Winni artyści i żurnaliści

0
15

Nie jest zapewne dla nikogo nowiną, że Polska pod względem wypijanego alkoholu plasuje się w czołówce krajów Europy. „Nie jesteśmy w dobrej części Europy, jeśli chodzi o stosunek do alkoholu” – stwierdził ostatnio dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. To fakt, skoro za wschodnią granicą wóda leje się strumieniami, a zachodni sąsiedzi wypijają hektolitry piwa, no to i my nie możemy być gorsi. To mnie wcale nie dziwi. Sąsiedztwo zobowiązuje!

Zaskakujące są natomiast dane na temat tego, które grupy zawodowe pracują na tak dobry wynik.

Otóż na pierwszym miejscu są ex aequo: twórcy, dziennikarze, literaci, artyści. Biją oni inne grupy na głowę, bo i piją z rozmachem. Dalej na pudle znaleźli się operatorzy maszyn i urządzeń górniczych oraz na miejscu trzecim: górnicy i budowlańcy, tu akurat niespodzianki nie ma. Za murarzami i tynkarzami uplasowali się lekarze, ale tych rozpijają permanentnie pacjenci – donosząc regularnie brandy, koniaki i winiaki. Niezbyt wiele mają szans na chwile trzeźwości.

Tuż za medykami znaleźli się zawodowi kierowcy. Co zapewne też nikogo nie dziwi.

Najrzadziej do kieliszka zaglądają sprzątaczki i pielęgniarki (lekarze wypili wszystko?). Ale wszak kobiety generalnie piją mniej.

Przedstawiciele władzy zaglądają do kieliszka o połowę rzadziej niż artyści i dziennikarze, a urzędnicy wypijają zaledwie 1/3 tego, co żurnaliści i twórcy. Trochę mnie to dziwi, ale może to efekt zmian na szczytach władzy? W każdym razie nie zawsze tak było. Poprzednie ekipy rządzące trudno było zaliczyć do abstynentów. Tylko w jednym roku w kancelarii premiera Donalda Tuska opróżniono 645 butelek wina i 122 butelki whisky. Łączna ich wartość to 75 tysięcy złotych. Z kolei u prezydenta Bronisława Komorowskiego w tym samym czasie na alkohol przeznaczono aż 141 tys. złotych!

Nic zatem dziwnego, że Tusk czuje się dobrze w towarzystwie Junckera i podobnych mu brukselskich moczymord. I ja bym go stamtąd nie zabierał, niech pije na ich koszt. Dzięki temu budżet naszego państwa na pewno odetchnie.

Zaskakuje mnie natomiast stosunkowo odległa pozycja urzędników. Świeżo w pamięci mam czasy, gdy wizyta w jakimkolwiek z urzędów Polsce, w dniu popularnych imienin, przypominała wejście do baru kategorii trzeciej. Już od drzwi uderzał w nozdrza zapach sałatek i odór gorzały. W takim uroczystym dniu nikt z reguły pracą się nie zajmował: – Nie widzisz pan, że imieniny mamy?! – mógł usłyszeć co najwyżej wypłoszony petent.

Dziś, ten przeniesiony z PRL  zwyczaj wyprawiania imienin w miejscu pracy na szczęście umarł śmiercią niemal naturalną. Bowiem za takie pijaństwo można nie tylko stracić pracę, ale i niekaralność, która urzędnikom jest niezbędna do życia bardziej niż gorzała.

I to, poniekąd tłumaczy sukces alkoholowy artystów i dziennikarzy. Bo ci jak wiadomo, mają nienormowany czas pracy, to i więcej sposobności, aby się napić. Sam piję zaledwie 3-4 razy w roku, a i w naszej redakcji właściwie sami abstynenci, to kto te normy wyrabia? Aż boję się myśleć, co dzieje się w innych redakcjach. Być może niektórzy zapewne mają powody, aby upijać się ze smutku.  Szczególnie w tych redakcjach, co je będą polonizować.

Nie dziwi mnie natomiast, że w alkoholowym rankingu przodują artyści. Tam prawie wszyscy stracili prawa jazdy przez gorzałę. A gdy się słucha, co mają do powiedzenia o polityce i nie tylko, to jasnym się staje, że na trzeźwo by tego nie wymyśli. Niestety niektórzy dziennikarze też sprawiają wrażenie ofiar choroby alkoholowej.

To wszystko może już wkrótce doprowadzić do ograniczenia godzin sprzedaży alkoholu i zmniejszenia liczby punktów sprzedaży. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych postuluje też podniesienie jego cen.

I wszystkiemu będą winni artyści i żurnaliści.

Leo

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ