z nią wywiad środowiskowy.
Dlaczego zatem zabiła swoje dziecko?
Zabiła z premedytacją
25-letnia siostra Klaudii prosi, aby nie podawać jej imienia: - Jak następnego dnia po tym zabójstwie szłam ze swymi dziećmi, to mnie wytykano palcami po ulicy – opowiada smutnym głosem - Boże, taka tragedia! Taki wstyd! Naprawdę, nie wiem, dlaczego ona to zrobiła. Mogła przecież przekazać dziecko do okna życia… Mnie dać… Wychowała bym je, jak swoje. Naszej najstarszej siostrze z Bytomia, która ma więcej dzieci, u której zresztą mieszkała jakiś czas temu razem z Wiktorią i Mariuszem. Komukolwiek zresztą oddać… Jak ją po tym wszystkim odwieźli na dwa dni na obserwację do szpitala, byłam u niej i pytałam, dlaczego zamordowała. Odpowiedziała mi wtedy, że przecież nic się takiego wielkiego nie stało! Oszołomiło mnie, gdy to usłyszałam! Zabiła z premedytacją! Myślałam, że ją w pysk strzelę! Miała szczęście, że pilnował ją w szpitalu policjant, tak mną trzęsło ze złości… Nasza matka?… Ja wiem, świętą nie jest, ale, żeby coś takiego!… Taka zbrodnia? No to będzie miała teraz za swoje!… A na siostrę, to chyba do końca życia nie spojrzę.
To właśnie siostra Klaudii nadała niemowlęciu zamordowanemu w fekaliach wiadra imię Łukaszek: - No bo jak to tak, dziecko bez imienia?
Po sekcji zwłok zorganizowała również pogrzeb Łukaszka na cmentarzu w Nowym Bytomiu, w jej obecności i dwóch tylko znajomych: - Reszta rodziny nie przyszła! - podkreśla z żalem. Była mała, biała trumienka. Nie było księdza, ale obiecał, że przyjdzie później, poświęcić usypany z ziemi kopczyk.
Teraz brakuje jej pieniędzy i jest bez pracy. Szuka sponsora na porządny grób dla Łukaszka.
- Nie może przecież tak w samej ziemi… Nawet porządnego krzyża nie miał, jak żeśmy go chowali.
Ma łzy w oczach, gdy o tym opowiada.
Matka piła i straszyła
27-letnia Katarzyna, najstarsza z córek Urszuli W. mieszka wraz z mężem i szóstką dzieci w centrum Bytomia: - Najszybciej ze wszystkich wyprowadziłam się z domu - przyznaje.
Mąż Katarzyny jest w pracy, koło niej baraszkują dzieci, jest też pies, wilczur, a na szafie klatka z papugą. Lubią zwierzęta: - Był też królik, ale zdechł wtedy, gdy zamordowano Łukaszka, jakby przerażony tamtą zbrodnią… Przewrócił się nagle, martwy.
Katarzyna jest zadowolona, że kilka lat temu uwolniła się od pijącej i ciągle awanturującej się matki, i usamodzielniła.
- Problemy z nazwiskiem i imieniem Klaudii wzięły się stąd, że matka miała dwóch… Ojciec Klaudii jest też moim ojcem, ale już od dawna nie ma kontaktu z matką. Kiedy urodziła się Klaudia, matka nie zgłosiła jej do urzędu, przez co władze same nadały dziewczynce to właśnie imię. Przez cały czas o Klaudii mawiano w domu Dorota. I dopiero kiedy skończyła osiemnastkę, i trzeba było wyrobić dowód osobisty, prawda wyszła na jaw. Pomagałam jej w wyrabianiu dokumentu tożsamości. Chciała też zdobyć jakiś fach, zostać krawcową.
Potwierdza ten fakt Jerzy Góra - zastępca dyrektora Centrum Kształcenia Praktycznego i Doskonalenia Zawodowego w Rudzie Śląskiej: - Ponad dwa lata temu zespół szkół zasadniczych skierował ją do nas na kurs krawiecki. Była zaledwie dwa, może trzy razy i nie wiadomo dlaczego zrezygnowała.
Katarzyna opowiada, że szkoły zawodowej Klaudia też nie ukończyła, zapewne przez Mariusza, później przyszła ciąża z Wiktorią.
- Przez jakiś czas mieszkali u nas – przypomina sobie tamte dni - Było nawet fajnie. Wtedy Klaudia należycie opiekowała się Wiktorią. Radziła się, co robić z dzieckiem. Dbała o nie, karmiła, przewijała. Pomagała mi nawet przy moich dzieciach. Matka tymczasem przepijała z koleżankami zarobione przez Mikołaja pieniądze. Mają ich nawet eksmitować z mieszkania z ul. Bytomskiej.
Kiedy Klaudia mieszkała u Katarzyny, korzystała z pomocy bytomskiego MOPS-u. Dostawała odzież dla dziecka, pieniądze. Mariusz pracował w firmie produkującej odzież roboczą. Zarabiał. Sprzedawał ubrania, dopóki za kradzież nie został zwolniony z pracy.
- Była już w szóstym miesiącu ciąży z Łukaszkiem i powiedziałam jej, żeby poszła w Bytomiu do lekarza, i żeby nadal korzystała z pomocy społecznej, bo przecież nie udźwigniemy z mężem ciężaru opieki nad nimi wszystkimi - dodaje Katarzyna. - Oświadczyła mi wtedy, że wcale nie jest w ciąży i pójdzie jedynie na odsysanie tłuszczu… A potem, po dwóch tygodniach spakowali się z Mariuszem bez słowa i wyprowadzili do matki. Pomimo, że załatwiłam im nawet pokój z kuchnią, na ulicy Korfantego, blisko mnie, żebyśmy mogły być blisko siebie. Wystarczyło tylko przyjść i wyremontować pomieszczenie socjalne. Ale też się nie podobało.
Katarzyna odwiedziła raz Klaudię, gdy ta była już u matki. I matka oświadczyła jej po pijanemu, że nie chce tutaj dłużej trzymać Klaudii z tym bachorem w brzuchu, i nie wyobraża sobie, by to dziecko biegało po mieszkaniu!
Aż strach pomyśleć, opowiada, że raz, kiedy matka odwiedziła ją w Bytomiu, pozostawiła jej pod opieką całą swą szóstkę. Innym znowuż razem pijana matka krzyknęła ze złości pod adresem swego syna, Krzysztofa: - Mogłeś umrzeć, a nie urodzić się!
Teraz Dawid i Krzysztof odwiedzają Katarzynę częściej. Są bezradni i - pomimo wszystko - zagubieni bez matki. Katarzyna pomaga im, daje jeść. Boi się o swych braci. Wystąpiła już o opiekę nad Wiktorią, która na razie przebywa w pogotowiu opiekuńczym.
Gładzi wilczura po pysku i przypomina sobie zdarzenie sprzed lat: - Kiedy mieszkaliśmy jeszcze wszyscy w Bytomiu i mieliśmy w domu podobnego, matka wpadła kiedyś w szał, wpakowała psu kaganiec na pysk i utopiła zwierzę w wannie!
Skazani za śmierć Łukaszka
W marcu 2014 roku w Sądzie Apelacyjnym w Katowicach zapadł już prawomocny wyrok w sprawie noworodka, Klaudia R. posiedzi w więzieniu 7 lat, jej partner Mariusz M - 6 lat, a babcia niemowlęcia Urszula R. - 13. SA utrzymał tym samym w mocy wyrok Sądu Okręgowego w Gliwicach z listopada 2013 roku. Matce dziecka zasądzono nadzwyczajne złagodzenie kary z uwagi na ograniczoną poczytalność i przemożny wpływ matki - mówi sędzia Robert Kirejew z Sądu Apelacyjnego. - Biegli z zakresu psychologii i psychiatrii zdiagnozowali także u niej osobowość bierną-zależną. Była podatna na wpływy matki: - Moja mama od lat jest nałogową pijaczką. Była w stanie wszystko przepić. Niszczyła nas psychicznie - mówiła w sądzie Klaudia.
Roman Roessler















