RĘKODZIEŁO TO PASJA MOJEGO ŻYCIA

1

Z Weroniką Czubak-Wrońską, sochaczewską rękodzielniczką, rozmawia Bogumiła Nowak

W XXI wieku chwytanie za szydełko i domowe robótki, to dla wielu trochę anachroniczne. Pani, jak widać tak nie uważa, gdyż nie tylko to robi, ale jeszcze znalazła w tym swój życiowy cel.
Rzeczywiście, nie uważam, aby robótki szydełkiem czy na drutach były przeżytkiem. To wspaniałe, że można coś samemu stworzyć. Coś unikalnego i indywidualnego. Kiedy moi klienci kontaktują się ze mną przez Internet, myślą, że jestem starszą osobą, lub w średnim wieku. Potem są bardzo zaskoczeni moim wiekiem. Tym, że robótkami szydełkowymi zajmuje się tak młoda osoba, jak ja. Dla mnie to jednak normalna, twórcza działalność. Poza tym większości z nich, robótka szydełkowa kojarzy się z robieniem serwetek i kap. Tym, co robiły nasze mamy, babcie i prababcie. Ja natomiast robię zupełnie co innego. Moje produkty mają zastosowanie w życiu codziennym, jak np. torby, kosze czy koszyki, więc ma to niewiele wspólnego z wyrobami, jakie wcześniej dziergały kobiety. Również materiału do pracy używam nieco innego.

Niewiele dziewcząt tak chętnie lubi dłubać szydełkiem. Skąd u Pani się wzięła ta pasja do dziergania?
Odkąd pamiętam to moja mama szydełkowała. Całe dnie coś dłubała. Jednak mnie to jakoś specjalnie nie ciągnęło. Nie sądziłam, że kiedyś to zaskoczy i tym się zajmę. Nie umiałam robić, ani na drutach, ani szydełkiem. Wyprowadziłam się z domu i zaczęłam samodzielne życie, aby z czasem zająć się różnymi rodzajami rękodzieła. W tym czasie zaprzyjaźniłam się z jedną z hurtowni, w której jej właściciele organizowali warsztaty. I to na nich pokazano mi kilka podstawowych splotów. Potem sięgnęłam do Internetu. Tam można wszystko znaleźć na temat dziergania. I to głównie za pośrednictwem Internetu poszerzałam swoją wiedzę i poznawałam najróżniejsze szydełkowe sploty, wzory i pomysły. Internet, to niewyczerpane źródło pomysłów i inspiracji.

I wtedy zaczęła się Pani przygoda z szydełkiem?
Nie poszło tak szybko od razu. Pierwszą rzeczą, jakiej się podjęłam była czapka. To było dla mnie ogromne wyzwanie. Z 10 razy prułam i zaczynałam, ciągle było nie tak. Robiłam i robiłam tę czapkę bez końca. Aż wreszcie ją zrobiłam. Do tej pory ją mam, ale nigdy jej nie nosiłam i nosić nie będę. To takie właściwie moje pierwsze, pamiątkowe „dzieło”. Efekt mojej trudnej walki z materią. Potem poszło mi już łatwiej. Teraz niektóre rzeczy robię w kilka godzin, ale inne czasem zajmują mi dzień lub dwa. Z początku była to ściśle amatorska działalność, która rozwinęła się w życiową pasję.

Tak wielką, że stała się Pani sposobem na życie. Czy trudne to wyzwanie?
Oczywiście, że bardzo trudne. W naszym kraju zajmowanie się rękodziełem nie jest wcale łatwą sprawą. Jestem jednak zodiakalnym baranem, i jak sobie coś postanowię, i założę, to choćbym miała stanąć na głowie, to swój plan wykonam. Jak coś zaczynam, to nie mogę tego ot tak sobie zostawić, ale muszę zrobić wszystko, aby to ogarnąć i uporać się z tym.

Zatem zaczęło się na poważnie, od kiedy?
Ponad rok temu, w czerwcu. Wtedy się zwolniłam z pracy. Przeprowadziliśmy się z mężem z Warszawy do Sochaczewa. Doszłam wówczas do wniosku, że nie będę codziennie dojeżdżać do pracy. Pracowałam tylko 6 godzin, a dojazdy zajmowały nawet po 4 godziny. Skórka za wyprawkę. W sumie wychodziło 10 godzin dziennie poza domem. A tak jestem w domu, ogarniam wszystko w domu, i na dodatek robię to, co bardzo lubię. Co mnie pochłania bez reszty. Szydełko jest bardzo „zazdrosne” i pochłania bardzo wiele czasu. Kiedy szydełkuję, czas mija błyskawicznie, nie sposób się od tego oderwać. A ja to kocham robić. Ta zmiana przyszła w dobrym momencie. Trzeba było w końcu zrobić coś dla siebie. Byłam zmęczona wielkomiejskim wyścigiem szczurów. Kiedy pracuję, nie lubię, jak ktoś stoi nade mną i mówi mi, co mam robić. A szydełkowanie to idealna sprawa. Mogę robić sama, co chcę i jak chcę. Sama sobie też narzucam tempo pracy.

A co na to Pani mąż? Zwykle mężów irytuje dzierganie pań i bywają zazdrośni, że one tyle czasu poświęcają swym pasjom. Nawet w czasie, gdy są razem, to panie zwykle coś tam dłubią. Czy on nie jest zazdrosny o Pani pasję?
Ja mam wspaniałego męża. Mogę liczyć na niego na każdym kroku. Sam ma swoje pasje, więc szanuje moje. Krzysztof odegrał decydującą rolę w momencie podejmowania decyzji o zmianie mojej pracy. To on mnie namawiał do tego, bym została w domu, i robiła to, co tak bardzo lubię. Żeby coś zacząć, trzeba stworzyć sobie warsztat pracy. To on mi doradzał, podpowiadał, pomagał w poszukiwaniach. Moje koleżanki, które dziergają, skarżą się na swoich panów, którzy czasem każą im wybierać: „ja albo szydełko”. Ja, zapytana o owo ultimatum odpowiadam, że nie muszę się nad tym zastanawiać, bo wiem, że mój mąż nigdy nie postawi mnie przed takim wyborem. Człowiek który ma pasje, coś co naprawdę kocha, nigdy nie będzie wymagał poświęcenia hobby na rzecz jego osoby.

Wzory Pani wyrobów są bardzo proste, codzienne, ale jednocześnie mają w sobie wiele uroku.
Rzeczywiście, moje wyroby w większości nie należą do bardzo skomplikowanych i wymyślnych, bo sama jestem osobą, która na co dzień otacza się prostymi, nieskomplikowanymi przedmiotami. Wychodzę z założenia, że to, co mi pasuje i się podoba, może też podobać się innym. Każdą rzecz, którą wprowadzam do sprzedaży, testuję wpierw na sobie. Jeśli mi pasuje i odpowiada, to proponuję ją moim klientom. To się doskonale sprawdza. Jednak zdarza mi się również wykonać na zamówienie coś co zupełnie nie jest w moim guście, jednak komuś innemu bardzo się podoba. Nie mam problemu z realizacją takich projektów.

Czym pani zajmuje się ostatnio?
W ostatnim czasie królują kolorowe kosze ze sznurka bawełnianego, ale wykonuję również, czapki, chusty, torby, zabawki dla maluchów, poduszki, czy jak ostatnio ośmiorniczki dla wcześniaków.

No właśnie, czym są ośmiorniczki dla wcześniaków?
To międzynarodowa akcja, która zapoczątkowana została w Danii. Biorę w niej udział i wykonuję takie właśnie maskotki dla wcześniaków z problemami, które wkładane są do inkubatorów. Maluchy w łonie matki zajmowały ręce pępowiną, zaś gwałtownie wyciągnięte na świat bardzo potrzebują jej substytutu. Macki ośmiorniczki zastępują im pępowinę, dzięki czemu maluchy nie szukają jej odpowiednika w medycznym oprzyrządowaniu w ten sposób minimalizowane jest ryzyko, że dziecko zrobi sobie krzywdę, wyrywając aparaturę ratującą życie. Ośmiorniczki są wykonywane z wysokiej jakości materiałów oraz skonstruowane tak, aby spełniały swoją rolę i nie zagrażały maluchom. W Sochaczewie tą akcją zajmuje się nieformalna grupa „Wesoła Chata”, której koordynatorem jest Agnieszka Wachnik i jej moje prace przekazuję. Jednocześnie razem z „Wesołą Chatą” prowadzimy warsztaty dziergania ośmiorniczek, tak, aby więcej osób mogło wziąć udział w akcji. Ostatnio nawet propagowaliśmy tę ideę w czasie spotkania Zawiszy Czarnego na zamku. Nauczyłam kilka osób szydełkować na potrzeby tej akcji. Sama nie zawsze mam czas, więc przyuczam innych.

Wielu sochaczewian już zna doskonale Pani prace, a stworzona przez Panią marka „Własnymi Rękami” nie jest już anonimowa. Co więcej Pani prace są również znane poza granicami Polski.
To smutne, ale muszę się przyznać, że większość moich prac trafia za granicę. Dotarły one do Belgii, Holandii, Niemiec, Anglii czy Francji. U nas ciągle rękodzieło jest zbyt drogie na przeciętną polską kieszeń, ponieważ koszty materiałów, dobrych materiałów, oraz wykonania są drogie w stosunku do zarobków. Takie są realia. Mam nadzieję, że to się zmieni, a rękodzieło stanie się jeszcze bardziej popularne niż obecnie. Przecież robione ręcznie produkty są unikalne i nie ma dwóch takich samych. Ponadto ich jakość jest dużo wyższa niż produktów wykonywanych maszynowo.

W planach ma Pani uruchomienie pracowni, czyli mówiąc prościej wyprowadza Pani warsztat z domu.
Tak, ponieważ praca w domu staje się uciążliwa. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy pracuję w domu, czy już mieszkam w pracowni. Ponieważ od wejścia oprócz psów witają nas włóczki, sznurki i masę innych rzeczy potrzebnych mi do pracy. Stąd zapadła decyzja o wyprowadzeniu pracowni z domu. Już 17 września wraz z moją mamą uruchamiamy pracownię. Znajdą się tam produkty moje, a także mojej mamy. Myślę, że w naszym „Składzie Rękodzieła” każdy znajdzie cos dla siebie. Wyroby będzie można obejrzeć na żywo, nie tylko w Internecie, i zastanowić się na przykład nad kupnem jakiegoś prezentu bliskim i przyjaciołom. Teraz wokół tego krąży cała nasza uwaga.

Czy nie kusi Panią, aby zostać kreatorem mody w dziedzinie właśnie dodatków, czy innych przydatnych w życiu drobiazgów?
Przyznam się szczerze, że nie mam takiego parcia. Choć z drugiej strony przyjemnie byłoby zobaczyć swoje nazwisko na jakichś wielkich targach czy w międzynarodowych mediach. Jednak, jak zaznaczam, nie jest to moim życiowym celem. Nie zależy mi na sławie. Chcę robić to, co lubię. Nie wybiegam daleko w przyszłość. Na razie moim największym celem jest uruchomienie pracowni. Cała moja praca i energia skupia się tylko na tym, by wyszło wszystko jak najlepiej i się udało.

Co zaproponuje Pani w najbliższym czasie ze swych wyrobów?
Całe lato, jak tylko się zrobiło ciepło, robiłam kosze i torby. Myślałam, że z końcem lata ich popularność również zmaleje, jednak nic tego nie zapowiada. Przypadły do gustu i nadal je robię. U mnie początek września to już sezon bożonarodzeniowy, bo zaczynają się zamówienia na święta. Zaraz też zacznę robić czapki, szaliki i kominy. Nowością będzie komin z kapturem. Ze specjalnej „pluszowej” włóczki.
Pracy czeka mnie z każdym dniem coraz więcej, ale ja to bardzo lubię. Tak, jak już wspomniałam wcześniej, ma mnie kto wspierać. Mam także bardzo liczną rodzinę, na którą zawsze mogę liczyć. Nasze rodzinne spotkania to już tradycja. Mąż, który jest cichym i spokojnym człowiekiem, z początku był zszokowany, że u nas jest jak w ulu: szum, gwar i każdy ma coś do powiedzenia. Rodzice zawsze powtarzają całej naszej szóstce, że mogą nam zabrać wszystko, ale rodziny nie zabiorą i to jest naszą siłą. Właśnie w mojej rodzinie czuję największą energię i wsparcie do działania. Ona mnie napędza i daje poczucie siły do pokonywania przeszkód. Pomaga mi realizować moje pragnienia i marzenia.

Więc spełnienia marzeń i realizacji wszystkich planów życzę Pani na koniec rozmowy.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ