Mimo, że został skazany za spowodowanie śmierci pracownika dyskoteki w Rybnie,  a potem  dwukrotnie –  podczas zawieszenia kary – złamał prawo, to nie pójdzie do więzienia. A to dlatego, że według Sądu Okręgowego w Płocku, prowadzenie samochodu bez uprawnień to incydentalne działanie, które jedynie świadczy o bezmyślności oskarżonego. Sąd w Sochaczewie miał inne zdanie na ten temat.

Hubert W. to także gwiazda Internetu. W kwietniu 2013 roku TVN Turbo w programie „Patrol” wyemitowała materiał z zatrzymania w Alejach Ujazdowskich w Warszawie kierowcy bmw. Od tego momentu Hubert W. stał się na swój sposób sławny.

Jak poinformowała nas Iwona Wiśniewska-Bartoszewska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Płocku,  przed tamtejszym sądem zapadł wyrok w sprawie Huberta W.

Sąd w Płocku uchylił wyrok Sądu Rejonowego w Sochaczewie, który nakazywał umieszczenie Huberta W. na 2 lata w więzieniu, w związku ze złamaniem przez niego okresu próby. Wiązała się ona z wyrokiem dotyczącym spowodowania przez Huberta W.  nieumyślnej śmierci  pracownika dyskoteki w Rybnie.

Wówczas Hubert W. – syn lokalnego przedsiębiorcy – przejechał autem bmw 51-letniego Waldemara T. Miało to miejsce  w  nocy z 9 na 10 czerwca 2012 roku.

Hubert W. poddał się dobrowolnie karze, którą  wymierzył mu sąd. Został on skazany na 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata. Otrzymał też zakaz prowadzenia pojazdów przez okres 3 lat. Ponadto musiał wypłacić  zadośćuczynienie za doznane krzywdy rodzinie zabitego w wysokości 165 tysięcy złotych.

Niska szkodliwość

Okazało się jednak, że niczego to skazanego nie nauczyło. Otóż dwukrotnie został on zatrzymany przez policję, gdy mimo sądowego zakazu prowadził samochód. W jednym przypadku został skazany przez sąd w Skierniewicach na grzywnę. I właśnie to stało się podstawą dla sochaczewskiego sądu do odwieszenia mu kary.

Hubert W. odwołał się jednak od wyroku do Sądu Okręgowego. A ten 20 maja stanął po jego stronie. Co prawda dla sądu – jak można przeczytać w uzasadnieniu wyroku – „nie ulega wątpliwości, że w okresie próby skazany dopuścił się kolejnego czynu zabronionego. Biorąc jednak pod uwagę charakter tego występku, orzeczoną za ten czyn karę (grzywna) uznać należy, iż stopień społecznej szkodliwości tego czynu nie był wysoki”.  Według sądu w Płocku był to jedynie incydent, który – jak zaznaczono – w obliczu dotychczasowego, kompletnie bezproblemowego przebiegu próby, nie będzie miał w przyszłości więcej miejsca. Gdyż Hubert W. zdał ponownie egzamin na prawo jazdy i może już bez problemów jeździć samochodem.  Ponadto, jak zaznaczono w uzasadnieniu, prowadzi on: „typowe dla osób w jego wieku życie: pracuje (jest zatrudniony w przedsiębiorstwie ojca), opiekuje się babcią, planuje zawrzeć związek małżeński”.

Bezmyślne zachowanie

Co ciekawe, w tym samym uzasadnieniu można przeczytać, iż Sąd Okręgowy w momencie wydawania wyroku posiadał wiedzę, że przeciwko skazanemu toczy się  postępowanie przed Sądem Rejonowym w Łowiczu o czyn z art. 180a k.k., czyli także prowadzenie samochodu bez wymaganych uprawnień. Za co grozi grzywna lub dwa lata więzienia. Jednak podobnie jak w pierwszym przypadku owo zachowanie Huberta W. zostało potraktowane przez sąd jako: „incydent, który w przyszłości się nie powtórzy (jako wręcz bezmyślne zachowanie skazanego)”.

Decyzje Sądu Okręgowego w Płocku pozostawiamy bez komentarza. Choć rodzi się pytanie, ile takich incydentów trzeba popełnić w okresie zawieszenia kary, aby trafić do więzienia, i czy na podobne pobłażanie sądów mogą liczyć inni kierowcy, zatrzymani na prowadzeniu pojazdów mimo sądowego zakazu?

Kozak ze wsi

Hubert W. to także gwiazda Internetu. W kwietniu 2103 roku TVN Turbo w programie „Patrol” wyemitowała materiał z zatrzymania w Alejach Ujazdowskich w Warszawie kierowcy bmw. Z naszych informacji wynika, że materiał został nagrany także w kwietniu. O ile kierowca nie sprawił funkcjonariuszom żadnych kłopotów, to całkiem inaczej zachowywał się jego kompan, którym był ponoć Hubert W. Mimo zakazu wyszedł z samochodu. Zapytany przez funkcjonariuszy, dlaczego to zrobił, odparł: – No, bo mogę.

W tej sytuacji policjanci poprosili go, aby podszedł do kamery i pokazał swoją twarz i powiedział, jak dużo może. – Ja dużo mogę (…,) ta dzielnica jest moja – stwierdził do kamery najwyraźniej zadowolony z siebie osobnik.

Nie wiadomo, czy obecność kamer, czy też wiara w swoją bezkarność spowodowały, że pasażer bmw zaczął grozić policjantowi, a następnie go zaatakował.

 To, co nastąpiło później uświadomiło osobnikowi, że być może we wsi pod Bolimowem, gdzie mieszka jest bezkarny, ale dla stołecznych policjantów jest po prostu pijanym chamem, który zaatakował funkcjonariusza. Zaatakowany policjant prysnął mu gazem w twarz, a następnie „bohater” został skuty, posadzony na ziemi i zrewidowany.
I w tym momencie z kozaka uszło całe powietrze. Zaczął płakać i błagać, aby puszczono go do domu, bo jest mu zimno i bardzo chce mu się spać. Ze łzami w oczach mówił, że bardzo szanuje policjantów i odda im wszystkie „piniondze”, aby tylko nie zabierano go do izby wytrzeźwień. Próba przekupstwa nie poskutkowała. Funkcjonariusze nie chcieli jego „piniondzów’ i bohater reportażu trafił „na Kolską”, czyli do stołecznej izby wytrzeźwień.

Do Huberta W. przylgnęła wówczas ksywka „Kozak ze wsi”.

To też był tylko incydent. A po nim przyszły kolejne.

Jerzy Szostak

współpraca Bogumiła Nowak

ZOBACZ KOZAKA ZE WSI W AKCJI

fot. TVN Turbo