KIM SĄ KOBIETY MAFII – opowiada dziewczyna „Mokotowa”

0
1346

Anna P. trafiła do „Mokotowa” z konkursu Miss Polski, w którym została Miss Nastolatek jednego z regionów. Kulisy wyborów, o których opowiada w książce „Byłam dziewczyną mafii”, i losy uczestniczących w nich nastolatek, powinny być przestrogą dla dziewcząt szukających kariery tą drogą. Dla niektórych uczestniczek kończyła się ona w domach publicznych. Ponieważ były tylko towarem w rękach handlarzy ludźmi działających na zlecenie gangów. O kobietach mafii z Anną P. rozmawia Janusz Szostak – autor książki „Byłam dziewczyną mafii” (wydawnictwo Harde).

 Według klasyfikacji Anny P. dziewczyny gangsterów dzieliły się na trzy grupy. Pierwsza to były biedne Polki, Ukrainki lub Białorusinki, a czasem także przedstawicielki innych nacji: Miały szczęście trafić na swojego wybawcę, który zabierał je z domu publicznego lub prosto z ulicy i wprowadzał do lepszego pozornie świata wyjaśnia Anna.

Jak to wyglądało? Kto miał szansę na taki awans społeczny?

 Przede wszystkim dziewczyna musiała być ładna. Bardzo ładna.

 Mądra już nie?

 W pierwszej grupie niekoniecznie. Wystarczyło, że wyglądała tak, że inni pękali z zazdrości. Nie był to może materiał na żonę idealną. Zwykle taka dziewczyna nie potrafiła gotować, myśleć czy ekonomicznie wydawać pieniądze. Ale za to była bardzo uległa. A za najmniejsze nieposłuszeństwo była karana. I mało która na to się skarżyła. Wychodząc z założenia, że w końcu zasłużyła.

Zapewne znałaś wiele takich dziewczyn?

 Spotykałam się z nimi codziennie. Opowiem historię jednej z nich. Była dziewczyną, a potem żoną „Olafa”. To była Polka, ale wyciągnięta przez niego z patologii. Ojciec ją molestował, gdy była dzieckiem. Jej matka utopiła dwoje swoich nowo narodzonych dzieci, zaś nieletniej Poli kazała sypiać z sąsiadem, aby mieli co do garnka włożyć. W końcu ojciec odrąbał matce głowę siekierą, a Pola zdążyła uciec w jednym ubraniu. Trafiła do domu dziecka, gdyż była nieletnia. Tam przez rok nauczyła się samych złych rzeczy. Poniewierana przez innych postanowiła uciec i zatrudniła się w klubie go-go, jako kelnerka, a potem została tancerką. Była wyjątkowo ładna i cudnie też umiała okradać swoich gości. Pamiętny był jej występ na gali mistrzów sportu. Przyszła tam z „Olafem”. Podczas licytacji sportowych pamiątek przyuważyła w strefie VIP właściciela firmy z branży IT, który wydał prawie 50 tysięcy na zakup jakiejś pierdoły. Facet był w towarzystwie tlenionej maszkary. Pola dostrzegła, że schowała ona do torebki czek, który wcześniej wypisał ten gość. Oczywiście w niedługim czasie torebka zaginęła. Sęk w tym, że ta torebka miała małą kłódkę i trzeba było ją usunąć, by dostać się do środka. Na miejsce została wezwana policja. Zrobił się rejwach. Pola wychodziła drugą stroną, gdzie pod drzwi ewakuacyjne miał podjechać „Olaf”. Było ciemno i dziewczyna tak się rozpędziła, że wsiadła wprost do patrolującego teren radiowozu. Policjanci byli mocno zadziwieni, a Pola wypaliła do nich: „Znalazłam, k…a, tę torebkę. Biegłam ją oddać, tylko ktoś mnie gonił”. Policjanci zgłupieli, zaś „Olaf”, myśląc, że zgarnęli jego dziewczynę, podbiegł w kominiarce i z bronią do radiowozu. Policjanci o mało nie zeszli, ale Pola zachowała jednak zimną krew: „Panowie tutaj trwa także impreza zamknięta. Wieczór kawalerski. Pan ma atrapę pistoletu i myśli, że wy też jesteście przebrani”. Olaf zaczaił, o co chodzi, zdjął kominiarkę i po krótkiej rozmowie wyjaśniającej zaprowadził Polę z powrotem na galę. Za „znalezienie” torebki z czekiem dostała 15 tysięcy nagrody. Gdyby nie Pola, policjanci pewnie otworzyliby ogień do „Olafa” albo próbowaliby go jakoś spacyfikować. Tymczasem mundurowi pod wpływem pięknej dziewczyny dali się nabrać na teatrzyk. „Olaf” jednak tego nie docenił i w domu tak sprał Polę, że przez tydzień chodziła w ciemnych okularach. Ta dziewczyna ponadto za każde słowne przejęzyczenie miała do wykonania francuski połyk. Tak „Olaf” uczył ją poprawnej polszczyzny. Potrafiła w towarzystwie innych kobiet gangsterów zapytać: „Co chceta do picia?” albo „Weźta mi coś do jedzenia” i takie tam. Wszyscy mieli wtedy ubaw. Tylko nie ona. Podobno kiedyś za karę przez trzy noce spała na gołej posadzce. Zdarzało się, że miała zwichnięte ramię czy stłuczoną rękę. „Olaf” uczył ją takimi metodami języka polskiego, francuskiego, uległości, a w konsekwencji milczenia. Należała do grupy, która za pierwsze otrzymane pieniądze od faceta chciałaby wykupić pół Biedronki. Nie umiała mieć pieniędzy. Gdy szła na zakupy z „Olafem”, kupowała na przykład trzy zielone sukienki w kwiatki z wyprzedaży. To sporo mówiło też o jej guście. Olaf jednak miał do niej słabość. Podobno  najlepiej robił „loda” po tej stronie Wisły. Ale hitem były jej placki ziemniaczane. Nieobrane kartofle roztłukła młotkiem jak na schabowe, zwinęła w kulki i rzuciła na patelnię.

Ciekawe, jaka kara ją za to spotkała?

Tego już nie wiem. Ale w sumie żal mi było Poli. Życie od najmłodszych lat jej nie oszczędzało.

Jednak chyba nie wszystkie kobiety gangsterów poddawały im się bezwarunkowo.

Drugi typ kobiet to były cwane bestie, które zrobią wszystko dla swojego faceta, ale potrafią też być dla niego okrutne. Taka była choćby żona Mariana. On, zanim trafił do „Mokotowa”, był kucharzem. To był prosty chłopina, co sobie z gaci brud zeskrobywał, bo nie miał wtedy pralki ani bieżącej wody w domu. Wszedł w szeregi grupy, ponieważ miał prawie 190 wzrostu i sprawiał wrażenie silnego faceta. Zabierano go zatem do wszelkich siłowych działań. Jeśli ktoś nie oddał na czas pieniędzy albo oddał za mało, to Marian wkraczał do akcji. Co prawda Marian nie potrafił dobrze pisać, bo ledwie skończył podstawówkę, ale za to doskonale liczył pieniądze. Jola, jego żona Ślązaczka, była zaradna, wygadana i miała olbrzymi biust. Dla niej to, co Marian powiedział, było święte. Zaś on o Jolę był chorobliwie zazdrosny. Dlatego ciągle siedziała w domu i służyła Mańkowi jako worek do rozładowania złości. Robiła za sekslalkę, kucharkę, sprzątaczkę i temu podobne. Jej jednak taka rola nie przeszkadzała. Lubiła seks, alkohol i czasami jakieś ziółko. To był typ różowej landrynki. Gdy Marian trafił do więzienia, Jola ciągle wystawała pod pierdlem i krzyczała, że zawsze tu będzie czekać na niego. Jedni mu tego zazdrościli, a inni dokuczali. Jola miała w tym czasie nieograniczony dostęp do pieniędzy Mariana. Była jednak rezolutna. Nie szastała nimi na lewo i prawo. Pewnego razu Marian postanowił jednak sprawdzić uczciwość małżonki. Poprosił kumpli, by poddali Jolę próbie wierności. I tak oto trzech mokotowskich pojechało z wizytą do żony Mariana z grypsem od niego, by udzieliła im schronienia na kilka dni. W tym czasie mieli próbować ją uwieść. Trzeba przyznać, że Marian dość pochopnie narażał się na mało zaszczytne miano rogacza. Jola była bowiem ponętną śląską dziołchą i kumpli Mańka nie trzeba było długo namawiać do zalotów. Jolanta była jednak sprytna. Wyczuła podstęp męża i zamiary gości. Zaproponowała zatem, by się napili. Nie wiadomo, co im dokładnie podała. Ponoć jakąś specjalną nalewkę jej męża dla nieoczekiwanych gości. Panowie w każdym razie padli i już się nie podnieśli. Gdy Marian dowiedział się, co zaszło, usiłował jakoś ratować sytuację. Jola jednak nie zamierzała mu odpuścić. Zabrała wszystkie pieniądze, sprzedała dom i opuściła Warszawę. Obciążyła jeszcze Mariana, że trzyma narkotyki w szopie. Sama je tam wcześniej podłożyła. Marian wciąż siedzi, a Jola jest menedżerką nocnego klubu na Śląsku.

Jola to był drugi typ kobiet mafii, a ty, do której grupy się zaliczałaś?

 ‒ Myślę, że do trzeciej. Trzeci typ to były typowe kobiety mafii, niczym z filmów. Ale było ich bardzo niewiele. Inteligentne, zadbane, opiekujące się domem. Które nie wtrącają się w życie swoich partnerów. Wiedzą wiele, ale milczą. Udają, że wszystko jest w porządku. Mówiono, że taka była żona „Ciepłego”. Idealna pani domu. Piękna, z bogatego domu. Nie wiadomo jednak do końca, czy była Polką. Krążą na ten temat sprzeczne informacje. On sam nie lubił na ten temat rozmawiać. W każdym razie była prawdopodobnie magistrem prawa albo farmacji. Jej ojciec, lekarz, nie akceptował wybranka córki, bo był wówczas biedny. Wojciech prawdopodobnie wszedł na drogę przestępstwa, by zdobyć pieniądze i kobietę. Bardzo dbał o żonę i dziecko. Mieli wszystko. Jego teściowie jednak z czasem dowiedzieli się, co robi ich zięć. Namawiali córkę do powrotu. Jednak ona była mu oddana i lojalna. W końcu przysięgała przed ołtarzem. Sytuacja się zmieniła, gdy teść zachorował na raka. „Ciepły” robił cuda, by mu pomóc, i się udało. Od tej pory Paweł znowu wrócił do łask. Chciał zapewnić rodzinie wszystko. Zapomniał tylko, że to właśnie rodzina często jest na celowniku.

 Czym wyróżniały się kobiety mafii z najwyższej kategorii?

To były damy z klasą. Często wykształcone, których zadaniem było stworzenie prowizorycznych warunków bezpiecznego i szczęśliwego domu. Udające, że ich mężowie prowadzą firmy i są biznesmenami. Żadna z nich nie nazwałaby swojego męża gangsterem. Po prostu ciężko pracujący pan domu.

Może po prostu nie wiedziały, z kim dzielą sypialnię?

Owszem, może ze dwa razy zdarzyło się, że panie nie wiedziały, czym zajmują się ich mężowie. Na ogół jednak kobiety tylko udawały, że nie wiedzą. Był nawet taki jeden przypadek, że żona gangstera mówiła do niego „mój panie” i klękała, pochylając głowę, aby go w taki sposób przywitać, ale to był ewenement. W tej kategorii zazwyczaj kobiety były szanowane.

Czym się zajmowały na co dzień?

Lubiły pielęgnować ogród, gotować zdrowo i dużo oraz organizować głównie zagraniczne wakacje. Spokojnie można je było porównać do współczesnych żon piłkarzy. Były ładne, zadbane, kochające luksus, ale mające klasę. Często nawet i skromne, nieudzielające się w towarzystwie męża. Jednak w obliczu problemów, na przykład aresztowania ich idealnego pana domu, stawały się silne i zaradne. Żyły oszczędnie, chodziły do pracy. Raczej nie wstępowały na drogę przestępczą. Starały się nie być na widoku.

Mimo to ich życie nie zawsze było bezpieczne. Żona „Bajbusa” została zastrzelona. Czy inne kobiety mafii były narażone na podobne niebezpieczeństwa?

Na pewno nie było to spokojne życie. Mnie nie spotkało na szczęście nic złego. Jednak „Karol” opowiadał mi o innej podobnej sprawie. Małżeństwo, w którym mężczyzna był jednym z bossów „Mokotowa”, wracało pieszo z kina. Podczas wieczornego spaceru towarzyszyła im ich córka oraz siostra kobiety, Beata. W pewnym momencie gangster zauważył podejrzany samochód, który zbliżał się do nich. Zaczęli uciekać. Siostra kobiety złapała dziecko na ręce i wpadła z nim do rowu porośniętego krzakami. Biegła jednak dalej z małą na rękach. Tylko raz się odwróciła i ręką zakryła oczy półprzytomnemu ze strachu dziecka. Zobaczyła, że jeden z napastników uderza o beton głową jej siostry, a kolejny wrzuca ciało szwagra na tył samochodu. Zapakowali też nieprzytomną kobietę do auta i odjechali. Beata zawróciła. Zauważyła bowiem, że jej siostra biegnąc, wyrzuciła torebkę, a tam była broń Waldka, jej szwagra. Dostrzegła też ogromną kałużę krwi na chodniku. Poderwała się i z dzieckiem na rękach pobiegła do najbliższego komisariatu, który był 200 metrów dalej. Pech chciał, że tego wieczoru zapomniała zabrać z domu telefon. Biegnąc, zauważyła inny samochód zmierzający w jej stronę. Schowała się z małą za ulicznym słupem z plakatami. Samochód zatrzymał się w pobliżu, wysiadło z niego dwóch mężczyzn. Jeden szedł w stronę Beaty i dziecka. Kobieta oddała pierwszy strzał. Potem strzeliła jeszcze raz. Osoba, która siedziała w aucie, wybiegła i próbowała doprowadzić rannych kolegów do auta. Samochód ruszył. Gdy Beata ponownie biegła z dzieckiem, auto gangsterów jechało po moście, nad głową dziewczyny. Zatrzymało się i ktoś oddał z niego kilka strzałów. Jeden z nich trafił Beatę w ramię. Jakim cudem dobiegła do komisariatu, tego nikt nie wie. Upadła na schodach obok dyżurki. Za chwilę było tam pełno policjantów. Przyjechała karetka. Beata skontaktowała się z przyjacielem jej szwagra. Ten, jako niby-ojciec odebrał dziecko z rąk psychologa policyjnego i uciekł z nim, nie wiadomo gdzie. Beata ma obecnie status świadka koronnego.

Ta historia przypomina nieco sprawę Kariny Surmacz i „Świętego”, o której też piszemy w tej książce. Znasz jej zakończenie?

Wiem tylko, że Beata ma obecnie status świadka koronnego. Nic więcej nie wiem.

O życiu Anny wśród gangsterów opowiada książka „Byłam dziewczyna mafii”. która jest już dostępna w sprzedaży.

KSIĄŻKA TU DO KUPIENIA

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ