Dariusz K. były mąż Edyty Górniak, który w 2014 roku zabił kobietę na przejściu dla pieszych w Warszawie, 18 listopada opuścił areszt. Za kartami spędził 2 lata i 4 miesiące. Jednak nie jest wykluczone, że jeszcze tam wróci, gdyż w tej sprawie nie zapadł jeszcze wyrok.  Muzyk wpłacił 400 tys. zł poręczenia majątkowego, ma dozór policyjny

17 listopada Sąd Okręgowy w Warszawie wyraził zgodę, aby Dariusz K. warunkowo opuścił areszt, po wpłaceniu 400 tysięcy złotych poręczenia. Będzie on musiał także trzy razy w tygodniu zgłaszać się na komisariacie. Dariusz K. ma także zakaz opuszczania kraju. Według sądu jego przebywanie na wolności nie utrudni przebiegu postępowania sądowego.

Poniżej reportaż na ten temat Gabrieli Jatkowskiej  z 2014 roku

NIE PRZEWIDYWAŁ DRAMATÓW

 Wygląda na to, że warszawskie ulice to poligon doświadczalny dla różnego rodzaju rajdowców. Co, jak nie ruchliwe ulice Warszawy z pierzchającymi w popłochu przechodniami, może być większym wyzwaniem dla kierowcy poszukującego adrenaliny? Niestety często kończy się to tragicznie dla przypadkowych osób. Tak, jak w przypadku ofiary Dariusza K. – byłego męża Edyty Górniak.
 Zazwyczaj takich kozaków za kółkiem spotkać można w czasie wszelkich świąt, powrotów z długich weekendów, wakacyjnych wyjazdów. Poranna wódeczka na rozgrzewkę i pedał do gazu. Albo w ogóle pedał do gazu i ostra jazda bez trzymanki, pod prąd, po piętach pieszych. Parę lat temu głośno było o szaleńczym rajdzie Macieja Z., który jako dziennikarz motoryzacyjny testował na ulicach stolicy najnowszy model ferrari 360 modena. Przejażdżka zakończyła się śmiercią pasażera, dziennikarza Jarosława Zabiegi.
Jednak najwyższą formę tej sztuki wyścigowej zaprezentował – zresztą na nagranym przez siebie filmiku – niejaki „Frog” czyli Robert N., który powziął sobie za cel nauczyć warszawskich kierowców, jak się jeździ po tym zatłoczonym mieście. Kunszt jego polegał jednak na tym, że nikogo (o dziwo!) nie zabił. Mimo, że kierował bmw, które pędziło pod prąd, na czerwonym świetle i po wysepkach.
Wygląda na to, że wskazówki – dotyczące zwłaszcza prędkościomierza – wziął sobie do serca ex-małżonek Edyty Górniak, który od 14 lipca, z czarnym prostokątem na oczach, występuje w mediach jako Dariusz K.
Osiągi gwiazd
 Pan Dariusz, podobnie jak „Frog”, za kółkiem bmw sprawdzał jego „osiągi”. 14 lipca 2014 roku, około godziny 18:00, na warszawskim Ursynowie, osiągnął szczyt głupoty – na czerwonym świetle, z ogromną prędkością, wjechał w przechodzącą po pasach 63- letnią Ewę J., która poniosła śmierć na miejscu.
– Ostateczna prędkość zostanie ustalona po przedstawieniu opinii biegłego ds. rekonstrukcji zdarzeń drogowych, natomiast dziś wiemy, że była to prędkość znacznie przekraczająca dozwoloną prędkość administracyjną – mówi „Reporterowi” prokurator Paweł Wierzchołowski z Prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów. Zaś rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Przemysław Nowak dodaje: – Z dużym prawdopodobieństwem była to prędkość 85 km/h.
Dariusz K. usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym pod wpływem środka odurzającego. Jak wykazały badania krwi, przeprowadzone na organizmie muzyka, był on pod wpływem kokainy. Tuż po wypadku ze skutkiem śmiertelnym, zachowywał się nienaturalnie spokojnie.
– Na ostateczną opinię toksykologiczną wciąż czekamy, powinniśmy mieć ją w najbliższych dniach, chociaż wstępne badania wskazały na wystąpienie kokainy w organizmie podejrzanego – potwierdza prokurator Wierzchołowski.
Kokaina w znacznym stopniu przyczynia się do poczucia wyższości, nadmiernego „kozaczenia” i ogólnie fantastycznego stanu ducha. Ciekawe, jak fantastycznie czuł się Dariusz K. po przejechaniu z kobietą na masce jeszcze kilku metrów, zanim uświadomił sobie, że to co się dzieje, ma miejsce tu i teraz i jest „for real”? Tego nie wiemy, gdyż jak informuje mokotowski prokurator: – Odmówił składania wyjaśnień. Na pytanie, czy przyznaje się do popełnienia czynu, oświadczył, że nie pamięta zdarzenia, więc nie może się ustosunkować do tego faktu.
Czy zatem, ilość przyswojonego środka była tak olbrzymia, że w tym euforycznym rajdzie zapomniał o otaczającym go świecie?
Nigdy więcej dramatów
 Orzeczenie w sprawie zastosowania tymczasowego aresztu, ogłoszono za zamkniętymi drzwiami, przed którymi rozgrywały się nie mniej dramatyczne sceny. Rozpaczająca przyjaciółka Dariusza K., modelka Izabela Adamczyk, zanosiła się płaczem tak histerycznym, iż musiało po nią przyjechać pogotowie.
15 lipca 2014 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotów uwzględnił wniosek prokuratora o 3-miesięczny areszt dla Dariusza K, który spędzi ten czas w areszcie śledczym na Służewcu. W tym czasie prokuratura zleci wykonanie sekcji zwłok zabitej na pasach kobiety, oraz weźmie pod lupę opinię biegłego z zakresu ruchu drogowego: – Biegły będzie miał za zadanie dokładne ustalenie prędkości, przedstawienie naruszonych przez Dariusza K. przepisów oraz dokładnego przebiegu całego zdarzenia – informuje prokurator Paweł Wierzchołowski.
Jak to często bywa w przypadkach zabójstw spowodowanych kompletną ignorancją przepisów prawa i absolutną bezmyślnością kierowcy, sprawa na pewno szybko nie zejdzie z pierwszych stron gazet.
Pan K. załamał szereg przepisów, co skutkować będzie odpowiednio wysoką karą, także z uwagi na to, czy był pod wpływem narkotyków (co jest przestępstwem) czy po ich użyciu (wykroczenie), co będzie przedmiotem badania biegłych –informuje prokurator Przemysław Nowak.
Informacja o wypadku przetoczyła się przez wszystkie media, także społecznościowe. Karolina Korwin-Piotrowska, w charakterystyczny dla siebie sposób, dopytywała na Facebooku: „Co trzeba mieć pod czaszką zamiast mózgu, żeby nie dość że przejechać kogoś na ruchliwej ulicy na pasach, zabić w biały dzień, na zielonym świetle, być naćpanym, jechać do tego na terenie zabudowanym za szybko i jeszcze potem „nic nie pamiętać„? Co za bezczelność i poczucie bezkarności.” Zaś Filip Chajzer na swoim profilu społecznościowym skomentował całą sytuację dosadnymi słowami: Fakt, buty DolczeSrolcze nie mają nic do tego. Szkoda tylko, że facet ma w głowie świadomość trendów modowych, jednocześnie w nosie mając ludzkie życie. Buty DG, podobnie jak koka, tanie pewnie nie są… Ot wyższe sfery się bawią. Piękni znani i bogaci. Tylko jakim kosztem?”.
Była żona Dariusza K., Edyta Górniak wykazała się miłosierdziem i dyplomatycznie skomentowała to tragiczne wydarzenie w następujący sposób: „Niech Bóg da ludziom Światło i Miłość, wskaże drogę zagubionym i niech zawsze będzie w sercach osób, które Go potrzebują”.
No More Drama (nigdy więcej dramatu)! – chciałoby się krzyknąć w kierunku Dariusza K., który jest właścicielem agencji produkującej muzykę o nazwie No More Drama Production. To miała być nazwa symbol, którego znaczenie tak tłumaczył kilka lat temu: „Z tą nazwą wiąże się długa historia. Tytuł jest trochę symboliczny, ale nie odnosi się do ostatnich wydarzeń w moim życiu. Tak nazywa się utwór Mary J. Blige, który wykonywaliśmy z żoną na koncertach. Pojawił się on też w naszym życiu, gdy udało się nam wygrać z przeciwnościami losu. Taki symbol zwycięstwa. Ja w moim życiu nie przewiduję więcej żadnych dramatów” – stwierdził wówczas Dariusz K.
Stało się jednak inaczej, muzyk jest sprawcą nieumyślnego (?) zabójstwa kobiety. Grozi mu za to 12 lat więzienia.
Gabriela Jatkowska

 

ZNANI PIJANI

Polskie gwiazdy słyną nie tylko z popisów scenicznych czy filmowych. W swoim „dorobku” mają też zdemolowane samochody, ucieczki z miejsca wypadku, alkoholizm. Oto niechlubna lista znanych osób, które zostały zatrzymane za kierownicą przez policję na podwójnym gazie. Oto tylko kilka przykładów wyczynów gwiazd.

 Tomasz Stockinger – w 2009 roku zderzył się swoim seatem z innym autem. Ranna została kierująca nim kobieta. Aktor nie zainteresował się jednak jej losem, tylko uciekł z miejsca wypadku. Policjanci załapali go po pościgu w Górze Kalwarii. Okazało się, że aktor miał w wydychanym powietrzu 2,5 promila alkoholu. W efek­cie stra­cił prawo jazdy. Po trzech la­tach po­now­nie zdał eg­za­min i od­zy­skał do­ku­ment.

Renata Dancewicz – w 2013 roku wsiadła za kie­row­ni­cę po wypiciu alkoholu. Kilka ulic od re­stau­ra­cji zo­sta­ła za­trzy­ma­na przez policję. Wtedy oka­za­ło się, że miała we krwi 0,4 pro­mi­la. W efek­cie stra­ci­ła prawo jazdy na pół roku.

Ewa Farna – w maju 2010 roku zasnęła za kierownicą samochodu, który z pełną prędkością dachował i piosenkarka cudem uniknęła śmierci. Do wypadku doszło w Czechach, gdzie gwiazda wracała z imprezy, na której świętowała ukończenie szkoły średniej i zdanie egzaminów maturalnych. Badanie alkomatem wykazało, że Farna była pod wpływem alkoholu. Piosenkarka stra­ci­ła prawo jazdy na dwa lata.

Witold Dębicki – jesienią 2011 roku Witold Dębicki po alkoholu wsiadł za kierownicę swojego forda, i ruszył w Warszawę. Skutek był taki, że po drodze zniszczył cztery samochody. Policja, wezwana przez świadków zbadała trzeźwość aktora – miał 1,5 promila alkoholu. Odebrano mu prawo jazdy.

Ilona Felicjańska – ma na swoim koncie rajd po alkoholu jedną z warszawskich ulic. Modelka też zniszczyła kilka samochodów. W wy­dy­cha­nym po­wie­trzu miała 2,3 pro­mi­la al­ko­ho­lu. W 2010 roku została skazana na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Musiała też zapłacić tysiąc złotych na rzecz Społecznego Komitetu Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Została także pozbawiona prawa jazdy na 3 lata.

Ka­ta­rzy­na Fi­gu­ra – w 2008 roku, jadąc samochodem w Warszawie, miała 0,22 promila w wydychanym powietrzu. Straciła wówczas prawo jazdy. W 2012 roku aktorka ponownie wsiadła za kierownicę na podwójnym gazie. Zdarzenie miało miejsce w USA. Amerykański sąd ukarał ją grzywną 1000 dolarów. Musiała także zapłacić 400 dolarów kosztów sądowych.

Borys Szyc – wpadł w ręce policji dwa razy – na początku 2008 roku oraz jesienią 2011 roku. Prawo jazdy stra­cił w 2008 roku – wówczas pro­wa­dził samochód mając we krwi 0,7 pro­mi­la al­ko­ho­lu. Ponoć ak­to­rowi do dziś nie udało się od­zy­skać tego do­ku­men­tu.

ex

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ