Bezgraniczna miłość

0
Wierzymy, że Jezus spogląda na nas w swoim miłosierdziu, tak jak dostrzegł ból matki wdowy, która straciła swojego jedynego syna. Odczuwając litość, wskrzesił go. Chrystusowi nie jest obojętny człowiek, który cierpi, którego boli, który ma problemy. On sam wyciągnął rękę do zrozpaczonej matki, idąc jej na odsiecz w ciężkiej dla niej chwili.
„Wielu ludzi z miasta uczestniczyło w bólu matki wdowy, która straciła swojego jedynego syna, także Jezus, patrząc na nią, odczuł litość. To piękny cud, wskrzeszenie syna i oddanie go matce. Nie zapominajmy jednak o współczuciu Jezusa, który płacze z nami i nigdy nas nie porzuca: to jeszcze większy cud” (Agostino Terrani).
Miłość Chrystusa do człowieka jest bezgraniczna. On z miłości przywrócił do życia jedynego syna ubogiej wdowy. Trzeba olbrzymiego zawierzenia Jezusowi i wiary, że On wszystkiego może dokonać. Czy mówimy Chrystusowi, że całkowicie Mu wierzymy i należymy do Niego?
Św. Jan Chryzostom zwany Złotoustym (349-407), wierzył i należał do Jezusa. Jego miłość do Boga była bezgraniczna. W roku 397 został biskupem Konstantynopola. Z dużym entuzjazmem zabrał się do pracy duszpasterskiej wśród powierzonej sobie owczarni.  Na dworze biskupim usunął przepych. Zwykłych ludzi zafascynował wspaniałymi kazaniami i zatroskaniem o ich materialne i duchowe potrzeby. Krytykował rozmaite nadużycia w życiu społecznym. Dla bezdomnych budował schroniska. Zwoływał synody, na których potępiał herezje. Utrzymywał stałą łączność z biskupem Rzymu i wieloma hierarchami.
Święty atakował w swych mowach nieskrępowane życie na dworze cesarskim. Cesarzowa nakazała postawić sobie pomnik przed katedrą  Mądrości Bożej, gdzie urządzano zabawy godzące w świętość miejsca. Św. Jan Chryzostom kategorycznie wystąpił przeciwko takim praktykom. Wzburzona cesarzowa zwołała do Konstantynopola synod swoich stronników, który zwolnił Świętego ze zajmowanego urzędu. Skazała św. Jana na wygnanie w okolice Kaukazu. Wśród prześladowań i niewygód prowadzono go do Pontu nad Morzem Czarnym. Święty, pędzony pod eskortą pieszo, zmarł z wycieńczenia w drodze. Przed śmiercią powiedział: „Za wszystko niech będą Bogu dzięki”
Jan Augustynowicz

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ