Zarzuty dla policjantów, lekarki i ratownika w sprawie śmierci 19-latka

0
345
fot. symboliczne

Znajomi zmarłego 19-latka tłumaczyli policjantom, że chłopak nie pił alkoholu ani nie zażywał narkotyków, ale uderzył głową o beton, gdyż został uderzony. Co było prawdą.  Funkcjonariusze jednak im nie uwierzyli i nie wezwali pomocy. Ostatecznie chłopak zmarł.

Sprawa tragicznej śmierci z 2017 roku trafiła do sądu. 5 listopada Prokuratura Okręgowa w Łodzi skierowała do Sądu Rejonowego w Płocku akt oskarżenia przeciwko dwóm policjantom tamtejszej KMP, lekarce płockiego szpitala oraz ratownikowi kierującemu zespołem karetki pogotowia.

W nocy z 20 na 21 mężczyzna został uderzony, a upadając uderzył głową w twarde podłoże i stracił przytomność. Jego znajomi wezwali na miejsce pogotowie i policję. Najpierw przybyli funkcjonariusze policji i odwołała przyjazd karetki, twierdząc, że mężczyzna zapewne jest pijany. Jego znajomi ponownie wezwali pogotowie. Ratownicy stwierdzili, że stan młodego łodzianina jest bardzo dobry. Ich zdaniem chłopak był po prostu pijany. Przekazali go policjantom, którzy postanowili, że przewiozą go do Komendy Miejskiej Policji w Płocku i zamkną w policyjnym areszcie, żeby wytrzeźwiał.

W areszcie jego stan się pogorszył. Około godz. 5 nad ranem trafił do szpitala. Był nieprzytomny. Lekarze stwierdzili rozległe obrażenia głowy. Mimo ich starań, około godz.14 chłopak zmarł.

Prokuratorzy ustalili, że policjanci, którzy zamknęli chłopaka w areszcie, żeby wytrzeźwiał, tak naprawdę nie sprawdzili, czy był pod wpływem alkoholu. Jego trzeźwość zbadano dopiero nad ranem, gdy trafił w ciężkim stanie do szpitala.

Według śledczych zarówno policjanci, jak i ratownicy medyczni dopuścili się szeregu zaniedbań i uchybień. Oskarżeni nie przyznają się do stawianych im zarzutów. Wszystkim biorącym udział w feralnej akcji grozi do 5 lat więzienia.

Źródło: wyborcza.pl,wp.pl

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ