OSKARŻA POLICJĘ, SĄD I PROKURATURĘ

0
95

Niesłusznie skazany za zabójstwo Zbigniew Góra żąda gigantycznego odszkodowania i zadośćuczynienia – 17,5 miliona złotych. To nie wszystko. Oskarża funkcjonariuszy wymiarów: ścigania i sprawiedliwości. Zarzuty przeciwko nim bada prokuratura.

Zbigniew Góra nerwowo patrzy na okna lubelskiej kamienicy przy ul. Leśnej 15. Zza firanek zerkają mieszkańcy. Do dziś patrzą na Zbigniewa Górę, jak na mordercę ich sąsiadki, Haliny B., 70-letniej lekarki. Nieważne, że jest uniewinniony. Dla nich jest winny, bo policja nadal szuka faktycznego zabójcy. Szuka już 9. rok.
Prokuratorski opis zabójstwa z 27 września 2004 roku w mieszkaniu sędziwej pani doktor budzi przerażenie. Morderca, po wejściu do mieszkania, zaczął ją bić po głowie. Najpierw pięściami, potem – kilkakrotnie – nieustalonym, tępym, twardym narzędziem. Powalił kobietę na podłogę. Dusił. Poduszkę mocno przycisnął do jej twarzy. Kolanem docisnął płuca. Połamał jej żebra. Spowodował ostrą rozedmę i w konsekwencji dławienie oraz gwałtowne uduszenie.
Łup był skromny. Telefon komórkowy marki Nokia 3510i o wartości około 300 zł, oraz biżuteria wyceniona na około 1000 zł.
Zbigniew Góra wraz z rodziną wynajmował jedno z mieszkań lekarki. Odwiedził ją w przeddzień tego mordu, by opłacić wynajem. Prokurator zarzucił mu bestialskie zabójstwo na tle rabunkowym. Podstawą oskarżenia były jedynie zeznania Tomasza B. Ten twierdził, że kupił od Zbigniewa Góry telefon komórkowy marki Nokia 3510i. Ten miał należeć do zamordowanej kobiety.
Zbigniew Góra potwierdził, że sprzedał Tomaszowi B. telefon, ale inny model Nokii – 3510. Prokurator a za nim sąd, nie dali wiary jego wersji.
– Dostałem wyrok 25 lat więzienia. Tylko na podstawie pomówienia. Odsiedziałem niemal trzy lata. Za nic! – Zbigniew Góra z trudem ukrywa emocje.

Wybaczył zdradę

Fajsławice. 30 km od Lublina. Tu przeprowadzili się Małgorzata i Zbigniew Góra wraz z dziećmi. Jest spokojniej, dalej od złych spojrzeń, plotek i szykanowania w szkole ich najstarszego syna.
– Mamy około 35 lat i zaczynamy życie od nowa.
– Pani nie uwierzyła w niewinność męża i odeszła, choć świat mu się zawalił?!
– Nie żałuję, że odeszłam i że mam córkę, która nie jest dzieckiem mojego męża. Uważałam, że robię słusznie. Zbyszek siedział w areszcie. Mówił, że wyjdzie po dwóch miesiącach, a ciągle przedłużano mu areszt. Prokurator pokazywał mi dowody winy męża. Adwokaci byli bezradni. Było coraz gorzej, a ja musiałam żyć z dziećmi. Kończyły się pieniądze! – tłumaczy Małgorzata Góra.
– Julka urodziła się, gdy byłem za kratami. Nie jestem jej biologicznym ojcem – dodaje Zbigniew Góra.
– Zbyszek mnie zrozumiał, wybaczył. To był … epizod – mówi Małgorzata.
– A pani sobie wybaczyła?- pytam.
– Nie!
Zbigniew Góra przykłada palec do ust. Prosi 6-letnią córkę o wyjście z pokoju.
– Julka jeszcze nic nie wie – wyjaśnia.
– Powiemy jej prawdę o ojcu zaraz po tym wywiadzie. W obecności psychologa – dodaje Małgorzata.
– Julcia była bardzo mała, gdy 5 lat temu wróciłem do domu. Miała zaledwie półtora roku. Podczas zabawy z braćmi, cały czas słyszała: „Tato to, tato tamto”. Zaczęła więc tak do mnie wołać. Dziś jestem jej kochanym tatusiem!

Powrót do celi

Areszt Śledczy w Lublinie. Trzask krat. Przejmujący, ostry dźwięk przekręcanych kluczy. Strażnik otwiera ciężkie, obite ściemniałymi ze starości dechami drzwi celi nr 126, w której siedział Zbigniew Góra.
– I jak? – prowokuję.
– Tak, jak było dziewięć lat temu, gdy mnie tu zamknięto – odpowiada beznamiętnie – Jest tylko o jedno łóżko mniej. Siedmiu facetów na piętnastu metrach kwadratowych! I podłoga inna – z terakoty. Wtedy była z klepek drewnianych. Gdy któregoś w celi dopadł głód nikotyny, zdrapywał wióry z podłogi, zawijał w gazetę i miał co palić.
Pod sufitem – sznury z suszącą się bielizną. Nad oknem – transparent kibiców piłki nożnej z flagą narodową i napisem „Polska”. Zbigniew Góra – oprowadza mnie po celi. Pamięta więzienny slang: „perełka”- wanienka do mycia, „gier” – to sedes, „kukiel” – to szybka w drzwiach do obserwacji osadzonych, „kojo” to łóżko. Przed „lipem” tj. oknem – „tygrysówka”, czyli kraty. Z zewnątrz mleczna pleksi – tak, by nic nie było widać i by nie można było „kukać”, czyli patrzeć.
– Nie grypsowałem, ale z grypsującymi jakoś sobie radziłem. Siedziałem z przestępcami różnych kategorii: od włamywaczy, przez handlarzy narkotykami, po zabójców.
Siada na swojej byłej pryczy.
– O tym, że żona chce się rozwieść, dowiedziałem się ponad rok od aresztowania. Złożyła pozew o rozwód, więc przestała we mnie wierzyć! Gdy trafiłem za kraty, młodszy syn – Przemek miał 2,5 roku, starszy Łukasz 5,5. Im dłużej byłem w areszcie, tym Łukasz coraz bardziej odsuwał się ode mnie. W ostatnim liście napisał, żeby nie kontaktować się z nim, bo on już do mnie pisać nie chce. Musiał mi pomóc psycholog. Byłem w areszcie tymczasowym prawie trzy lata!
– Pogodził się pan z zamknięciem za kratami?
– Buntowałem się, ale to nic nie dawało. Wszelkie prośby o pomoc, o to, by ktoś przeanalizował akta, dowody mojej niewinności, nic nie dawały. Po moim kolejnym zażaleniu, Sąd Apelacyjny zdecydował o uchyleniu aresztu. Znowu potrzebowałem pomocy psychologa, bo na wolności czułem spojrzenia wszystkich. Bałem się wychodzić z domu.

Nie ma winnych

Zbigniew Góra czyta pismo fundacji „Lex Nostra”. To ona, w jego imieniu, wystąpiła do Prokuratura Generalnego z zawiadomieniem o możliwości popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy wymiarów ścigania i sprawiedliwości w Lublinie.
„Składam zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstw polegających m.in. na: nadużyciu uprawnień procesowych, sfałszowaniu dowodów, ukrywaniu dokumentów, przerabianiu dokumentów, poświadczeniu nieprawdy, bezprawnym pozbawieniu wolności, podstępnym pozbawieniu możliwości udziału w wyborach parlamentarnych, psychicznym znęcaniu się nad Zbigniewem Górą i świadkiem oraz niedopełnieniu obowiązków przez funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości w postępowaniu karnym prowadzonym przeciwko Panu Zbigniewowi Górze, podejrzanemu, oskarżonemu i skazanemu za zabójstwo Haliny B., a następnie po ponad 6 latach prawomocnie uniewinnionemu”.
– Oskarżam policję, prokuraturę i sąd o to, że w całym postępowaniu dopuścili się wielu przestępstw, fałszowania dowodów, matactwa. Nie przeprowadzili ważnych czynności śledczych, które spowodowałyby, że nie siedziałbym w areszcie! Gdy wyszedłem z aresztu powiedziałem sobie, że nie popuszczę i że będę dociekał sprawiedliwości – Zbigniew Góra mówi z przekonaniem.
Dochodzeniem w sprawie nieprawidłowości w prokuraturze i w sądzie w Lublinie zajęła się Prokuratura Okręgowa w Radomiu.
A w lubelskich instytucjach ścigania i sprawiedliwości, jedni obwiniają drugich. Zbigniew Góra zarzuca błędy śledczym i sędziom. Sąd Apelacyjny – błędy Sądowi Okręgowemu, który skazał Górę niesłusznie. Ten z kolei obarcza prokuraturę. Ta do winy się nie poczuwa, co najwyżej do uchybień.
– Śledczym i prokuratorowi w Lublinie zarzucam przede wszystkim, że nie sprawdzili mojego alibi, obrazu z kamer monitoringu miejskiego – mówi zdecydowanie.
Kto popełnił błąd? Kto jest winien niezbadania obrazu z kamer z monitoringu miejskiego z miejsc przebywania oskarżonego w dniu zabójstwa? Dlaczego śledczy nie zabezpieczyli zegarka zamordowanej lekarki, który potem stał się dowodem w sprawie?
Beata Syk-Jankowska – rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie: – Z posiadanej przeze mnie wiedzy wynika, że prokurator żądał obrazu z monitoringu w kasynie gry. Nie można już było zabezpieczyć tego dowodu, który stanowiłby potwierdzenie bądź nie, alibi oskarżonego.
– Dlaczego? Czy to prawda, że dopiero po około dwóch latach od zabójstwa śledczy przystąpili do zbadania monitoringu?
– Nie potrafię panu kategorycznie na to odpowiedzieć, bo nie dysponuję takim materiałem. Oczywiście mogłabym ustosunkować się na piśmie, po pewnym czasie, gdyby pan sobie życzył – deklaruje rzecznik prokuratury.
Prokurator słowa dotrzymała. Przysłała pismo w sprawie pytań o niezbadanie alibi i niezabezpieczenie zegarka zamordowanej lekarki, ale odpowiedzi merytorycznej nadal brak: „(…) Z uwagi na powyższe oraz fakt, iż w sprawie przeciwko Zbigniewowi G. zapadł prawomocny wyrok uniewinniający, jakakolwiek polemika z ustaleniami sądu czy oświadczeniami Zbigniewa G., jak również odnoszenie się do dowodów przeprowadzonych bądź nieprzeprowadzonych w toku procesu nie jest wskazana. Beata Syk – Jankowska – rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie”.
Także rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie, który skazał Zbigniewa Górę na 25 lat więzienia, sprawę postawił jasno. Artur Ozimek, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie: -To nie sąd ponosi winę. Do sądu akt oskarżenia wpłynął po prawie dwóch latach od zdarzenia, a zatem rolą policji i prokuratury było ustalenie monitoringu, a nie sądu! Tym bardziej, jak doskonale wiemy, nikt nie archiwizuje monitoringu z kamer przez kilka lat.
– Brak profesjonalizmu? – pytam panią prokurator.
– Przeoczenie? Nie wiem – z pewnym zakłopotaniem odpowiada rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Może o tym, kto jest winny niezbadania alibi, dowiem się w Sądzie Apelacyjnym? To on uchylił wyrok skazujący Zbigniewa Górę.
– Sąd Okręgowy uznał, że zebrane dowody są wystarczające. W toku dalszego postępowania okazało się, że takim nie były – rozkłada ręce Cezary Wójcik, rzecznik prasowy Sądu Apelacyjnego w Lublinie.

Skazany za błędy śledczych

– Zarzucam prokuraturze, że przyjęła za wiarygodne zeznania świadka, który twierdził, że sprzedałem mu telefon zamordowanej lekarki. A ja go nigdy nie miałem! – mówi wzburzony Zbigniew Góra.
– Tylko w filmach mamy do czynienia ze sprawami łatwymi. Natomiast ta sprawa była bardzo trudna. W ocenie prokuratury znaleziono dowody poszlakowe, umożliwiające postawienie Zbigniewowi G. zarzutu zabójstwa. W pierwszym procesie sąd podzielił zdanie prokuratury, skazując Zbigniewa G. W drugim procesie został uniewinniony – wyjaśnia rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
– Sąd za pierwszym razem nie wiedział, że świadek kłamał – tłumaczy Artur Ozimek – rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie. – Nie jest to porażka sądu, bo przecież finalnie uniewinnił oskarżonego – dodaje.
– Porażką wymiaru sprawiedliwości było to, że proces trwał tak długo, że ten niewinny człowiek siedział w tymczasowym areszcie blisko trzy lata. Przede wszystkim porażką jest jednak to, że do dzisiaj nie ustalono sprawcy zabójstwa pani doktor – mówi dobitnie rzecznik Sądu Apelacyjnego.
Zbigniew Góra oskarża funkcjonariuszy o poważne przestępstwo: – Według mnie śledczy prowadzący postępowanie przygotowawcze nanieśli ślady krwi na zegarek zamordowanej lekarki. Chcieli stworzyć dowód, mogący doprowadzić do skazania mnie!
Policjanci ani prokurator nie zatrzymali zegarka zamordowanej, który – jak się okazało po miesiącach – był dowodem w sprawie. Na policję trafił dopiero po trzech miesiącach i to z inicjatywy – co podkreślił Sąd Apelacyjny – „osoby, która była w jego posiadaniu”. Badania DNA w Laboratorium Kryminalistycznym KWP w Lublinie wykazały: „Na górnej powierzchni zegarka oraz jego metalowej bransolety i zapięcia widoczne są słabo wysycone, rozmazane zabrudzenia koloru brunatnego, z których największe ma wymiary ok. 1×3 cm. Badania DNA nie wykluczyły profilu genetycznego Zbigniewa Góry. Dokładniejsza analiza nie była już możliwa z powodu zbyt małej ilości lub degradacji DNA”.
Sąd Apelacyjny nie zostawił na prokuraturze suchej nitki: „Niska wartość dowodowa uzyskanych wyników jest niewątpliwie konsekwencją zaniedbań prokuratury, wynikających z braku stosownego zabezpieczenia, ujawnionego w dniu oględzin miejsca zdarzenia, będącego przedmiotem niniejszego postępowania, materiału dowodowego. Fakt, że zegarek ujawniony na przegubie ręki pokrzywdzonej w dniu 28.09.2004 r., został zabezpieczony dopiero 29.12.2004 r. i to z inicjatywy osoby, która była w jego posiadaniu i przekazała go prowadzącym postępowanie przygotowawcze, należy ocenić w kategoriach elementarnego błędu organów ścigania” .
– Tych śladów wcześniej nie było na zegarku – twierdzi Zbigniew Góra. – Nie było ich widać na filmie wideo ze zbliżeniami na zegarek, który pokazywano podczas rozprawy. Podczas kolejnej rozprawy, gdy ponownie w sądzie wyświetlano film wideo, tego fragmentu z bliskimi ujęciami zegarka już nie było. Wycięto go z filmu! – dodaje pewnym głosem Zbigniew Góra.
– Na zdjęciach z oględzin po zabójstwie, nie widać na zegarku śladów krwi?! – zauważam.
Rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie odpowiada: – To nie jest pytanie do mnie. Można prokuratorowi zadać to pytanie!
Zdaniem biegłych, ten ślad DNA, który został zabezpieczony na zegarku zmarłej, mógł zostać naniesiony w jakikolwiek sposób, również nie przez sprawcę, ale na przykład przez osobę, która przyszła do pani doktor.
– Nie jestem w stanie stwierdzić dziś, dlaczego prokurator nie zabezpieczył tuż po zabójstwie zegarka, na którym później ujawniono ślady biologiczne. Badania nie wykluczyły jednak, że mogły to być ślady pochodzące od Zbigniewa Góry – mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie – Nie jestem od komentowania działań prokuratury! Nie wyobrażam jednak sobie, żeby jakikolwiek funkcjonariusz na etapie postępowania sądowego, był zainteresowany ingerencją w dowód rzeczowy, tym bardziej, że został on zabezpieczony na etapie postępowania przygotowawczego.
Zbigniew Góra zarzuca Sądowi Okręgowemu w Lublinie, iż podczas rozprawy odmówiono mu wyjaśnienia powodu wycięcia fragmentu filmu ze zbliżeniem zegarka, tego, na którym nie było widać śladów krwi. Zarzut jest poważny. Rzecznik potrzebował czasu na wyjaśnienie sprawy. Wyjaśnienia złożył na piśmie. Wyjaśnił jednak niewiele: „Drugie odtworzenie filmu miało miejsce na rozprawie w dniu 20 marca 2008r. /k.2249 t. XII/. Po jego odtworzeniu, oskarżony oświadczył, że nie widzi na odtworzonej kasecie zbliżenia zegarka pokrzywdzonej, co oznacza, że ten fragment został usunięty /k.2281 t. XII/ i wniósł o dopuszczenie dowodu z opinii biegłych na okoliczność autentyczności tej kasety, albowiem na filmie, który był odtwarzany w 2006r. zegarek nie miał żadnych zabrudzeń krwi i ten fragment został usunięty. Sąd postanowił oddalić ten wniosek, gdyż zmierza on do przedłużenia postępowania albowiem kaseta z filmem od 2006r. pozostaje w dyspozycji sądu bez dostępu dla osób trzecich i nie podlegała żadnym manipulacjom. Z poważaniem sędzia SO Artur Ozimek – rzecznik prasowy SO w Lublinie”.
– Sąd Okręgowy w Lublinie popełnił trzy zasadnicze błędy: niewłaściwa ocena zeznań świadka, który nabył telefon od oskarżonego. Po drugie – niedostateczne rozważenie alibi, na które wskazywał sam oskarżony. Po trzecie – niepogłębienie badań genetycznych, dotyczących śladów biologicznych na zegarku pokrzywdzonej. Został on – bezpośrednio po zdarzeniu wydany rodzinie, a dopiero po trzech miesiącach zbadany przez specjalistów – wylicza rzecznik Sądu Apelacyjnego.
– Czy zgadza się pani z zarzutem, że prokuratura popełniła błędy? – pytam w prokuraturze.
– Nie zgadzam się! Oczywiście, każdy ma prawo do oceny materiału dowodowego, ale w tej sprawie można mówić o uchybieniach, ale nie o rażących błędach – uważa rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Tata jest mi obcy

Łukasz Góra – najstarszy syn: – Gdy tata poszedł do aresztu, miałem 6 lat. Na początku nie wiedziałem, co się stało. Mówiono mi, że wyjechał zarabiać do Włoch. Potem przeczytałem kilka artykułów w gazetach …Tam było napisane, gdzie jest tata… W szkole koledzy mi dokuczali. Szydzili, że ojciec był skazany za „niewinność”, a dostał karę 25 lat! Poszedł do więzienia, w najważniejszym momencie mojego życia! Do dziś pamiętam, jak byłem bardzo rozgoryczony podczas Pierwszej Komunii. W kościele widziałem rodziny kolegów, ich rodziców, chrzestnych siedzących w ławkach. U mnie – tylko mama i babcia…
Zbigniew Góra – Dopiero po półtora roku od wyjścia z aresztu, od kiedy zacząłem z synem na nowo utrzymywać kontakt, powiedział mi: „Kocham Cię tato!”
Łukasz wyznaje: – Dla mnie tata wciąż – w jakimś kawałku – jest osobą obcą. To mi na duszy siadło i do końca życia będzie siedzieć.
Małgorzata i Zbigniew Góra – po trzech i pół roku od wyjścia z aresztu, postanowili pobrać się ponownie. Zbigniew Góra walczy o rekordowe odszkodowanie i zadośćuczynienie za niesłuszne skazanie.
– Żądam siedemnastu i pół miliona złotych odszkodowania i zadośćuczynienia, przede wszystkim za stracone lata, godność, honor, za rozbicie całego życia. Za to, że codziennie muszę kłaść się i budzić z myślą, że ja byłem w więzieniu. Te pieniądze z odszkodowania i zadośćuczynienia nie są jednak tym, co trzyma mnie przy życiu. W tej chwili pracuję i zarabiam. Prowadzimy z żoną dwie pizzerie, barek gastronomiczny i restaurację z hotelem.
***

W 2014 roku  Sąd Okręgowy w Lublinie częściowo uwzględnił wniosek o odszkodowanie i zadośćuczynienie za oczywiście niesłuszne tymczasowe aresztowanie i zasądził od Skarbu Państwa na rzecz Zbigniewa Góry 48 tys. zł tytułem odszkodowania – mówi sędzia Artur Ozimek, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie. Zbigniew Góra ma otrzymać także 275 tys. złotych tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę .

Zbigniew Góra domagał się jednak prawie 17,5 mln zł odszkodowania i zadośćuczynienia i dowoła się do Sądu Apelacyjnego w Lublinie. Tam w styczniu 2015 roku  zapadł wyrok.

Sąd Apelacyjny uznał, że kwota o którą walczy mężczyzna jest zbyt wygórowana. – Zadośćuczynienie ma funkcję kompensacyjną, nie może prowadzić do wzbogacenia – oznajmiła sędzia.
Wyrok jest prawomcny.

Adam Bogoryja – Zakrzewski

Fot.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ