Joachim Knychała w latach 1974-1982 zabił pięć osób. Popełnione zbrodnie tłumaczył nienawiścią do kobiet, jednak dokonane ataki miały również podtekst seksualny. Co prawda nie gwałcił swoich ofiar, ale obnażał ciała i dotykał narządów płciowych.

Zanim zaczął zabijać

Nienawiść do kobiet zrodziła się w nim jeszcze w czasach dzieciństwa. Babka, która go wychowywała nie mogła znieść tego, że ojcem Joachima był Polak. Swojego wnuka nazywała „polskim bękartem”. Biła i poniżała małego chłopca przy każdej okazji. Knychała nienawidził jej z całego serca. Wielokrotnie opowiadał o tym podczas przesłuchań. W dorosłym życiu jego emocje przeniosły się na inne kobiety.

W 1971 roku, wieku 19 lat trafił do więzienia za usiłowanie gwałtu. Dostał trzy lata. Co prawda za sprawą dobrego zachowania po roku był już na wolności, ale ten incydent spotęgował jego wielką nienawiść do kobiet. Joachim czuł się kompletnie niewinny. Do napaści seksualnej miało dojść w piwnicy. Knychała był tam wraz z dwoma kolegami i według niego, dziewczyna dobrowolnie zgodziła się na stosunek z trzema mężczyznami. 19-latek trafił więc do więzienia za coś, czego nie zrobił i nigdy nie mógł się z tym pogodzić.

Czas zabijania

Joachim mieszkał w Piekarach Śląskich, był górnikiem. Jednak ataków dokonywał na ternie kilku sąsiadujących ze sobą śląskich miast. Wielokrotnie udowodnił, że umie zachować zimną krew w każdej sytuacji. Jednego z ataków dokonał na klatce schodowej budynku, w którego sąsiedztwie znajdował się komisariat milicji. Popełniając zbrodnię w takim miejscu, podjął naprawdę wielkie ryzyko. W latach 1974-1976 dokonał kilku napaści. Trzy ataki okazały się śmiertelne.

Początek śledztwa

Milicja szybko zdała sobie sprawę, że zbrodnie mogły być popełnione przez tego samego człowieka. Zwrócono uwagę na to, że do napaści dochodziło w pobliżu linii tramwajowej nr 6. Dlatego świeżo powołana grupa operacyjna, otrzymała kryptonim „Szóstka”

Tymczasem Knychała nie przestawał napadać na kobiety. W 1978 roku dokonał trzech ataków, tym razem kobiety przeżyły. W czerwcu 1979 roku po raz pierwszy zabił dziecko. Dwie 12-letnie dziewczynki pojechały do lasu zbierać jagody. Tam trafiły na seryjnego mordercę. Przypuszczano, że może to być sprawka pedofila, który wyszedł z więzienia. Powołano specjalną grupę śledczą, której nadano kryptonim „Frankenstein”. Jednej z zaatakowanych dziewczynek nie udało się uratować. Druga cudem przeżyła.

Śledczy mieli podejrzenia, że poszukiwanym zbrodniarzem może być Joachim Knychała. Jednak nie udało się znaleźć na to żadnych dowodów. Dopiero w 1982 roku doszło do przełomu w śledztwie.

Ostatnia zbrodnia

Szwagierka Joachima zginęła w tajemniczych okolicznościach. Podczas wspólnego spaceru z Knychałą miała poślizgnąć się ze skarpy i uderzyć głową o kamień. Jednak po szczegółowych badaniach, sekcja zwłok wykazała, że nie był to nieszczęśliwy wypadek. A w chwili śmierci dziewczyna była w ciąży. Jak się później okazało, było to dziecko Joachima. Nie było wątpliwości, że została uderzona w głowę i to było powodem zgonu. Knychała był ostatnią osobą, z którą ofiara widziana była przed śmiercią. Został zatrzymany przez milicję. Kilka dni później badania na wariografie potwierdziły, że Achim kłamie.

Za przesłuchanie podejrzanego wziął się porucznik Roman Hula. Milicjant był pewny, że Knychała zabił szwagierkę, aby ukryć przed żoną romans. Wiedział również, że to on jest poszukiwanym od kilku lat Wampirem. Trzeba było, podejść do niego w taki sposób, aby do wszystkiego się przyznał. Pewne było jednak to, że wszelkiego rodzaju bicie, zastraszanie i nękanie nie wchodziło w grę. Wampir był tak silny psychicznie, że mógł przetrzymać każdy ból i nie wydusić z siebie ani słowa.

Roman Hula zaprzyjaźnił się z zatrzymanym. Przez kilka kolejnych tygodni odwiedzał go w celi i spędzał z nim tam po kilka godzin dziennie. Przynosił mu książki, które Joachim tak bardzo lubił i częstował go papierosami. Dawał mu jednak również do zrozumienia, że już nigdy nie wyjdzie na wolność. Metoda prowadzenia przesłuchania przez porucznika była niezwykle innowacyjna. Jednak po kilkunastu dniach okazało się, że może być skuteczna. Joachim zaczął przyznawać się do wszystkich popełnionych przez siebie zbrodni.

Inteligentny morderca

Knychała był niezwykle inteligentny. Dokonując napadów kierował się wyznaczonymi przez siebie zasadami. Starał się nie atakować pod wpływem alkoholu, wiedział, że w takim stanie łatwo o głupi błąd. Po napaści unikał powrotów komunikacją miejską. Podczas rozpraw Wampira z Zagłębia, w których uczestniczył dowiedział się, że sprawdzenie środków komunikacji jest podstawowym punktem każdego śledztwa.

Dokładnie zacierał ślady. W przypadku ataku na dwunastolatki, Joachim przeniósł rowery dziewczynek. Nie znaleziono na nich jednak odcisków placów sprawcy, ponieważ zostały dokładnie wytarte.

Nawet narzędzie zbrodni, których używał nie należały do niego. Przed atakami włamywał się do przypadkowych piwnic i stamtąd zabierał potrzebne mu przedmioty.

Joachim wiedział, że najważniejsze jest alibi. Na to również znalazł sposób. Pracował w nieistniejącej już kopalni „Andaluzja” w Piekarach Śląskich. Gdy tylko była okazja brał nadgodziny, w zamian za to wpisywał się na listę pracowników podczas nocnych zmian. W rzeczywistości wyruszał na nocne łowy. Nie było to jednak nigdzie odnotowane, więc oficjalnie w chwili ataków Achim znajdował się na nocnej zmianie będąc głęboko pod ziemią.

Zabójca zdawał sobie sprawę, że za to co zrobił czeka go najwyższy wymiar kary. Jednak w trakcie procesu próbował się bronić. Nie przyznał się do wszystkich zarzucanych mu czynów. Podważał argumenty prokuratora. Wskazywał błędy i nieścisłości w akcie oskarżenia, a także kwestionował wiarygodność zeznań świadków. Wyglądało na to, że desperacko szuka sposobu, aby uniknąć kary śmierci. Jednak po 6 miesiącach procesu zapadł taki właśnie wyrok. Kara wykonana została 21 maja 1985 roku….

Źródło: Przemysław Semczuk – Kryptonim Frankenstein