Mój brat robot

0
566
Gdy w 1964 roku Stanisław Lem wydał „Bajki robotów”, nie przypuszczał, że po prawie pół wieku jego baśniowi bohaterowie z futurystyczno-kosmicznego świata staną się obiektem prac Komisji Europejskiej. I nie chodzi tutaj o wzajemne relacje pomiędzy królewiczem Ferrycym czy królewną Krystali. Choć i one nie pasują do ostatnich wytycznych Komisji i powinny zostać potępione przez Parlament Europejski, ponieważ świadczą o ksenofobii i nietolerancji wobec innych ras i gatunków.
I właśnie, aby do podobnych rzeczy nie dochodziło – co śmiał napisać Lem – jedna z komisji Unii Europejskiej zajęła się tą sprawą. A dokładnie, podjęła prace dotyczące unormowania praw robotów. Mają one doprowadzić do zrównania ich z prawami, jakie posiadają obywatele Wspólnoty, w tym przyznania im prawa do swobodnego przemieszczania się. Niektórzy przebąkują nawet, aby robotom przyznać nie tylko prawo do pracy i prawa wyborcze, ale i też obowiązki np. płacenia podatków.
Od razu zaznaczam, że nie najadłem się szaleju ani innego zielska. Co prawda są to wstępne prace zmierzające w kierunku usankcjonowania „człowieczeństwa” robotów posiadających sztuczną inteligencję. Muszę jednak przyznać, że po przeczytaniu tej informacji z pewną nieśmiałością i obawą sięgnąłem po swojego robota kuchennego. Tym bardziej, że było to w sobotę i nie wiadomo, czy według opracowywanego unijnego prawa nie przysługiwał mu dzień wolny od pracy.
A z tymi dniami wolnymi, to tak do końca nie wiadomo, czy są one wolne, czy też nie. Weźmy taką sobotę. Niby jest to dzień wolny – o co walczyli stoczniowcy w sierpniu 1980 roku. Ale tak naprawdę nigdzie – w żadnej ustawie – nie jest zapisane, że nim jest. Dlatego sochaczewscy radni podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej najpierw chcieli podjąć uchwałę, że od 1 sierpnia za pozostawienie auta w soboty w płatnych strefach parkowania będzie pobierana opłata, a następnie się z tego wycofali. Zrobili tak, gdyż w całym kraju prokuratury ścigają te samorządy, które wprowadziły opłaty w soboty. Bowiem dla prokuratorów są one podobno ustawowo dniami wolnymi, a według ustawy w takie dni nie można pobierać opłat.
Na jakiej podstawie odbywa się ściganie, tego też do końca nie wiadomo. Tym bardziej, że według Kodeksu Pracy soboty nie są dniami wolnymi. Z kolei Najwyższy Sąd Administracyjny doszedł do wniosku, że kodeks pracy sobie, a sobota i tak jest dniem wolnym. Według NSA wynika to z artykułu 57 § 4 k.p.a., dotyczącego określenia tzw. terminów np. zapłaty podatku.
Nie będę się wgłębiał w prawnicze uzasadnienie wyroku sądu. Powiem tylko, że sprowadza się ono do stwierdzenia, że skoro w sobotę urzędy nie pracują – co wynika z takiego, a nie innego godzinnego tygodnia pracy – to trudno jest wymagać od kogoś, aby w tym dniu składał coś, do czego złożenia jest zobowiązany. Tym bardziej, że nie może tego zrobić z powodu ustawowego – gwarantowanego przez KP – przeciętnego pięciodniowego tygodnia pracy. I dlatego, jak podkreśla sąd – uznać należy, że sobota jest dniem wolnym. Prawda, jakie to proste.
Jerzy Szostak

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ