Znany chirurg ukrywał się od października po wyroku za łapówkarstwo. W końcu trafił do celi

0

W piątek rano policjanci zatrzymali Jana S., znanego krakowskiego chirurga, który prawomocnym wyrokiem został skazany na 2 lata i 8 miesięcy więzienia za branie łapówek od rodziców chorych dzieci. 72-letni mężczyzna w październiku powinien stawić się do odbywania kary. – Jeszcze dziś trafi do zakładu karnego – powiedział rzecznik prasowy małopolskiej policji.

Jak powiedział w piątek rzecznik prasowy małopolskiej policji, były lekarz (stracił prawo wykonywania zawodu) skazany za przestępstwa korupcyjne, został zatrzymany w piątek w nowohuckiej placówce medycznej, do której zgłosił się jako pacjent.

 Jan S. od października był poszukiwany, przed wymiarem sprawiedliwości ukrywał się poza Krakowem.

 – Jest w komisariacie, gdzie wykonujemy formalności, ale jeszcze dziś trafi do zakładu karnego – powiedział rzecznik prasowy małopolskiej policji.

 72-letni prof. Jan S. to były pracownik Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. W ciągu kilkudziesięciu lat pracy pełnił tam m.in. funkcję ordynatora oddziału chirurgii plastycznej, rekonstrukcyjnej i oparzeń.

Prokuratura oskarżyła go o to, że w ciągu 11 lat 27 razy przyjął pieniądze od rodziców pacjentów i uzyskał w ten sposób około 15 tys. zł. W marcu 2016 r. Sąd Rejonowy dla Krakowa-Podgórza uznał Jana S. winnym brania łapówek od rodzin pacjentów, w sumie kilkudziesięciu osób, i skazał nieprawomocnym wyrokiem na 4 lata bezwzględnego więzienia i 30 tys. zł grzywny. Nakazał także zwrot 15 tys. zł i nałożył pięcioletni zakaz pełnienia kierowniczych funkcji w służbie zdrowia.

Według obrońców, którzy złożyli apelację od wyroku, był to pierwszy przypadek w Polsce orzeczenia kary bezwzględnego więzienia dla lekarza za korupcję. Obrońcy argumentowali, że wyrok bezwzględnego więzienia jest ich zdaniem rażąco surowy.

W październiku 2016 roku sąd odwoławczy obniżył karę do 2 lat i 8 miesięcy pozbawienia wolności. W uzasadnieniu wskazał m.in. na społeczną szkodliwość działań lekarza, powołując się na zeznania świadków, którzy jednoznacznie mówili o wymuszaniu przez niego łapówek. – Byli to ludzie niemajętni – ludzie ze wsi sprzedawali swój inwentarz, żeby mieć pieniądze i wręczyć je doktorowi. Inni pożyczali u rodziców, dziadków, w bankach, aby ich dziecko mogło być dobrze leczone – mówił wówczas sędzia Tomasz Grebla.

Po uprawomocnieniu się wyroku obrońcy skazanego lekarza składali wnioski o kasację, ułaskawienie i odroczenie wykonania kary. Powoływali się m.in. na pogarszający się stan zdrowia Jana S., stres wywołany skazaniem oraz bardzo dobrą opinię, jaką cieszy się zarówno w środowisku medycznym, jak i wśród sąsiadów. W lipcu br. przy kolejnym wniosku o ułaskawienie przedstawili także dokument z parafii, że lekarz angażuje się w organizację wielu wydarzeń na jej terenie, oraz informację, że jako wolontariusz od wiosny tego roku współpracuje z Caritas Archidiecezji Krakowskiej.

Sąd negatywnie opiniował wnioski o ułaskawienie. Jak wskazał w lipcu b.r., dolegliwości zdrowotne skazanego nie są przeszkodą w odbywaniu kary. Podkreślił, że w przypadku Jana S. cele kary nie zostały osiągnięte, lekarz nie wyraził skruchy i nadal kwestionuje wyrok i jego surowość, a obecnie – w ocenie sądu – próbuje jedynie uniknąć odpowiedzialności za popełnione czyny i konieczności odbycia kary.
– Ułaskawienie mogłoby utwierdzać skazanego w poczuciu bezkarności, jakie byłoby niezrozumiałe w odbiorze społecznym. Nie po to sąd orzekł karę po prawie czteroletnim procesie, aby w ogóle jej nie wykonywać – podkreślił wówczas sąd w uzasadnieniu swojej decyzji.

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ