Grudniowa rozprawa w sprawie śmierci Ewy Tylman nie wniosła nic ciekawego. Nawet adwokat Wojciech Wiza przyznał, że środowa rozprawa była nieistotna dla całej sprawy. Przede wszystkim dlatego, że sąd przesłuchiwał drugorzędnych świadków, którzy w tej sprawie pojawili się w momencie, kiedy prokuratura sprawdzała inne wątki.
Był taki okres podczas śledztwa, że brano na poważnie wariant mówiący o porwaniu dziewczyny dla okupu. Nocny monitoring na moście Rocha zarejestrował podejrzanego busa zawracającego na samym moście. Kierowca robił to w miejscu niedozwolonym. Policjanci po tygodniu namierzyli go i przesłuchali po raz pierwszy.
Nocami polował na dziewczyny
Krzysztof M. ma 33 lata i pracuje w firmie handlującej rybami. Kierowca w nocy wykonywał kilka kursów po Poznaniu i okolicach. Bardzo często zaczepiał dziewczyny wracające nad ranem do domu. Feralnej nocy w jego samochodzie pojawiły się aż cztery dziewczyny. Wszystkie były młode i pijane. Policjanci nazwali go „Nocnym łowcą” i zaczęli dokładniej sprawdzać jego zeznania. Dwa lata temu, w grudniu przeprowadzili nawet eksperyment procesowy, by dokładnie zweryfikować trasę jaką pokonał kierowca w nocy, kiedy zaginęła Ewa Tylman. Pobrano też od niego odciski palców i próbki materiału biologicznego. Podwózka jednej z dziewczyn o mało co, nie zakończyła się bliższym kontaktem. Tak przynajmniej zeznał Nocny Łowca.
- Czułem, że dziewczyna chce coś więcej. Podobała mi się, ale do niczego nie doszło, ponieważ zatrzymał nas patrol policji. Dziewczyna przyznała się, że mnie nie zna i tylko poprosiła o odwiezienie do domu. Policjanci wzięli ją do swojego samochodu i odwieźli do domu. Więcej jej nie widziałem, choć znalazłem jej dokumenty i portfel w samochodzie. Jeszcze tej samej nocy odwiozłem wszystko do jej domu. Drzwi otworzyła jej babcia. – bez specjalnego skrępowania zeznawał Nocny Łowca, jednocześnie, że ma żonę. Policjanci ustali, że kierowca prawie każdej nocy brał do samochodu jakąś dziewczynę. Jednak wątek porwania okazał się mało wiarygodny, a przynajmniej Krzysztof M. nie miał nic wspólnego z tą sprawą. Na moście Rocha znalazł się rzeczywiście przypadkowo.
- Czy pani prokurator w dalszym ciągu wnioskuje o przesłuchanie wszystkich zgłoszonych szybciej świadków – spytała sędzia po przesłuchaniu tego dnia trzech świadków. Przed kierowcą zeznawały dwie sprzedawczynie ze stacji benzynowej przy ulicy Królowej Jadwigi. Nie potrafiły one rozpoznać mężczyzny, którego widziały w nocy w okolicach stacji. Zeznały tylko, że młody mężczyzna w kapturze był zdenerwowany i rozmawiał przez telefon komórkowy. Problemy miały też z ustaleniem jego trzeźwości. W sądzie mówiły, że nie był pijany, ale jedna z kobiet na policji stwierdziła, że się zataczał.
Takie pytanie wskazuje, że sędzia również nie widziała potrzeby przesłuchiwania świadków, którzy w sprawie pojawiali się, kiedy prokuratura badała inne tropy w tej sprawie. Wydaje się, że słuchanie takich zeznań to strata czasu.
Ewa piła więcej
Po przerwie zeznawała Magdalena S., radca prawny Adama Z., która poszedł z nią na spotkanie z Krzysztofem Rutkowskim. Na czas jej przesłuchania sąd wyłączył jawność rozprawy. Zrobił to na wniosek świadka, ponieważ wcześniej zwolnił ją z obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej w procesie karnym.
Zwolnienie adwokata z tajemnicy zawodowej zawsze budzi duże emocje. Czy w tej sprawie sąd nie popełnił błędu? Można dyskutować i doszukiwać się argumentów zarówno za jak i przeciw. Jedno jest pewne nadużywanie tej możliwości nie ułatwi pracy adwokatom w innych sprawach. Nie wiemy, co zeznała Magdalena S., ale z zachowania stron i ich wypowiedzi, można się domyślać, że żadnego przełomu w sprawie nie było.
Następnie zeznawała barmanka z klubu Mixtura. Potwierdziła, że dziewczyna była bardzo pijana, natomiast Adam trzymał się lepiej, ponieważ podała mu tylko dwie wódki, a Ewa piła więcej. Na koniec zeznawał mężczyzna, który był przypadkowym świadkiem jak para na ulicy Wrocławskiej wychodziła z pubu.
- Zachowywali się głośno. Oboje byli mocno pijani. Przewrócili się na ulicy, a dziewczyna mocno uderzyła głową o ziemię. Podszedłem, by sprawdzić, czy nie potrzebują pomocy. Jednak dziewczyna mocno się śmiała, więc ich zostawiłem. Chwilę szedłem za nimi, ale wszystko wyglądało normalnie. Myślałem, że to para – powiedział w sądzie Przemysław M.
Następna rozprawa odbędzie się w styczniu, już w nowym roku.
Przemysław Graf
fot Przemysław Graf








