Echa Smoleńska: rzeczy osobiste spalone z powodu sympatii. Prokuratura wróci do sprawy?

0

Z powodu sympatii do Magdaleny Merty spalono w MSZ osobiste rzeczy jej męża, śp. Tomasza Merty, który zginął pod Smoleńskiem. Najwyższy czas, by wyjaśnić tę sprawę.

W czasie posiedzenia sejmowej komisji spraw zagranicznych w poprzedniej kadencji sejmu, Radosław Sikorski zapytany przez Witolda Waszczykowskiego o spalenie w MSZ osobistych rzeczy śp. Tomasza Merty powiedział: -O jednym mogę pana przewodniczącego (Grzegorza Schetynę – przyp.) i wysoką komisję zapewnić, że w swoich działaniach MSZ kierował się sympatią do wdowy po panu ministrze Mercie.

Pomyślałem wtedy, że ta kuriozalna odpowiedź jest wyłącznie wynikiem wyjątkowej bezczelności Sikorskiego. Bezczelności i cynizmu, do których zdążył już nas przyzwyczaić. Ale później pomyślałem również, iż możemy mieć do czynienia z zachowaniem człowieka w potrzasku, człowieka ciężko przestraszonego perspektywą kresu swej bezkarności, który nie wiedząc co ma odpowiedzieć, palnął tę straszliwą brednię.

Rodzina śp. Tomasza Merty otrzymała z Rosji zniszczony dowód osobisty, który nosił ślady spalenia. Tymczasem z dokumentacji rosyjskiej wynikało, że przed wysłaniem go do Polski był on w dobrym stanie. Okazało się, że do zniszczenia dokumentu prawdopodobnie doszło na terenie Polski. Ujawniono też, że w czasie przekazywania rzeczy osobistych śp. Tomasza Merty zniknęła jego obrączka i zegarek

We wrześniu 2013 roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła postępowanie w tej sprawie uzasadniając to tym, iż nie ma dowodu, że rzeczy należące do Tomasza Merty, m.in. złota obrączka i zegarek zostały skradzione.

„W czasie postępowania ustalono, że przedmioty należące do Tomasz Merty po katastrofie smoleńskiej zostały umieszczone w worku foliowym i za pośrednictwem Ambasady RP w Moskwie przekazane pocztą kapitańską do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Tam uznano, że otrzymana przesyłka nie zawiera przedmiotów pamiątkowych i ze względu na zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne zadecydowano o jej utylizacji” – stwierdziła Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Prokuratura nie dopatrzyła się w działaniach funkcjonariuszy MSZ znamion czynu zabronionego. Może najwyższa pora, aby śledztwo przeprowadzić od nowa?

Radosław Rzepka

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ